16 lipca
wtorek
Mariki, Benity, Eustachego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kiedy bon oświatowy?

Ocena: 0
192

Rok szkolny właśnie się kończy, więc to ostatni moment, żeby napisać o bonie oświatowym.

Fot. pixaby.com / CC0

I wcale nie chodzi mi o strajki nauczycieli, które już ten temat wywołały. Chodzi o możliwości, jakie ów bon oświatowy dawałby rodzicom. Bon – znakomity pomysł działaczy oświatowych wywodzących się jeszcze z czasów opozycji – nie został nigdy zrealizowany. Było nad nim w latach 90. wiele dyskusji nie tylko tychże działaczy, ale i rodziców i nauczycieli, nie mówiąc o aktywistach rożnych partii. Pracowałam wtedy w tygodniku „Solidarność” i na artykuły w sprawie bonu – bo byłam i jestem jego zdeklarowaną zwolenniczką – zużyłam naprawdę sporo papieru. Dziś jedni już nie pamiętają, o co chodzi, inni – jak niektórzy z młodych rodziców czy nauczycieli – po prostu nie wiedzą.

A chodzi o to, żeby rodzice mieli do dyspozycji, choć nie do ręki, kwotę na opłacenie części wydatków, jakie ponosi szkoła, do której chodzi ich dziecko. Chcą posyłać dziecko do wybranej szkoły publicznej – proszę, bon idzie tam za dzieckiem. Chcą do katolickiej – pójdzie do wskazanej katolickiej. Chcą do szkoły Montessori – będzie i na to.

Bo na razie z naszych podatków finansowane są tylko szkoły publiczne. Ten więc, kto posyła dziecko do szkoły niepublicznej, płaci niejako dwa razy: raz w swoich podatkach, drugi raz w czesnym za szkołę. Nie jest moim celem rozstrzygać w tym felietonie kwestie administracyjno-prawno-finansowe związane z bonem, bo od tego są specjaliści. Podejmę raczej inne wątki.

Kilka tygodni temu, kiedy władze stolicy ogłosiły Deklarację LGBT+, pojawiły się spekulacje – sama o tym pisałam – że gdybyśmy jako różne grupy społeczne i wspólnoty zakładali w ostatnim ćwierćwieczu więcej własnych szkół, zwłaszcza katolickich, możliwości przeciwstawienia się ofensywie gender, LGBT i innych niechcianych akcji i deprawacji byłyby dzisiaj znacznie większe. Być może, gdyby wtedy przeforsowano i zrealizowano pomysł bonu oświatowego, rodzice i działacze oświatowi mieliby więcej odwagi, aby założyć szkołę, i więcej możliwości. I więcej wiary, że szkoła da radę się utrzymać!

Pamiętam pasję i wizję sędziwej dziś Izabeli Dzieduszyckiej, która wierzyła, że szkoła Przymierza Rodzin musi powstać, bo to jest jedyna droga, aby rodzice mieli wpływ na wychowanie i kształcenie dzieci. Jej walce o szkoły poświęciłam niejeden felieton, przytaczając przykłady ludzi, którzy przyjeżdżali do niej i prosili, aby i u nich pomogła założyć – i zbudować – szkołę. Bo sami nie mieli takiej siły! Dziś jest problem rozbudowy jednej ze szkół PR na warszawskim Mokotowie – sytuacja byłaby inna, gdyby rodzice dysponowali bonem oświatowym.

W kręgach zbliżonych do PiS nie brakuje ludzi, którzy tamtą walkę o bon oświatowy prowadzili – i przegrali. Ale teraz jest znowu moment, aby ją podjąć. Udało się z Rodziną+, musi udać się ze Szkołą+.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 16 lipca

" Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie "

Dziś w Kościele: wtorek, XIV tydzień zwykły
+ wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Wj 2, 1-15a; Ps 69; Mt 11, 20-24
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

Lato z SalveNet - na okres wakacji proponujemy formację duchową w przystępnej formie: codziennie jeden kilkuminutowy film z cyklów prezentowanych na portalu SalveNet.



Najwyżej oceniane artykuły

PATRONUJEMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -