24 października
sobota
Rafala, Marcina, Antoniego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Jak koronawirus nas zmienił?

Ocena: 0.417391
1320

Od dnia, w którym oficjalnie zaczął się w Polsce okres pandemii COVID-19, minęło 6 miesięcy. Nie zapomnimy długo tego czasu, a jeszcze nie wiemy, co czeka nas w przyszłości.

fot.PAP/Tomasz Gzell

Już tych kilka miesięcy epidemii powinno stać się dla nas przedmiotem wnikliwej refleksji. Jak przeobraził nas, relacje, życie osobiste, pracę zawodową, nasze odniesienia i plany, nasze myślenie o przyszłości stan pandemiczny i związane z nim zmiany osobistego i publicznego sposobu funkcjonowania? Czy są rzeczy, które dokonały się nieuchronnie, czy też można było inaczej pokierować procedurami? Nie uciekniemy od tych pytań. Musimy je zadawać, tym bardziej, że przyszłe pokolenia nie tylko z zaciekawieniem pochylą się nad globalnym czasem pandemii, ale również rozliczą nas z naszych postaw i reakcji.

 


LOCKDOWN I JEGO SKUTKI

Pierwszą radykalną oznaką epidemii stała się społeczna izolacja, która w marcu i kwietniu poskutkowała zawieszeniem właściwie wszelkiej działalności publicznej i ekonomicznej. Z angielska nazwano ten proces lockdown (zakaz wyjścia) bądź shutdown (zamknięcie). Okres ten pokazał jak dość łatwo można przekonać/zmusić społeczeństwo do gruntownej zmiany stylu życia. Zamknięto prawie wszystkie instytucje i część sklepów, nakazywano nam pozostanie w domach. Staliśmy się ostrożni w kontaktach, szybko nauczyliśmy się dystansu społecznego, unikania zbędnych relacji, a jednocześnie zaczęliśmy, z pomocą technologii, realizować swoje życiowe potrzeby na odległość.

Jakie są ostatecznie psychologiczne i socjologiczne skutki czasu zamknięcia i izolacji nie wiemy – badania trwają – ale o domowej przemocy jak i eskalacji różnorodnych, zarówno sąsiedzkich jak i rodzinnych patologii, słyszał właściwie każdy z nas. Na to nakłada się trochę już opisany, cyfrowy syndrom młodych, którzy przez nauczanie on-line i wymuszoną samotność, jeszcze mocniej doświadczyli wciągającej mocy internetu.

Czy oczarowani siłą wirtualnego świata, nie dostrzegamy, że cyfrowy świat nie jest przestrzenią uczenia się godziwych zachowań, obyczajów, norm i postaw? Stanowi raczej niewyczerpany rezerwuar uprzedmiotowionych treści, znaków, zdjęć i gier, które można bez konsekwencji nieustannie konsumować. One nie tyle wychowują, ile raczej formatują. Do tego dochodzi proteza edukacji, jaką jest nauczanie on-line, dokonujące się przez pandemię, zarówno w szkole jak i na uniwersytetach i politechnikach.

Sprowadzenie akademickiego kształcenia – wykładów do telewizyjnej pogadanki, a seminariów i ćwiczeń do obrazków z kamerki – stanowi w moim przekonaniu wstęp do gremialnej tabloidyzacji młodego pokolenia. Obawiam się, że powszechność zaburzeń tożsamości jak i uzależnienie się od internetowych bodźców doprowadzi ostatecznie do cyfrowej demencji z następstwami, której zmagać się będą kolejne pokolenia.

 


W DYSTANSIE

Społeczne i polityczne skutki pandemii najbardziej można jednak dostrzec w sposobie funkcjonowania służby zdrowia i instytucji publicznych. Oczywiście pamiętamy, że u początku epidemii z dnia na dzień lekarze i pielęgniarki stali się (szczególnie w relacjach zagranicznych) bohaterami zmagań z koronawirusem. Jakiś czas później, gdy minęła już wysoka fala zachorowań, szpitale i przychodnie okazały się jednak miejscami najbardziej niedostępnymi. Reżim sanitarny sprawił, że niemożliwa jest zwykła wizyta u lekarza rodzinnego, bądź jego przyjazd do osoby chorej. Sprowadzono leczenie do telekonsultacji, co w przypadku osób starszych, z demencją i zaburzeniami, zakrawa o kpinę.

Jeszcze gorsza sytuacja jest w szpitalach, w których nie można odwiedzać powierzonych służbie zdrowia bliskich osób. Pandemia stała się usprawiedliwieniem przedmiotowego potraktowania chorego na SOR-ach (rozmowa przez drzwi i domofon, pytania nie o chorobę, a o pobyty za granicą i ogniska koronawirusa) i zakazów odwiedzania bliskich w szpitalach. Wyrzucono osoby postronne ze szpitalnych korytarzy, chorzy zostali sami, bez rodzinnych odwiedzin, często, szczególnie starsi, pozostawieni sami sobie, nie myci, słabo karmieni, samotni ze swym cierpieniem w doświadczeniu obojętności.

COVID-19 dał swoisty komfort służbie zdrowia. Teraz na szpitalnych korytarzach nikt już nie zaczepia pielęgniarek i nie szuka „pana doktora” w dyżurce. Zamknięci w swoich oddziałach medycy mogą się zająć swoją pracą. Czy w pełni profesjonalnie i sumiennie? Moje osobiste doświadczenia z mamą, która kilka tygodni temu zmarła w szpitalu, ukazały mi nieludzką stronę restrykcyjnego stosowania covidowych przepisów. Ostatecznie, szpital dotrzymał swoich epidemicznych procedur, ale ból po śmierci mamy, w samotności i stracie bez pożegnania, podpowiada, że gdzie nie ma sumienia, przepisy mogą stać się usankcjonowaniem barbarzyństwa. Podobne sytuacje odnajdziemy w pensjonatach dla seniorów, domach opieki i domach starców, gdzie ludzie starsi pogrążają się w bólu i depresji, nie widując miesiącami swoich bliskich.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest dr. hab. filozofii, adiunktem Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej UKSW, duszpasterzem akademickim diecezji warszawsko-praskiej

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 października

Sobota, XXIX Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni albo wspomnienie Najświętszej Maryi Panny w sobotę
albo wspomnienie św. Antoniego Marii Clareta, biskupa

Pan mówi: Nie chcę śmierci grzesznika,
lecz pragnę, aby się nawrócił i miał życie.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 4,7-16; Ps 122,1b-2.4-5; Łk 13,1-9
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter