26 września
niedziela
Wawrzynca, Kosmy, Damiana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Grupy destrukcyjne

Ocena: 0
736

Sekty mogą działać nie tylko pod przykrywką zajęć z jogi, języka angielskiego, sztuk walki czy wykładów o zdrowym żywieniu. Mogą także ukrywać się pod szyldem Kościoła.

fot. xhz

Historia Magdaleny jest szczególnie smutna, gdyż działa się wewnątrz Kościoła katolickiego. Jako siedemnastolatka rozpoczęła pracę dorywczą w wakacje w odległym mieście, w którym miała przyjaciółkę. Zwierzyła jej się z marzeń o wstąpieniu do zakonu i o rozwijaniu wiary. Szukała swojego miejsca w Kościele. Koleżanka przyprowadziła ją do księdza, który stał się kierownikiem duchowym Magdaleny i zaprosił ją do wspólnoty. – Ta wspólnota mi zaimponowała, była taka ambitna, taka zafascynowana Maryją i dążeniem do świętości – wspomina. Spodobała jej się ilość praktyk religijnych. Raz w tygodniu były konferencje w kościele i spotkanie w grupach. Zalecano częste rekolekcje i spowiedź, do tego codzienną Mszę św., przyjmowanie Komunii, codzienną adorację oraz codzienną lekturę i medytację materiałów formacyjnych, które trzeba było sobie kupić za własne pieniądze. – Kupowaliśmy większą liczbę egzemplarzy i mieliśmy je dawać w prezencie jak największej liczbie osób – przypomina sobie Magdalena.

 


STRACONE LATA

– Miałam wrażenie, że te materiały były o wiele ważniejsze niż Pismo Święte. Po dłuższym czasie wtajemniczono mnie w charyzmat maryjny. Kierownik duchowy poinformował mnie po spowiedzi, że zaraz poznam tajemnicę, której nie wolno mi wyjawić nikomu pod groźbą grzechu ciężkiego. Poinformowano mnie, że w naszych materiałach są spisywane słowa Matki Bożej Charyzmatu. Poznałam też „widzącego”, któremu ponoć Maryja objawiała swe myśli, a on je notował tak, jak kaseta magnetofonowa nagrywa dźwięk. Te objawienia miały dla mnie dużą rangę – wspomina Magdalena.

Odtąd zapoznawała się z materiałami w jeszcze większym skupieniu. Widziała, że członkowie wspólnoty chętnie je kupują w ogromnej liczbie egzemplarzy, żeby ewangelizować innych. Na początku nic nie budziło jej niepokoju. Nad wspólnotą przecież czuwali duchowni. Zalecenia Maryi wydawały się podobne do pokory, tak bardzo cenionej w zakonach. – Z jednej strony zdawały się piękne – mówi Magdalena – ale były szkodliwe i niewiele miały wspólnego z życiem. Kanonizowały bezradność, która ponoć miała być najważniejsza, żeby Maryja żyła we mnie i działała. Duchowość miała prowadzić ku świętości przez wzrost życia wewnętrznego, zachęcała do komunii życia z Matką Bożą. Należało trwać w postawie bezradnej, poddawano nam do medytacji obrazy pełzającej owcy, duchowego kadłubka, który Matka Boża trzyma w ramionach, albo bezradnego żebraka, który jest gotowy rzucić się w przepaść duchowej nędzy. Talentem był brak talentu, porażka to był duchowy sukces. Codziennie czytałam w zeszytach te same treści, a zeszytów było ponad 40. Totalnie się podporządkowałam tym ideałom, uwewnętrzniałam je dzięki codziennej medytacji, co szkodliwie wpłynęło na mój rozwój.

 


ZŁOWROGA TAJEMNICZOŚĆ

Magdalena złożyła w tej wspólnocie czasowe „śluby wspólnoty życia konsekrowanego”. O przynależności do zakonu także nie wolno jej było nikomu powiedzieć, nawet rodzicom. Poprosiła kiedyś przełożoną o czas wolny i usłyszała, że czas wolny jest zawsze poświęcony szatanowi. Odtąd bała się odpoczywać, jako pierwsza garnęła się do wszelkich posług na rzecz wspólnoty. Wytrwała w niej 16 lat. W tym czasie studiowała, pracowała, żyła bardzo skromnie, spełniała praktyki religijne i ewangelizacyjne, nigdy nie odpoczywała i płaciła wspólnocie obowiązkową dziesięcinę.

– Mówiono nam przez całe lata, że nie wolno nam się do nikogo przywiązywać, ale tworzyć relacje nadprzyrodzone – zwierza się. – Gdy się przywiążesz, to będziesz cierpieć. To mnie bardzo krępowało w relacjach z ludźmi, bo prawdziwa miłość jest przywiązaniem. Kanonizowana była samotność. Kierownik duchowy na pewnym etapie zakazał mi odmawiać modlitwy, miałam tylko patrzeć na Boga – wyznaje Magdalena.

Olśnienie przyszło nagle. Na Mszy św. czytanie ze Starego Testamentu mówiło o odnalezieniu Księgi Słowa Bożego, psalm – o wielkiej mocy tegoż Słowa, a w Ewangelii Jezus przestrzegał przed fałszywymi prorokami: „Poznacie ich po owocach”. W jednej sekundzie Magdalenie wydało się dziwne, że na trzytygodniowe rekolekcje nigdy nie brali Pisma Świętego, tylko materiały formacyjne, oraz to, że gdyby spowiadała się u kapłana spoza wspólnoty, jemu również nie może opowiedzieć o maryjnym charyzmacie, bo popełni grzech ciężki. Dodatkowo wiązały ją zakonne śluby posłuszeństwa. Zrozumiała, jakie są owoce bycia w tej wspólnocie: samotność, rozpacz, wyuczona bezradność i myśli samobójcze.

– W jednej chwili to Słowo Boże strąciło mi łuski z oczu – mówi.

 


SMAK WOLNOŚCI

Mimo wszystko odważyła się opowiedzieć o tym wszystkim kapłanowi spoza wspólnoty oraz biskupowi. Biskup utworzył komisję, a ta po zapoznaniu się z materiałami orzekła, że charyzmat nie jest prawdziwy, nie są prawdziwe też objawienia, które propagował kierownik duchowy samodzielnie, w tajemnicy i bez porozumienia z przełożonymi.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 26 września

XXVI Niedziela zwykła
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą,
uświęć nas w prawdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Mk 9,38-43.45.47-48
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
Powołani (komentarz "Idziemy")

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter