21 lutego
piątek
Eleonory, Fortunata, Roberta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Liczył się każdy dzień

Ocena: 5
703

Kiedy wybucha wojna, Anna Szałaśna ma 13 lat. W pierwszych dniach września 1939 r. zostaje poważnie ranna w nogę. Mimo kilkutygodniowego leczenia, w wyniku powikłań traci kończynę.

fot.K.Kasjanowicz

Adaptuje się błyskawicznie do nowej rzeczywistości, która nie jest łaskawa ani dla niej, ani dla najbliższych. W 1943 r. trafia do więzienia w Tarnowie.

– „Ty jesteś młoda dziewczyna, do szkoły powinnaś iść, a ja cię wyślę do Oświęcimia!” – krzyczał przesłuchujący mnie Niemiec – wspomina dziś Anna Szałaśna. – „No, tam są przecież ludzie, to nie będę sama” – mówię mu. „Masz natychmiast wymienić wszystkie organizacje!” „Sodalicja Mariańska, kółko różańcowe…” – wymieniam same kościelne. Myślałam, że on szału dostanie. – „Nie wiem, co pan chce wiedzieć, ale ja mówię prawdę”.

W czerwcu zostaje skierowana do obozu Auschwitz-Birkenau.

 


POWITANIE

„Idziemy teraz na dworzec kolejowy – usłyszała – Nie wolno się oddalać, nie wolno z nikim rozmawiać, nie wolno podchodzić”.

Maszerują: szesnaście kobiet i trzydziestu mężczyzn. Na chodnikach widzą płaczących ludzi, ale nie rozumieją, dlaczego ludzie płaczą, skoro oni wreszcie wyszli z celi. Mogą oddychać, oglądać drzewa.

Wagon zrobiono z jasnego drewna i przedzielono na dwie części: w jednej kobiety, w drugiej mężczyźni i czterech pilnujących Niemców. Pociąg do Krakowa zatrzymuje się na każdej stacji. Wiele osób stoi z paczkami; mają nadzieję, że spotkają kogoś z rodziny. W końcu wysiadają w Oświęcimiu. Do męskiego obozu jest bliżej. Kobiety czekają.

W którymś momencie podchodzi do nich jeden z Niemców i odzywa się po cichu: „Jeśli jutro będą was pytać, jak zachowywaliśmy się wobec was – nie mówcie prawdy”. – Dlatego, że zachowywali się wobec nas jak ludzie – zaznacza Anna Szałaśna.

 


PASIAKI

Dostała numer 47628.

– Pierwszego wieczoru zapytałam więźniarki, dokąd ludzie idą do pracy. „No, większość to idzie w pole” – ktoś odpowiada. A ja sobie myślę: „Zaraz, zaraz… Jak ja z tą moją protezą będę musiała codziennie ileś kilometrów zrobić, to po tygodniu ona mi się skończy. I ze mną także będzie koniec. Ja nie mogę iść w pole”. Smarkata byłam, miałam niecałe 17 lat, ale myślałam.

– Doznałam też wielkiej solidarności ze strony innych więźniach – dodaje. – Nieraz byłam przez nie osłaniana.

Umiejętność właściwej oceny sytuacji wielokrotnie pomogła jej dokonać właściwego wyboru.

– Była nas niewielka gromada. Dostałyśmy taczki i łopaty – wspomina. – W jednym miejscu kopałyśmy ziemię, nakładałyśmy na taczki, zanosiłyśmy tę ziemię w inne miejsce, wysypywałyśmy i wracałyśmy z powrotem. To trwało przez cały dzień, z przerwą na obiad. A następnego dnia z innego miejsca na jeszcze inne miejsce. Kopanie ziemi, wkładanie na taczki i przenoszenie, nikomu nie było do niczego potrzebne. Miało na celu umęczyć i udręczyć ludzi.

Któregoś razu powiedziano jej, że jest możliwość lżejszej pracy na bloku, gdzie komando ceruje uprane pasiaki. „Idź tam, będziesz pod dachem, na siedząco. Dodatkowo otrzymasz porcję czegoś do jedzenia” – usłyszała. Poszła, ale nie wytrzymała długo.

– Pasiaki, które nam dawano do cerowania, były po tych, którzy pomarli. Były uprane, ale nie mogłam trzymać ich w rękach. No i taki straszny odór z nich się unosił. Były prane w kadzi, przecież nie w pralce. A ja myślałam: „Boże, kto ten pasiak nosił?”. Nie, nie mogłam tego długo robić.

Wróciła.

 


CHLUPA I CZTERY KROMKI

– Przywieźli kocioł z jakąś zupą – opowiada. – Zdobyłyśmy miski, ktoś tam nam podał, takie czerwone, emaliowane. Tylko że na bloku była jedynie koja. Ani szafy, ani krzesła, ani stolika. Nic.

Jak jeść w takich warunkach? Wieczorem, po apelu cierpliwie wystały w kolejce dzienny przydział jedzenia: cztery cieniutkie kromeczki chleba. Czarnego. Na tym kładziono łyżeczkę margaryny i plasterek marmolady. Ten posiłek dawano bezpośrednio do ręki. – Nie było nawet gdzie położyć tego chleba – wspomina Anna.

Na drugi dzień otrzymywały serek herceński, już bez margaryny. To był przydział żywności na całą dobę, rozdawany wieczorem, po apelu.

– Co z tym zrobić? – pyta Anna retorycznie. – Człowiek był głodny, więc pożerał całość i rano nie zostawało już nic. Rano była tylko „chlupa” do picia. Liczył się każdy dzień.

 


RÓŻANIEC

Któregoś dnia podchodzi do niej więźniarka. Anna pamięta tylko pasiak.

„Chcesz?” – słyszy. Kobieta w ręku trzyma różaniec. „Jak to, czy chcę? A co ja ci za to dam? Nie mam pieniędzy.” „Ale ja nic nie chcę. Tylko ci to dać. Chcesz?”

Anna myśli: „Jak masz mi dać, to dziękuję”.

– Oczywiście – mówi. Różaniec. Boże święty…

Przejęta wiesza go na szyi i wsuwa pod odzież, żeby nikt nie zauważył, że ma coś osobistego. Czuje dumę.

– Do Oświęcimia przyjechałyśmy w czerwcu, a to był lipiec, może sierpień – wspomina Anna. – Było jeszcze ciepło.

Po drodze do toalety zauważa uchylone drzwi. Zastanawia się, czy jest tam woda. Chce się umyć. Popycha delikatnie drzwi i widzi, że wewnątrz nikogo nie ma. „Ojej, jest woda, mogę się umyć!” – chce wołać.

Ściąga pasiak i koszulę. Rzuca obok siebie na ziemię. Na końcu zdejmuje różaniec i wiesza go na kranie. „Och, jak dobrze!” – myśli, ochlapując się wodą. Nagle paraliżuje ją krzyk Niemki, która wbiega z głównego wejścia.

– Jak ona się darła!... Pomyślałam: „Matko Boska, zabije mnie”. Porwałam kieckę i uciekłam. A różaniec został… na kranie. Jak mi się zrobiło strasznie.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 lutego

Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie
Dziś w Kościele: piątek, VI tydzień zwykły, wsp. dowolne św. Piotra Damiani, biskupa i doktora Kościoła
Czytania liturgiczne (rok A, II): Jk 2, 14-24. 26; Ps 112, 1b-6; Mk 8, 34-9, 1
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań
SalveNet zaprasza na Duchową siłkę o. Szymona Janowskiego OFMCap.

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -