23 października
wtorek
Marleny, Seweryna, Igi
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Krakowska Matka Teresa

Ocena: 0
1633

Pielęgniarka Hanna Chrzanowska zostanie beatyfikowana 28 kwietnia w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.

fot. archiwum

– W jej domu rodzinnym na pierwszym miejscu zawsze stał człowiek, jego godność i potrzeby. Rodzice wpajali dzieciom uniwersalne wartości humanistyczne. Obok stał Pan Bóg – tłumaczy ks. dr Andrzej Scąber, delegat arcybiskupa krakowskiego ds. kanonizacyjnych. Tradycją tego domu było zaangażowanie w dzieła pomocy człowiekowi i działalność dobroczynna.

Urodzona w 1902 r. Hanna Chrzanowska bardzo kochała rodziców. Dwa lata temu, podczas ekshumacji jej doczesnych szczątków, znaleziono w rozpadającej się trumnie woreczek z prochami prof. Ignacego Chrzanowskiego. Włożyła je siostra felicjanka, która przygotowywała Hannę do pogrzebu. – Kiedy został zamordowany w niemieckim obozie Sachsenhausen, rodzina zwróciła się z prośbą o wydanie prochów. Przyszła tekturowa skrzyneczka, którą matka i córka profesora pochowały na Cmentarzu Rakowickim, w grobowcu, gdzie po latach spoczęła Hanna Chrzanowska – opowiada ks. Scąber. Obecnie jej prochy spoczywają w krypcie kościoła św. Mikołaja w Krakowie.
 

Wojna i szkoła

Przełomem w życiu młodej Hanny okazała się pierwsza wojna światowa. Zetknęła się wówczas z ogromem ludzkiej nędzy i cierpienia, głodem, chorobami, które dziesiątkowały żołnierzy, z brakiem lekarzy, środków opatrunkowych i lekarstw. Realizm konkretnego cierpienia i potrzeba zaradzenia biedzie ludzkiej przewartościowały myślenie dziewczyny. Druga wojna światowa dopełniła tego w sposób dla niej drastyczny, gdy zabrała Hannie najpierw ojca w obozie koncentracyjnym, potem brata w Katyniu.

Terminowała u innej służebnicy Bożej – Magdaleny Epstein, która później została dominikanką klauzurową. To właśnie Magdalena Epstein w latach 20. ubiegłego wieku otrzymała od Fundacji Rockefellera wsparcie w wysokości 25 tys. dolarów. Całą tę kwotę przeznaczyła na powstanie Wydziału Pielęgniarstwa przy Wydziale Lekarskim UJ i została jego pierwszą dyrektorką.

Hanna Chrzanowska była oblatką benedyktyńską. To pewne, choć nie ma dokumentu, który by to potwierdzał, bo spis oblatów nie był w tamtych latach prowadzony ze względów bezpieczeństwa. Gdyby trafił w ręce służb specjalnych, byłoby to równoznaczne ze skazaniem oblatów na represje. Ora et labora to kolejny rys duchowości Hanny. Z domu wyniosła umiłowanie pracy, dokładność, kulturę umysłu.
 

Dwoch świętych mężów

– Codziennie szła do skrajnych przypadków nędzy fizycznej i duchowej człowieka. Bez modlitwy i bliskiego kontaktu z Panem Bogiem nie dałaby rady – podkreśla ks. Scąber. – Modlitwa u karmelitanek, Eucharystia, częste dni skupienia i rekolekcje dawały jej siły do codziennego heroizmu.

Człowiekiem, który podlewał wzrastające w niej ziarno duchowe, był krakowski arcybiskup Karol Wojtyła. Stał przy niej prawie od samego początku. Miał tu zresztą wsparcie w osobie proboszcza parafii mariackiej ks. infułata Ferdynanda Machaya, który również był wielkim społecznikiem i znał realia biedy ludzkiej. Modlitwa pielęgniarki wydawała owoce, gdy Hanna szła do chorych, a strażnikami, którzy ją wzmacniali i pomagali jej, byli ci dwaj kapłani.

Na wieść o śmierci Hanny Chrzanowskiej w 1973 r. kard. Wojtyła przerwał swój udział w spotkaniu Konferencji Episkopatu Polski, by odprawić nabożeństwo pogrzebowe. Gdy nastąpił moment złożenia trumny do grobu, zaczął śpiewać: „Uwielbiaj, duszo moja, Pana swego”. – To świadczy o jego przekonaniu, że Hanna Chrzanowska będzie zbawiona. Za nią uwielbiał Boga – wyjaśnia ks. Scąber.
 

W trosce o dusze

Matką Teresą dla Krakowa nazwał Hannę Chrzanowską kard. Stanisław Dziwisz, który znał ją osobiście. – Nie zatrzymywała się na ludzkim współczuciu i zrozumieniu dla chorych. Szła dalej. W chorym widziała przyjaciela, który potrzebuje pomocy. Opatrywała rany ciała i duszy – dodaje ks. Scąber.

Pielęgniarki skupione wokół Hanny odnajdywały chorych, którzy byli w opłakanym stanie. W tamtych latach nie było opieki domowej, hospicjów, ośrodków pomocy społecznej. Ludzie umierali w strasznych warunkach sanitarnych. Hanna tam wchodziła, udzielała pomocy medycznej, ale dbała również o dusze. Wzywała księży, którzy przychodzili z posługą sakramentalną i, widząc te obrazy, rozumieli, że postulowana przez Hannę Chrzanowską potrzeba stworzenia systemu opieki domowej to nie chwilowy kaprys, ale heroizm, na który nie stać przeciętnego człowieka.

W latach 60. został zlikwidowany zakład dla psychicznie chorych, w którym Hanna pracowała. Całe swoje doświadczenie dopełniła wtedy modlitwą na kolanach u karmelitanek przy ul. Łobzowskiej i stworzeniem dzieła pielęgniarstwa domowego. W państwie socjalistycznym, jak mówiła propaganda, nie było ludzi biednych i potrzebujących, ale rzeczywistość była zupełnie inna.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -