12 grudnia
wtorek
Dagmary, Aleksandra, Ady
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Jak pomagać Syryjczykom?

Ocena: 0
138

– W Syrii mamy 16 mln ludzi, którzy stracili domy, przeżywają straszliwy kryzys i żyją poniżej granicy ubóstwa – mówi ks. Andrzej Halemba ze stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie

fot. arch. stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie

Z ks. Andrzejem Halembą z papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie rozmawia Dorota Abdelmoula / KAI

 

W ubiegłym tygodniu wrócił Ksiądz z Aleppo. Czy rzeczywiście to miasto podnosi się do życia?

Życie w Aleppo z pewnością nie jest dziś łatwe. W dalszym ciągu słychać tam wybuchy, a mieszkańcy obrzeży wciąż żyją w niepokoju. Jednak widać pewną poprawę sytuacji – w 2016 r. w Aleppo żyło tylko ok. 19 tys. chrześcijan, a teraz obliczamy, że jest ich tam ok. 35 tys. To znaczna różnica i wyzwanie dla wspólnot, które przyjmują z powrotem swoich przyjaciół.

Dziś nie tylko wyzwania powojenne wpływają na standard życia w Aleppo, ale przede wszystkim bardzo głęboka trauma – na twarzach ludzi widać, że przeżyli koszmar sześciu lat strachu, działań wojennych, niepokoju o dzieci. Każda z rodzin w Syrii straciła kogoś bliskiego.

 

Jak wygląda dzień powszedni?

Latem słońce grzeje niemiłosiernie, a temperatury sięgają daleko powyżej 40 st. i jeżeli się nie ma nawet prostego wentylatora, to trudno pracować i odpoczywać. Mimo to ludzie podejmują pracę, za nędzne pieniądze. Dziennikarz zarabia miesięcznie 50-70 dolarów, a np. lekarze pracujący w szpitalach po godzinach stoją w kolejkach po pakiet żywnościowy, by wyżywić rodzinę. Nie mówiąc o tych, którzy wykonywali prostą pracę fizyczną, a w tej chwili nie mają możliwości jej podjęcia albo nie jest ona wynagradzana.

Widziałem zastępy pracujących ludzi, którzy na moje pytanie o zarobki mówią: na razie nie otrzymujemy nic, ale idziemy do pracy z nadzieją, że kiedyś zarobimy. Widziałem też młode rodziny, którym pomagają Kościoły chrześcijańskie, by mogły rozpocząć drobny biznes. To np. wykwalifikowany piekarz, który nie miał pieniędzy, by otworzyć piekarnię, a chleb jest przecież tak bardzo tam potrzebny. Ci, którzy dostają szansę, cierpliwie pomnażają każdy grosz, licząc na to, że ich rodziny na nowo zaczną normalnie żyć.

Spotkałem też tych, którzy będą tworzyć przyszłość tego miasta i Kościoła: młodych studentów, którzy, mimo trudnych warunków i zagrożenia życia, chodzą na wykłady, starają się zdobyć wiedzę, która umożliwi im budowanie lepszej przyszłości.

Patrząc na zniszczone Aleppo, trudno nie dostrzec porównania z Warszawą po upadku Powstania Warszawskiego. I wierzę głęboko, że to miasto zostanie odbudowane, że chrześcijanie i muzułmanie dokonają tego, jeśli da im się pokój i wyciągnie pomocną dłoń.

 

Jaką pomoc możemy im ofiarować? Potrzeba tam wolontariuszy? Pieniędzy? A może powinniśmy przyjąć tych ludzi na jakiś czas do siebie?

Przede wszystkim potrzeba pokoju. O to trzeba się modlić i tego domagać się, stukając do drzwi międzynarodowych organizacji, bo w dużej mierze to od nich zależy, czy ten pokój zapanuje w Syrii. Te decyzje zapadają nie tylko w Damaszku i Aleppo, ale także na zewnątrz kraju. Niestety, otwarcie puszki Pandory w 2003 r., czyli amerykańska inwazja na Irak, stworzyło nową sytuację, która z każdym rokiem się pogarszała – powstała fala uchodźców i potworne zniszczenia wewnątrz kraju.

Syryjczycy nie pragną dobrej pracy i spokojnych warunków poza granicami kraju. Oni ponad wszystko pragną odbudować swoje życie tam, w ojczyźnie. To widać bardzo wyraźnie po studentach, którzy często mi powtarzali: studiujemy, bo chcemy odbudować nasz kraj. To ważne przesłanie! Nie ulegajmy pokusie przygarniania wszystkich do siebie, bo w ten sposób wyrządza im się krzywdę i odbiera się najlepszych, którzy mogliby odbudować Syrię i Aleppo.

Ponadto z pewnością trzeba się troszczyć o dzieci. Nasza organizacja wspólnie z innymi dokarmia dzieci mlekiem, choć potrzeby wciąż są większe niż udzielana pomoc. Dzieci potrzebują też opieki medycznej i psychologicznej, bo 50 proc. szpitali w Syrii zniszczono, personel został zdziesiątkowany, a ci, którzy pozostali, pracują ponad siły, nie mając dobrego wyposażenia.

Polacy okazali tu swoją mądrość, kierując pierwszą pomoc właśnie do dzieci i młodzieży poprzez finansowanie ich leczenia. Dla rodziców to ważny argument by pozostać w Syrii, bo chyba nie ma nic straszniejszego dla rodzica niż cierpienie dziecka, któremu nie można zaradzić. Polska akcja pomocy medycznej w Syrii rozszerza się i jest fantastyczną pracą na rzecz całego społeczeństwa.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły