22 lipca
poniedziałek
Marii, Magdaleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Każdy kiedyś był embrionem

Ocena: 0
5997

 

– Nie ma możliwości, by z ludzkiego embrionu rozwinęła się kura. Jeśli embrion nie jest człowiekiem, to kiedy i w jaki magiczny sposób ta istota ma się nim stać? – pyta o. Karol Meissner, benedyktyn i lekarz

 

Z o. Karolem Meissnerem, benedyktynem i lekarzem, rozmawia Iwona Żurek


Co było pierwsze? Pigułka antykoncepcyjna, która spowodowała zmianę w podejściu do ludzkiej seksualności i płodności, czy rewolucja seksualna?

Człowiek jest dziwną istotą, bo tylko jemu przeszkadza to, co jest normalnością. Mianowicie przeszkadza mu jego płodność, która jest objawem zdrowia. Żeby zrozumieć, dlaczego człowiek jest gotów niszczyć swoje zdrowie, trzeba odpowiedzieć na pytanie: w czym ta płodność mu przeszkadza? Otóż tylko człowiek jest w stanie poprzez swoją seksualność doświadczać naprawdę wielkich przeżyć. Papież Benedykt XVI pisał, że akt seksualny potrafi wyłączyć człowieka z szarej rzeczywistości i przenieść go jakby w inny wymiar. Seksualność jest siłą tak przemożną, że potrafi człowieka uzależnić. Osoba uzależniona pragnie doznawać coraz więcej i częściej, niekoniecznie jednak chce mieć od razu gromadkę dzieci. Co ciekawe, istnieje ścisła korelacja pomiędzy niechęcią do posiadania dzieci i popadaniem w rozmaite uzależnienia. Myślę, że kluczową sprawą jest tu poczucie braku sensu życia. Jeśli uznaję, że moje życie nie ma głębszego sensu, muszę czymś zagłuszyć poczucie pustki. Wpadam wtedy w swoistą pogoń za doznaniami. Mało tego: jeśli moje życie nie ma sensu, to tym bardziej nie ma sensu przekazywanie go dalej, a więc płodzenie dzieci. Wynika z tego, że to nie pigułka antykoncepcyjna zmieniła ludzką mentalność, ale chęć używania seksu bez żadnych ograniczeń, z jednoczesną niechęcią do płodzenia dzieci, doprowadziła do jej wynalezienia.


A jednak przed wynalezieniem pigułki świat wyglądał inaczej. Bo jak rozumieć zmiany obyczajowe, które zaszły po 1968 r., jeśli nie jako skutek tego wynalazku?

Świat się zmienił, bo nigdy wcześniej ubezpłodnienie nie było takie proste. Pigułka pozwala jakby „wyłączyć” płodność bez żadnego wysiłku. Człowiek od zawsze szukał sposobu, jak oddzielić seksualność od płodności. I dzięki rozwojowi nauk medycznych znalazł sposób. Jednak pigułka nie jest źródłem, jest skutkiem. Źródłem jest dojmujące poczucie bezsensu, które każe człowiekowi odrzucać płodność na rzecz używania. W czasie II wojny światowej naziści masowo uśmiercali dzieci niepełnosprawne. Po wojnie w czasie procesów tłumaczyli się, że robili to, aby usunąć nośniki chorób. Życie ludzkie nie miało dla nich wartości, jeśli nie było zdrowe i użyteczne dla społeczeństwa. To samo obserwujemy dzisiaj, gdy w majestacie prawa mordowane są nienarodzone dzieci z zespołem Downa czy innymi schorzeniami. Odrzucam życie, jeśli pojawi się nie w porę, jeśli nie spełnia moich oczekiwań, jeśli burzy jakieś moje plany. Victor Emil Frankl, znakomity wiedeński psychiatra, wskazywał brak poczucia sensu życia jako powszechną chorobę współczesności.

Nie ma możliwości, by z ludzkiego embrionu rozwinęła się kura. Jeśli embrion nie jest człowiekiem, to kiedy i w jaki magiczny sposób ta istota ma się nim stać?


Skoro złe jest samo odrzucenie płodności, to dlaczego Kościół dopuszcza stosowanie naturalnych metod rozpoznawania płodności? Teoretycznie cel jest ten sam: współżyć tak, aby nie nastąpiło poczęcie.

Ależ różnica jest ogromna! Przede wszystkim w antykoncepcję wdrukowana jest agresja wobec dziecka, której nie ma w przypadku metod naturalnych. Dlaczego stosuję antykoncepcję? Bo boję się dziecka, ono jest intruzem, przed którym muszę się zabezpieczyć. Nie akceptuję swojej płodności, odrzucam ją, bo jest dla mnie obciążeniem. W przypadku NMPR cała moja uwaga skupia się na tym, aby płodność poznać i afirmować. Nawet jeśli w konkretnym okresie małżonkowie współżyją w czasie niepłodnym, to możliwość poczęcia jest cały czas w centrum ich uwagi. W przypadku antykoncepcji płodność jakby znika. Wielki dar seksualności zostaje odarty z wymiaru przekazywania życia. Staje się pusty. Człowiek przestaje wierzyć w miłość.


Antykoncepcja niszczy miłość?

Tak, ponieważ u człowieka życie seksualne, aby było pełne, ma coś znaczyć. Paradoks polega na tym, że często małżonkowie stosujący antykoncepcję po to, by bez przeszkód używać seksu, szybko tracą nim zainteresowanie. Na poziomie biologii można to wytłumaczyć tym, że pożądanie seksualne u kobiety jest ściśle związane z jej cyklem płodności. Ale sądzę, że problem jest znacznie głębszy. Seksualność odarta z płodności staje się mechaniczna, nieludzka, bezsensowna. Stosowanie antykoncepcji jest też krzywdą dla dzieci, które wzrastają w takiej rodzinie. One doskonale wyczuwają, jaki jest stosunek rodziców do dziecka – czy jest ono darem przyjmowanym z miłością, czy intruzem, przed którym trzeba się zabezpieczać.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 lipca



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

PATRONUJEMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -