6 czerwca
sobota
Norberta, Laurentego, Bogumila
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Jak ratować małżeństwo

Ocena: 5
1720

Ojciec Piotr Zajączkowski

Mają problem, ale co mają z tym zrobić?

Jeśli się dobrze poszuka, to się znajdzie ratunek dla małżeństwa. Chcemy i potrzebujemy pomocy, więc po nią idźmy. A dokąd? Do specjalistów. Są terapeuci małżeńscy, duszpasterze rodzin, rekolekcje małżeńskie. Wpiszesz w Google: „rekolekcje małżeńskie”, wyskoczy ci Weekend Małżeński albo Spotkania Małżeńskie. Do mnie przyjeżdża dużo par, bo tutaj widzą szansę na ratowanie małżeństwa czy rozwiązywanie problemów.

 

Ile osób wzięło udział w przygotowanych przez Ojca kursach małżeńskich?

Średnio czterysta par rocznie, od dziewięciu lat. W kursie na Messengera „Kochać lepiej” wzięło udział pół tysiąca ludzi.

 

Czy każde małżeństwo da się uratować?

Wiele czynników ma na to wpływ. Każde małżeństwo jest możliwe do uratowania, ale podstawowa sprawa to to, czy małżonkowie chcą uratować małżeństwo, i co to znaczy w praktyce. Czy ja chcę w sobie coś zmienić, aby nasza relacja była lepsza? Jeżeli ja nie potrafię, lub nie chcę, się zmienić, to nie da się małżeństwa uratować. Większość osób, gdy pojawią się trudności czy kryzys, widzi przyczynę we współmałżonku. Dlatego zakłada, że to on, ona powinni się zmienić. Mało kto dostrzega, że realny wpływ na moje małżeństwo to realny wpływ mój na mnie samego. Kiedy ja się zmieniam, ratuję moje małżeństwo. Nie mam takiej mocy, żeby zmienić kogoś. Nie mam wpływu na współmałżonka. Nie mogę wobec niego stosować presji, aby się zmienił.

Komuś może się wydawać, że ma wpływ na współmałżonka, i będzie próbował go zmieniać – prośbą, szantażem, fochami, cichymi dniami, groźbą, wrzaskiem, przemocą. A konsekwencją jest to, że się od siebie oddalamy. Nikt nie lubi, gdy ktoś mu mówi, jak ma żyć. Jeśli będziesz mi mówić, jak mam żyć, to jaka będzie moja reakcja? Prawdopodobnie się oddalę od ciebie.

Potrzebujemy być zaakceptowanymi tacy, jacy jesteśmy. Dopiero akceptacja powoduje, że ja mogę chcieć się zmienić. Współmałżonek, który czuje, że jest zmieniany pod presją, odpłaca tym samym – żeby drugi zobaczył, jak to jest. Okopujemy się, wyciągamy kałachy i strzelamy do siebie. Jesteśmy w dwóch przeciwstawnych okopach. Nie słyszymy siebie, nie rozumiemy siebie. Głupia nieumyta szklanka w zlewie będzie powodem do ataku.

 

Bez przesady, w przypadku przemocy, np. słownej, to chyba nie ofiara ma się zmieniać?

Może wcale nie tak często ofiara mówi otwarcie, co te słowa, które słyszy, jej robią, że to boli, to krzywdzi, co od ciebie słyszę. Stawiam granicę...

 

Stawiam granicę, ale ktoś dalej rani.

No oczywiście. Nie chcę usprawiedliwiać krzywdzicieli. Ale ofiara może coś tu zdziałać. Najpierw ma być komunikat. Ja nie zgadzam się, żebyś mówił do mnie w ten sposób! Uderzenie boli, ale wiele osób nie ma świadomości, że i słowa mogą boleć. Czasem trzeba powtórzyć kilkakrotnie. Jeśli to nie zadziała, trzeba postawić zaplecze: poinformować współmałżonka, co ja za chwilę zrobię, jeżeli zwrócisz się do mnie w ten sposób. Czyli, z drugiej strony: jeżeli powiem jeszcze raz obelgę, to wiem, co zrobisz – i to może mnie powstrzymać. A zrobić można sporo: wyjść do innego pokoju, wyjść z mieszkania, wezwać policję, założyć w sądzie sprawę o nękanie. Policja przyjeżdża na każde wezwanie. Tylko trzeba zrobić to, czym się zagroziło. Ofiara często martwi się o współmałżonka, co on sobie o niej pomyśli. Nie myśli w ogóle o sobie. Jeśli nie stawiamy granicy wokół siebie, nie chronimy siebie, nie stawiamy znaku stop, to zachęcamy małżonka – pośrednio, niechcący – żeby robił to dalej.

 

Facet pije, bije i zdradza, ona straszy policją, ale nie wzywa, bo on jest osobą publiczną i tak długo pracował na swój wizerunek...

Ona ma problem ze sobą. Zamiast myśleć o swojej wartości i ochronie siebie, bardziej myśli o krzywdzicielu. Każda osoba, która krzywdzi, musi poczuć na sobie konsekwencje tego, co robi. Jeśli nie doświadczy konsekwencji – nic się nie zmieni. Konsekwencją dla tego człowieka jest to, że jego wizerunek zostanie zepsuty. Jeżeli chronię krzywdziciela, nie pozwalam, aby doświadczył konsekwencji tego, co zrobił – to nie pozwalam też, aby się zmienił. Zwłaszcza jeśli sprawcą przemocy jest mężczyzna, to z natury potrzebuje na swojej skórze odczuć konsekwencje, dopiero to do niego przemawia. Żadne prośby, błagania, w ogóle słowa do mężczyzny nie docierają. One docierają do kobiety, bo kobiety są słuchowcami. Do mężczyzny docierają fakty: że przyjechała policja, że go spisali, założyli mu niebieską kartę, pojawił się artykuł w prasie. Dopiero fakty zmuszają go do jakiejś zmiany.

 

Co małżonkowie mogą zrobić, aby się do siebie zbliżyć?

Szukać złota, a nie błota. Doceniać drugą osobę za każdą, nawet „żałośnie” małą rzecz, którą zrobiła dobrze. Przestawić się na tryb wdzięczności. Znaleźć małżeński rytuał. To wszystko na dobry początek.

 


Ojciec Piotr Zajączkowski (ur. 1972) – z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, doktor teologii z zakresu duszpasterstwa rodzin, doradca psychologiczny i terapeuta małżeństw, rekolekcjonista, głównie narzeczonych i małżonków. Twórca ogólnopolskich warsztatów dla par Kurs na Miłość i kursu na Messengera „Kochać lepiej”, organizator Weekendów Małżeńskich. Obecnie w klasztorze w Zakroczymiu.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 6 czerwca

Sobota, IX Tydzień zwykły
+ dzień powszedni albo wspomnienie Najświętszej Maryi Panny w sobotę albo wspomnienie św. Norberta, biskupa
Błogosławieni ubodzy w duchu,
albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 2 Tm 4,1-8; Ps 71, 8-9.14-17; Mk 12,38-44
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter