24 października
środa
Rafala, Marcina, Antoniego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Julek daje radę

Ocena: 4.86667
4561

Kiedy w szpitalu walczyli o syna, który urodził się w 23. tygodniu ciąży, feministki na ulicach krzyczały, że takie dziecko to zlepek komórek.

fot. arch. rodzinne

– Łatwo zza winkla serwera rzucić w twarz ustawą o liberalizacji aborcji. Niech feministki powiedzą mi prosto w oczy: „Twój syn nie powinien żyć” – mówi Mateusz Maranowski, dziennikarz Polskiego Radia 24 i portalu Do Rzeczy, ale przede wszystkim tata Julka.

 

Operacja po ciemku

Na tamto Boże Narodzenie Mateusz i Karolina czekali ze szczególną ekscytacją. Na świat miał przyjść długo wyczekany, cudem poczęty synek. Tata polonista wymarzył dla niego imię po Tuwimie, mama pragnęła tylko jego zdrowia.

Mateusz we wrześniu 2016 r. kończył studia, miał się bronić. Życie pokazało, że ma przed sobą o wiele ważniejszy egzamin.

Pobrali się w 2014 r. – na półmetku studiów. Gdy po roku rodzina się nie powiększała, zaczęli się badać. Po wyroku: „bezpłodność” zaczęli modlić się o akceptację woli Bożej. Przez głowę przemknęła już myśl o adopcji, aż tu nagle: dwie kreski na teście ciążowym!

Oszaleli ze szczęścia, ale rzucili się w wir obowiązków: studia, praca, magisterium. Kiedy pod koniec sierpnia Karolina poczuła mocne skurcze, kazała się zawieźć do szpitala. Ciąży nie udało się podtrzymać, Julek spieszył się na ten świat. Gdy na nim zawitał, ważył 740 g i mieścił się na dłoni.

„Ratujemy?” – Mateusza z szoku wyrwały słowa lekarza. Ustawowy obowiązek ratowania wcześniaków zaczyna się w 24. tygodniu życia. Lekarze nie pozostawiali złudzeń: w tym wieku przeżywają jednostki. Julek był jednak duży jak na swój wiek i chciał żyć. Oklejono go folią, owinięto kablami i włożono do inkubatora.

Po kilku dniach doszło u dziecka do przerwania jelit. Lekarze nie chcieli podjąć się operacji, bo Julek miał niewielkie szanse na przeżycie. Wreszcie znalazł się lekarz, który powiedział: „Sytuacja jest beznadziejna, ale spróbuję”. Wiele razy balansowali na granicy terapii uporczywej. Wtedy też lekarze powiedzieli, by dać sobie spokój. Chcieli wierzyć, że z sali operacyjnej dziecko wyjdzie żywe, ale nie było ku temu przesłanek. Organy były niedojrzałe – wątroba się przelewała, nie było jak jej szyć. – To było jak operacja po ciemku – mówi Mateusz. – Julek był wtedy dwukrotnie reanimowany. Tego, że przeżył, chirurdzy sami nie potrafili wytłumaczyć. Chylę przed nimi czoła za walkę, jaką stoczyli o życie mojego syna.


Pięć wyroków

Po kilku tygodniach usłyszeli: Julka można uratować, ale będzie tylko leżał. Nie będzie widział, nie będzie słyszał, nie będzie czuł. „Trzy lata hospicjum” – zawyrokowali lekarze, bo mózg po kilku operacjach był mocno niedotleniony i doszło w nim do wielu uszkodzeń. Stan ten miał potwierdzić rezonans. Nie potwierdził!

Wkrótce Julka czekało ostatnie wyzwanie: kiedy jelito przykleiło się do wątroby. Operacja się udała, chłopiec zaczął też samodzielnie oddychać. Wreszcie – półtora miesiąca od narodzin – mogli wziąć go na ręce. Ciągnęły się za nim kable, kroplówka, ale szczęście całej trójki było ogromne. – Mimo że to maluch, potrafi kochać; czuliśmy to i nadal czujemy – mówi Mateusz. – I to go czyni człowiekiem.

Julek ma dziecięce porażenie mózgowe, potężną wadę wzroku, a przez ucisk na nogi i obręcz barkową nie tylko nie chodzi, ale nawet się nie obraca. Wciąż jest rehabilitowany. Usłyszał pięć wyroków śmierci. Rodzice wiele razy godzili się z jego odejściem. Ale wciąż mieli nadzieję – płynęła z jego miłości.

Czas walki o syna był podwójnie trudny. Kiedy wracali ze szpitala z piątym wyrokiem, w radiu usłyszeli relację z czarnego marszu. „24. tydzień ciąży to nie człowiek, tylko zlepek komórek!” – To nas dobiło – wspomina Mateusz. – Zapytałbym te kobiety: kiedy więc mój syn stał się człowiekiem – po narodzinach, po tym, jak odłączono go od aparatury? Nie życzę sobie odmawiania mu godności na żadnym z tych etapów. A może jego człowieczeństwo ma być mierzone sprawnością fizyczną i intelektualną? Wyznaczanie granic człowieczeństwa jest nieetyczne.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -