20 października
piątek
Ireny, Kleopatry, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Na straży przestrzeni

Ocena: 0
1033

Z okien zamku widać kompostownię, przy królewskim pałacu – galerię handlową. Czy przestrzeń wokół reprezentacyjnych zabytków musi stawać się brzydka i pospolita?

Czy dominantą Wilanowa będzie galeria handlowa zamiast pałacu?

Muzeum na Zamku w Pszczynie podlega władzy wojewódzkiej z siedzibą w Katowicach, ale park o powierzchni 156 ha znajduje się już w gestii miasta. A miasto robi, co chce, nie zważając na walory obiektu: historyczne czy przyrodnicze.

– Muzeum powstało w 1946 r. – mówi jego dyrektor Maciej Kluss. – Kiedy patrzy się na nie z lotu ptaka, widać, że to do niego przylega reszta miasta. Zamek jest fenomenem, gdyż zachowało się w nim aż 80 proc. oryginalnego wyposażenia, co w Europie kontynentalnej jest rzadkością. U nas – jeśli się wspomni na wojenne rabunki – tym bardziej. Odwiedza nas 250 tys. osób rocznie, jesteśmy jednym z najbardziej rozpoznawalnych obiektów w południowej Polsce.

Tymczasem dwa lata temu kilometr w linii prostej od muzeum zaczęto projektować kompostownię. Alarm podnieśli mieszkańcy i stowarzyszenie Genius Loci, działające na rzecz zachowania cennych krajobrazów kulturowych miast, wsi i miasteczek. Ostatecznie o zablokowaniu inwestycji przesądziły błędy formalne.

 

Drży porcelana

Na tym jednak nie koniec atrakcji. – Przyzamkowy park angielski miasto traktuje jak teren zabaw – mówi Maciej Kluss. – Podczas festynów rozstawiane jest tam wesołe miasteczko, wozy rozjeżdżają trawniki. Wszystko to na tle oryginalnego zabudowania, które z trudem rewitalizowaliśmy. To gwałt na przestrzeni historycznej. Dzieci i młodzież przychodzące na takie imprezy uczą się, że przestrzeń historyczną można wykorzystać do każdego rodzaju zabawy – z kiełbaskami i piwem włącznie. Podczas koncertów zespołów popowych drży porcelana w muzealnych gablotach. Od wielu lat próbujemy dogadać się w tej kwestii z władzami miasta, jednak bezskutecznie.

W parku angielskim – który to rodzaj parku ma charakter dziki i naturalny, choć w sposób zaplanowany – znajduje się zabytkowa alejka. Miasto postanowiło odnowić ją na swoją modłę: wybrukowano ją białą kostką betonową Bauma ze wzorkiem, który według burmistrza ma oddawać wzory z zamku. – Mamy więc „salon w parku” – mówi dyrektor muzeum i dodaje, że kilka miesięcy od wyłożenia alejka już jest brudna i nierówna.

W podobny deseń został urządzony pszczyński rynek – wbrew temu, co podkreślają architekci. A twierdzą oni, że jeśli projektuje się przebudowę założenia, to jej elementy powinny być dostosowane do realiów.

– Na Zachodzie mówi się o smart city, czyli mieście otwartym na turystów, by chcieli tu przybywać w różnych celach – mówi Maciej Kluss. – U nas nie dość, że nie ma takiego założenia, to często brakuje zdrowego rozsądku i zwyczajnie gustu. Nie każdy musi znać się na wszystkim, ale od tego są doradcy, których powinno się słuchać. Włodarzom miast wydaje się, że postępują dla swoich mieszkańców najlepiej, jednak mieszkańcy ci od lat jeżdżą po świecie i uderza ich różnica w zagospodarowaniu przestrzennym naszych i tamtejszych miast i miasteczek o walorach zabytkowych.

Zastanawiająca jest w tym wszystkim rola wojewódzkiego konserwatora zabytków. – W naszym parku zabroniono utworzenia stanowisk dla wędkarzy, by nie zadeptali i nie zaśmiecili ścieżek, a jednocześnie pozwala się je drastycznie rozjeżdżać ciężkim wozom lunaparku – mówi Maciej Kluss. – Konserwator zabytków podlega wojewodzie, a w tego typu urzędach wygrywają zwykle pieniądze, czyli możliwość zarobienia ich na wszystkim, często w sprzeczności z tym, czego rzecznikiem powinien być konserwator zabytków.

 

Sielski Wilanów

Z inwestorami kładącymi nacisk na zarobek boryka się warszawski Wilanów. Jeśli przychodzi deweloper i kładzie na stół pieniądze, to jaką kartę przetargową ma „strażnik zabytków”, jakim jest muzeum? – Deweloper kupi od miasta pięknie usytuowaną działkę z widokiem na założenie parkowo-pałacowe, sprzeda 500 mieszkań i ucieknie zarabiać gdzie indziej – mówi Paweł Jaskanis, dyrektor Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. – Każdy chce mieć piękny widok z okna, ale dobrze, by to myślenie było obustronne i  brało pod uwagę osoby patrzące od strony zabytków, np. z pałacowego dziedzińca, na najbliższe otoczenie.

Wiejska willa króla Jana III Sobieskiego stała się już pałacem miejskim. Muzeum nie uzyskało od miasta żadnej rekompensaty na rzecz przetrwania w stanie niepogorszonym zabytków i przyrody parkowej oraz dostępności w środowisku miejskim – mowa np. o parkingach. Od lat 70. muzeum jest poddawane postępującym przekształceniom i degradacji środowiskowej. Krzyczącym przykładem jest wielopasmowa droga o dużym natężeniu ruchu niecałe 500 m od unikatowej bryły XVII-wiecznej rezydencji i rezerwatu przyrody Morysin. Przykładem jest też rozrastające się „Miasteczko Wilanów”. Plan miejscowy zagospodarowania przestrzennego zakłada budowę galerii handlowej, która stanie się wilanowską dominantą – zamiast pałacu.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

- Reklama -