24 czerwca
poniedziałek
Jana, Danuty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nasza cywilizacja popełnia samobójstwo

Ocena: 0
280

Nie wiem, czy uda się uratować szeroko rozumiany Zachód. Postępowi w sferze materialnej towarzyszy dramatyczny regres w sferze duchowej. - mówi Bronisław Wildstein, pisarz i publicysta, autor sztuk „Komedianci”, „Adwent” i „Cyrograf”, w rozmowie z Piotrem Kościńskim

fot. archiwum prywatne

Trzy sztuki, zamieszczone w jednej książce, wydają się mówić o czymś zupełnie różnym, a zarazem chyba o tym samym: że niezależnie od intencji, jeśli chcemy zbyt wiele, jeśli pragniemy przekształcić świat według naszego widzimisię, ponosimy porażkę. Przekaz niesiony przez te sztuki tchnie pesymizmem. Dlaczego?

Mój tryptyk – właśnie te trzy sztuki – jest opowieścią o naszych czasach. To komedie śmieszne i ponure zarazem, co nie powinno dziwić. Ostatecznie sztuki Moliera też są ponure.

Opowiadam o trzech współczesnych próbach uwolnienia się ludzi od swojej natury. „Komedianci” mówią o uwalnianiu się od ról kulturowych i społecznych, o marzeniu o emancypacji na przykładzie teatru. Aktorzy pragną uniknąć przeznaczenia i sami sobie piszą role. Z kolei „Adwent” opowiada o pragnieniu zniesienia granic, które przecież dzielą, zamykają, wykluczają. I wreszcie „Cyrograf” mówi o uwalnianiu się od fizyczności, o współczesnym śnie, w którym ludzie wyobrażają sobie idealny byt wirtualny.

 

Ale to wszystko trzeba umieć odczytać. Przypomina się literatura z czasów PRL, gdy pisarze, od Stanisława Lema poczynając, a na Januszu Zajdlu kończąc, aby swobodnie mówić o sytuacji społecznej i politycznej, wykorzystywali swoiste przebranie, jakim była fantastyka naukowa. Czy dziś też trzeba mówić nie wprost, w sztukach pełnych alegorii?

Ależ ja mówię wprost! I dlatego właśnie bywam ostro krytykowany. Uderzam w tabu, kpię ze stereotypów, odnoszę się do spraw, które dzieją się tu i teraz. Zarzucano mi, że jestem nadmiernie publicystyczny. Dowodzono, że to, co piszę, wcale nie jest literaturą.

Tymczasem dla mnie punktem wyjścia są pewne modelowe sytuacje. W „Komediantach” [wystawionych w Teatrze Telewizji – red.] punktem wyjścia była „Burza” Szekspira. Jest w niej wyspa, na którą jej pan Prospero zwabia rozbitków. Więzi poprzedniego władcę wyspy, Kalibana, który podnosi bunt przeciwko Prosperowi, ale dobiera sobie groteskowych buntowników – to pijaczyna Stefano i błazen Trynkulo – i w efekcie przegrywa. Tymczasem w moich „Komediantach” – wygrywa. Opisuję, co jego wygrana przynosi.

Jesteśmy osadzeni w pewnych wzorcach kulturowych, w pewnej tradycji. Staram się pokazać, że gdy chcemy się z nich uwolnić, efekty są dramatyczne. Ale też nie unikam odniesień do istniejącej wokół nas rzeczywistości. Gdy znakomity reżyser Andrzej Mastalerz pracował nad „Komediantami”, współpracujący z nami redaktor chciał koniecznie usunąć to, co było wprost nawiązaniem do wydarzeń nas dotykających. Chciał odciąć się od aluzji do tego, co działo się niedawno. Uważał, że w ten sposób sztuka stanie się bardziej uniwersalna. Ale przecież i Arystofanes mówił wprost o dziejących się za jego czasów wydarzeniach, także Dante w „Boskiej komedii” odwzorował ówczesne postacie. Tyle że nie każdy potrafi to dzisiaj odczytać.

 

To prawda, aluzje w tych sztukach mogą być czasem trudne do zrozumienia. Ale bywają i oczywiste, jak nawiązanie do tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza w „Komediantach”. Niektórzy recenzenci ostro to krytykowali.

Ja nie robię sobie żartów z zabójstwa i ze śmierci Pawła Adamowicza, ale z tego, jak zostały one wykorzystane. Wskazuję, że politycy użyli tej śmierci do walki ze swoimi przeciwnikami – i że to jest fatalne. Sztuka nie powinna przejmować się jakimiś tabu, co nie znaczy oczywiście, że nie może mieć żadnych ograniczeń. Ja starałem się wytknąć to, że pewne środowiska chcą nam narzucić określoną narrację – i użyłem do tego konkretnego przykładu.

W „Adwencie” pojawia się chór pisarzy mówiących o swoim indywidualizmie – no właśnie, chórem… Ja taką sytuację widziałem np. podczas wręczania nagrody Nike, kiedy to chóralnie piętnowano obronę polskiej granicy. Pisarze poddali się presji środowisk opiniotwórczych i w gruncie rzeczy udawali walkę o podstawowe prawa człowieka, a nie faktycznie o nie walczyli. I to jest według mnie groteskowe.

 

Czy więc świat podąża w złym kierunku? Bo takie można odnieść wrażenie, czytając te trzy sztuki.

Niestety, jako cywilizacja popełniamy rozłożone na raty samobójstwo. I chyba będzie to samobójstwo skuteczne. Nie wiem, czy uda się uratować szeroko rozumiany Zachód. Realnemu postępowi w sferze materialnej towarzyszy dramatyczny regres w sferze duchowej. Na co dzień odwołujemy się do pewnych pojęć, swoistych fetyszy. Nowy świat ma się od nich uwolnić, ale tak się, niestety, nie dzieje. Budujemy bowiem nowe fetysze. Mówimy o potrzebie wolności, ale zarazem tej wolności jest wokół nas coraz mniej. W imię tolerancji wprowadzamy dyktaturę jednego sposobu myślenia. Żyjemy w złych czasach, a ja to widzę i przeżywam, staram się też ukazywać. Z takimi problemami musimy się zmierzyć. Bo umacnia się dyktatura poprawności politycznej, a chór w imię własnych interesików tylko powtarza pięknie brzmiące slogany.

 

Czyli Zachód idzie w złym kierunku. Tymczasem Wschód – myślę o tym nam najbliższym, o Rosji czy Białorusi – już w jak najgorszym kierunku poszedł. Czy możemy mieć choćby jakąś iskierkę nadziei?

Ja, niestety, nie wiem, co to optymizm. Jesteśmy ludźmi, skazanymi na cierpienie i śmierć. I jak już powiedziałem, żyjemy w trudnych czasach upadku cywilizacji zachodniej. Wykorzystał to Władimir Putin, który jest swoistym antychrystem. Udaje, że broni ludzkości i działa dla jej dobra, a używa do tego bomb i zniszczenia.

Europa mówi, że będzie siebie – i nas również – bronić przed Putinem, którego przecież sama wykarmiła i wspierała. Tymczasem ze wschodu coraz bardziej grozi nam agresja. I nie myślę jedynie o Rosji. Niebezpieczne są przecież Chiny, położone co prawda daleko od nas, ale coraz bardziej się umacniające. Żyjemy więc w trudnym, przełomowym, tragicznym momencie. I nie wiem, jak z tej sytuacji wybrniemy.

 

Okazuje się też, że ze złego świata realnego trudno uciec w dobry, wirtualny. Bo „Cyrograf” dowodzi, że tworzenie utopijnego raju – Wirtualnej Wieży Eden – nie musi prowadzić do powszechnego szczęścia…

„Cyrograf” opowiada o próbie stworzenia raju na ziemi, co zawsze musi prowadzić do tragedii. Bo raj na ziemi po prostu nie może istnieć. Nie możemy stworzyć doskonałego świata, bo sami przecież nie jesteśmy doskonali. Żeby coś takiego zbudować, trzeba by świat całkowicie przemodelować, a żeby to uczynić, trzeba mieć władzę absolutną, po prostu totalitarną.

W tradycji chrześcijańskiej nie ma możliwości zbudowania ziemi idealnej. Celem człowieka nie jest przecież pozostanie na tym świecie. A wszystkie ideologie, które mówiły, że celem jest wszechogarniająca szczęśliwość ludzi na naszym globie, były swoistymi ersacami, namiastkami religii, będąc jej tak naprawdę całkowitym zaprzeczeniem. Tak było w przypadku komunizmu czy nazizmu, ale podobnie jest w przypadku obecnie upowszechnianej liberalno-demokratycznej ideologii emancypacji. Próba eliminacji cierpienia świadczy o tym, że nie rozumiemy świata. Świadczy też o tym, że chcemy się sytuować w pozycji Boga. To zresztą uniwersalny archetyp we wszystkich kulturach na świecie.

Ludzie chcą być jak Bóg, chcą zjeść owoc z drzewa poznania, a do tego właśnie zachęca ich demon. Tragedie greckie mówiły o tym, że ludziom trudno jest zrozumieć, iż nie są bogami. Ja piszę o tych, którzy chcą przekraczać wszelkie granice, a ich dążenie jest wehikułem do władzy i do realizacji własnych ambicji.

 


Książka Bronisława Wildsteina „Komedianci, Adwent, Cyrograf”, zawierająca trzy sztuki, ukazała się nakładem wydawnictwa PIW. Sztuka „Komedianci, czyli Konrad nie żyje”, wystawiona w 2022 r., jest do obejrzenia na VOD TVP: Komedianci, czyli Konrad nie żyje - VOD TVP

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, analityk spraw międzynarodowych, doktor nauk społecznych, adiunkt na uczelni Vistula w  Warszawie


redakcja@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 czerwca

Poniedziałek, XII Tydzień zwykły
Uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela
Jan przyszedł świadczyć o światłości,
aby przygotować Panu lud doskonały.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Łk 1, 5-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter