21 lutego
środa
Eleonory, Fortunata, Roberta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Eugenika, aborcja, utopia

Ocena: 0
920

– Za progiem czeka już technika modyfikacji genów – a to marsz w kierunku eugeniki totalnej – mówi prof. Andrzej Kochański

fot. Monika Odrobińska

Z prof. Andrzejem Kochańskim, genetykiem, rozmawia Monika Odrobińska

 

Od roku słyszymy o aborcji eugenicznej – za sprawą projektu „Zatrzymaj aborcję”, zaskarżenia do TK przesłanki eugenicznej do wykonania aborcji czy czarnych marszy. Czym jest eugenika?

Encyklopedia bioetyki definiuje ją jako dyscyplinę teoretyczno-praktyczną stawiającą sobie za cel poprawę ludzkiego gatunku. Już Platon pisał o doborze partnerów pod kątem biologicznej kondycji potomstwa i o eksterminacji chorych dzieci. Eugenika spartańska była jeszcze ostrzejsza: nowo narodzone dzieci przechodziły „kontrolę jakości” – te z defektami zabijano od razu, a słabsze zostawiano w pobliżu przepaści.

Ojcem współczesnej eugeniki jest Franciszek Galton. To on w XIX w. wprowadził genetykę do eugeniki z zamysłem ulepszenia gatunku ludzkiego przez ulepszenie doboru naturalnego. Opierał się na teorii ewolucji Darwina, zresztą swojego kuzyna. Rok po śmierci Galtona, w 1912 r., odbył się w Londynie I Międzynarodowy Kongres Eugeniczny z udziałem niemieckich delegatów reprezentujących higienę rasową.

 

Naukowcy uwierzyli w „nowy, wspaniały świat”?

Swoje apogeum eugenika negatywna osiągnęła w KL Auschwitz – Joseph Mengele doktorat pisał właśnie z eugeniki. Po tej „wstydliwej” rysie, jaką na eugenice zostawiły niemieckie obozy koncentracyjne, po II wojnie światowej towarzystwa eugeniczne zaczęły przekształcać się w towarzystwa genetyczne. Katedry eugeniki przekształcono w katedry genetyki. Niestety, nazwiska eugeników niemieckich utrwalone w nazwach chorób do dziś straszą w podręcznikach dla studentów medycyny.

 

A American Birth Control League założona przez Margaret Sanger – bywalczynię u Hitlera – przekształciła się w Planned Parenthood Federation, dziś największy ośrodek aborcyjny w USA.

Założycielka tej organizacji mówiła o „usuwaniu ludzkich chwastów”. Dziś pracowników tej kliniki przyłapano na handlu narządami abortowanych dzieci – czym to się różni od grabieży złotych zębów i biżuterii więźniów zagazowanych w KL Auschwitz?

Eugenika to próba kreacji społeczeństwa produktywnego, w którym nie ma miejsca dla słabszych. To prymitywna utopia, nurt polityki państwa, którego narzędziem jest również genetyka.
 

A może eugeniki nie ma co przekreślać? W końcu dąży także do wyeliminowania chorób dziedzicznych.

Ale ich nie da się nigdy wyeliminować! Jeśli nawet wyeliminowano by stare mutacje, świat zamieniłby się w cmentarzysko. To właśnie zróżnicowanie genetyczne i bioróżnorodność są warunkiem przetrwania gatunku, odporności na choroby zakaźne. Ciągle powstają nowe mutacje – spontanicznie. Zespół Downa nie jest dziedziczny, zazwyczaj pojawia się właśnie spontanicznie. Możemy spróbować określić czynnik, który wywołuje mutacje, ale kiedy i u kogo – już nie. Poza tym na geny ma wpływ także środowisko zewnętrzne, wywołujące mutacje. Ich częstość można ograniczyć przez eliminację substancji szkodliwych w środowisku, ale na to się nie zanosi, więc choroby genetyczne jak były i są, tak będą.
 

Czyli selekcja zarodków w procesie in vitro pod kątem eliminacji mutacji…

…jest utopią. Bo sama procedura sztucznego zapłonienia utrwala stare i wprowadza nowe mutacje.
 

Czy in vitro, opierające się na inżynierii genetycznej i wyborze „najlepszego” zarodka, to współczesna eugenika?

Tak, a jej narzędzia są silniejsze, niż za czasów Galtona. In vitro, któremu towarzyszy selekcja zarodków, to wyrafinowana, bezkrwawa forma eugeniki. Tu nie zabija się dzieci 16-tygodniowych, ale – w zaciszu laboratorium – dzieci na wcześniejszym etapie życia. Pomagają w tym najlepsze metody diagnostyki preimplementacyjnej, za progiem czeka już technika modyfikacji genów – a to jest marsz w kierunku eugeniki totalnej. Niewykluczone, że za sprawą in vitro eugenika przyjmie postać totalitaryzmu biogenetycznego, czyli pełnej kontroli państwa nad życiem każdego człowieka: od poczęcia do zaplanowanej eutanazji.

Przez udoskonalone odmiany in vitro można z populacji eliminować osoby o niepożądanym garniturze genów, ale też wzbogacać ów garnitur przez dodanie genów pożądanych – np. przez przyszłego pracodawcę czy armię. Ale nie mówi się, że sama procedura in vitro wprowadza zaburzenia genetyczne, więc nawet jeśli uda się „wyprodukować” człowieka silnego fizycznie, to długo on nie pożyje. Konieczne więc będzie upowszechnienie eutanazji albo wprowadzenie do genomów zarodków genów „zabójców”, aktywowanych potem w dowolnym momencie życia. Brzmi jak science fiction, ale wystarczy poczytać „Nature”, „Science” czy „Cell”, by wiedzieć, że technicznie staje się to możliwe.
 

Jaką przyszłość mają techniki sztucznego rozrodu?

Przypuszczam, że nie najlepszą, w wymiarze kilku, kilkunastu pokoleń. Sądzę, że dojdzie do powstania takich mutacji, z którymi sobie nie poradzimy. Nie mówiąc o tym, że runie płodność i cywilizacja stanie pod ścianą. Wnuczek mężczyzny poczętego w procesie in vitro może być już nieodwracalnie bezpłodny. Z każdym pokoleniem pierwotnie uszkodzony chromosom Y na skutek niestabilności wytraca materiał genetyczny. W końcu stanie się szczątkowym chromosomem niezdolnym do wytworzenia zygoty.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły