18 grudnia
wtorek
Gracjana, Bogusława, Laurencji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dzieci to nie rzodkiewki

Ocena: 0
1151

Babcie, mamy i ciocie – do roboty. Trzeba podlewać korzenie, żeby nie uschły.

fot. Pixabay, CC0

Śmiem twierdzić, że teraz, po wielu latach zmagań z różnymi rodzajami niepamięci, niewiele osób – przynajmniej spośród czytelników moich felietonów – nie wiedziałoby, kim był Jan Karski. Ale już jego żony, wybitnej tancerki Poli Nirenskiej, nie stawiałabym tak optymistycznie przed oczy z poczuciem, że wszyscy wiedzą, o kogo chodzi. Kiedy Karski, prawdziwy bohater niepodległej Rzeczypospolitej, prawy i wrażliwy, wybitnie zdolny, dzielny do granic bohaterstwa, zawsze w służbie Bogu i ojczyźnie, żenił się w 1965 r., jego żona była w USA bardzo znaną artystką. Wzięli ślub katolicki, a nie rozmawiali w domu po polsku! On z Łodzi, ona z Warszawy, gdzie w Zagładzie zginęła cała jej rodzina, siedemdziesiąt osób! Czy to możliwe, żeby Karski – jego misja nie uratowała mordowanych w niemieckim planie Żydów, ale stała się symbolicznym punktem odniesienia – nie wiedział, że wykształcona w Warszawie żona mówi po polsku tak jak on?! Po jej samobójczej śmierci ufundował nagrodę przyznawaną za prace na temat roli i wkładu Żydów polskich w kulturę polską. Żeby – mam taką nadzieję – uhonorować wspólne rozmowy.

Piękna uroczystość wręczenia tej nagrody Belli Szwarcman-Czarnocie wpisuje się w moim własnym rankingu w cykl tych wydarzeń, które opowiadają o minionym stuleciu, na różne sposoby teraz wspominanym i obchodzonym.
 

Czytaj dalej w e-wydaniu lub wydaniu papierowym
Idziemy nr 49 (687), 9 grudnia 2018 r.
Artykuł w całości ukaże się na stronie po 26 grudnia 2018 r.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"

 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -