18 września
wtorek
Irmy, Stanislawa, Ireny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Misja specjalna

Ocena: 0
5512
Tu można się przekonać, że hospicjum to nie smutek, strach i śmierć, ale radość, spokój i nowa jakość życia.
Wśród wolontariuszy większość stanowią ci, którzy stracili bliską osobę. – Chciałam przyjść pomagać tu zaraz po śmierci taty, ale miałam wtedy 9-miesięcznego synka. Kiedy poszedł do przedszkola, mogłam już zostać wolontariuszką. Jak dowiedziałam się na szkoleniu, taki czas przerwy od odejścia bliskiej osoby jest bardzo ważny. Żeby pomagać innym, trzeba uporać się ze swoimi emocjami, przeżyć czas żałoby – mówi Magdalena Bieńczak.

Towarzyszą w dojrzewaniu

Każdy pacjent odwiedzany jest dwa razy w tygodniu, w ciężkim stanie nawet 2-3 razy dziennie. Każdy ma też telefon pielęgniarki, co daje mu poczucie bezpieczeństwa. Wizyty u pacjenta w domu to konkretne sprawy: uśmierzanie bólu, pomoc psychologiczna, rehabilitacja i udział w codziennych czynnościach. Pacjenci wiedzą, że mają do kogo zwrócić się ze swoimi kłopotami, zmartwieniami, pytaniami o przyczyny złego samopoczucia.

Jakość opieki sprawia, że u części pacjentów nawet w bardzo trudnych stanach dochodzi do znaczącej poprawy zdrowia. – U kilkunastu procent chorych zaleczamy terminalne stany na wiele miesięcy – mówi ks. Andrzej Dziedziul MIC. To nie tylko skutek dobrego leczenia objawowego, ale także podmiotowego podejścia do pacjentów, którzy wcześniej nierzadko doświadczali zgoła innego traktowania.

Oczywiście, przychodzi moment odejścia. Hospicjum ma pod opieką 400 pacjentów. Co miesiąc umiera 100 osób. U większości pojawiają się pytania o odchodzenie. – Pacjenci nie oczekują od nas cudów, wiedzą, jaka jest ich diagnoza. Chcą wiedzieć, jak wygląda umieranie, co będzie im dokuczało, kiedy będą odchodzić – mówi Iza Kęsicka. – Rozmawiamy o tym, kiedy wyczuwam taką ich potrzebę. Wczoraj pacjentka powiedziała do mnie: „Prześledziłam dokumentację i wiem, że została mi określona ilość czasu na życie. Proszę o szczerą odpowiedź, czy powinnam spieszyć się z załatwieniem spraw notarialnych?”. Odpowiedziałam: „Tak”. To była ciepła rozmowa, uśmiechałyśmy się do siebie, trzymałyśmy za ręce. Obserwujemy kondycję pacjenta. Jeśli organizm jest wyniszczony, pacjent waży 30 kilogramów, widzimy, że czas jest krótki.

– Poruszamy też sprawy duchowe, jeśli pacjenci są na to gotowi. Rozmawiamy o ich obawach. Martwią się zazwyczaj o własne rodziny, nie chcą dodawać im trosk z powodu swojej choroby. Obawiają się o los najbliższych. Nasi pacjenci wiedzą, że ich małżonkowie i dzieci znajdą pomoc u nas w grupach wsparcia dla osób w żałobie. To daje im poczucie bezpieczeństwa – podkreśla Iza Kęsicka.

Wizyty u pacjenta w domu to konkretne sprawy:
uśmierzanie bólu, pomoc psychologiczna,
rehabilitacja i udział w codziennych czynnościach

Hospicjum w sposób naturalny kojarzy się z odchodzeniem, smutkiem i powagą. Tymczasem tu doświadczyć można szczególnej radości i poczucia sensu życia.

– Mało kto rozumie, że kiedy się dobrze pracuje przy umierającym, wiele można mu pomóc i przynosi to dużo satysfakcji. – Odchodzenie to jest ten moment życia, w którym my, niedoskonali, towarzyszymy tym, którzy na końcu życia dojrzewają – mówi ks. Dziedziul. – Ta rzeczywistość dojrzewania osób przed śmiercią jest przez wielu chrześcijan mało znana – kontynuuje dyrektor hospicjum. – Trzeba dobrze poznać ten aspekt, żeby pomagać. Jeśli zabraknie dobrej medycyny i wsparcia, to człowiek może popaść w pesymizm. Cierpienie może zniszczyć, ale może też być szansą na dojrzałość. My jesteśmy powołani do towarzyszenia choremu. Im bardziej potrafimy działać z miłością, tym większą dajemy choremu szansę na świadome wybory. Potrzebna jest fachowa wiedza medyczna, ale też codzienna troska o uśmiech, drobne przyjemności, dzielenie się sobą – podkreśla ks. Dziedziul.

Gotowi na wszystko

– Hospicja przeżywają trudności jak wszystkie inne placówki służby zdrowia. Dobre hospicja są zagrożone – nie ukrywa ks. Dziedziul. – W konkursach na usługi medyczne zwycięża ten, kto zaoferuje niższą cenę. Niestety, nie mówi się w tym przypadku o jakości, a ta jest zwykle zaniżana. Szuka się więc chorych stabilnych, chorych ze swoich rodzin czy wśród znajomych. Odbywa się rzadziej wizyty, nie zleca badań, nie stosuje koniecznych rozwiązań. Tam, gdzie placówki skuszą się na wejście w komercję, człowiek potrzebujący przegrywa. Powstają spółki do opieki nad terminalnie chorymi, a idea hospicyjna upada.

Hospicjum ojców marianów stara się ją podtrzymywać. Organizuje szkolenia dla wolontariuszy, turnusy wypoczynkowe dla osieroconych dzieci, wsparcie w żałobie dla rodzin, spotkania z psychologiem. W comiesięcznych mszach w intencji zmarłych podopiecznych uczestniczy około 600 osób.

Jaka jest recepta na takie hospicjum? – Trzeba mieć „zwariowanych” lekarzy i pielęgniarki, gotowych na ciężką pracę – mówi ks. Dziedziul. Dziś hospicjum liczy ponad 20 lekarzy, tyleż pielęgniarek i 70 wolontariuszy. Trzeba też być gotowym na poświęcenie swoich sił, przyjmowanie ryzyka wyczerpania się funduszy na działalność, życie w ciągłym napięciu, że się nie przetrwa. Mimo wielu rozlicznych trudności Ośrodek Hospicjum Domowe prowadzony przez ojców marianów jest dla innych przykładem, że bez ryzyka nie ma zwycięstw.

Irena Świerdzewska
fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy
Idziemy nr 48 (480), 30 listopada 2014 r.


PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI