19 stycznia
niedziela
Henryka, Mariusza, Marty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dwa stadiony

Ocena: 0
1966

Nie jestem bywalcem meczów futbolowych, co zaznaczam od razu, żeby nie było niejasności i żeby tym bardziej podkreślić, że zestawiam tylko ze sobą dwie opowieści.

fot. Radek Molenda / Idziemy

Piłkarski sezon w pełni. Nie jestem bywalcem meczów futbolowych, co zaznaczam od razu, żeby nie było niejasności i żeby tym bardziej podkreślić, że zestawiam tylko ze sobą dwie opowieści. Autorzy obydwu byli na stadionach gośćmi całkowicie zewnętrznymi. Chodzi o dwa mecze i dwa obiekty: Stadion Narodowy w Warszawie i Stadion Miejski w niewielkim amerykańskim mieście Auburn w stanie Alabama.

W Auburn w sobotnie listopadowe przedpołudnie w amerykański futbol grała drużyna uniwersytecka – bo to miasto akademickie – i meczowi towarzyszyła wielka pompa: grały orkiestry, defilowali weterani wojenni oraz skauci, na trybunach siedziały całe rodziny. Panował szalony entuzjazm, a poza tym wszędzie naokoło trybun były kioski kulinarne i masa różnych rzeczy do jedzenia i picia. Bo na stadion nie wolno nic – ale to nic a nic – wnosić, o czym opowiadała z naciskiem nasza wnuczka Marysia, obecna na tym meczu z mamą. Każdy wchodzący jest sprawdzany. Wszystko im się bardzo podobało, różne sytuacje i postawy kibiców, choć niewiele rozumiały z zasad gry, bo futbol amerykański jest chyba nieco skomplikowany. Ale doświadczenie było unikatowe i arcyciekawe.

W Warszawie, na Stadionie Narodowym, też w listopadzie, tyle że późnym wieczorem, mecz był zupełnie innej rangi, bo eliminacje do mistrzostw Europy, Polska-Słowenia. Też była pompa, były całe rodziny, defilowali zasłużeni, Zbigniew Boniek honorował odchodzącego piłkarza, podejmowano na murawie ośmioletniego Maksa, małego piłkarza z Karczewa, który walczy z ciężką choroba. O meczu opowiadał nam nasz stary przyjaciel, obywatel zachodnioeuropejskiego państwa, zżyty z futbolem od dziecka, niegdyś – pół wieku temu – warszawiak i kibic Legii, więc przyzwyczajony do różnych stadionowych zachowań. Kiedy w pewnym momencie powiedział o kibicu z sąsiedniego krzesełka, że był „pijany w drebiezgi”, nie mogłam w pierwszej chwili zrozumieć, o co mu chodzi.

– Przecież powiedziałeś – zarzuciłam – że na stadion nie wolno wnosić alkoholu! To jak i kiedy się ten gość się upił, bo chyba pijanego by nie wpuścili, skoro każdy wchodzący jakoś jednak był sprawdzany?!

Przyjaciel popatrzył na mnie jak na ostatnią naiwną i powiedział, że przecież na stadionie można się śmiało upić, i to w szybkim tempie, ponieważ wśród sektorów chodzą sympatyczne ekipy licencjonowanych sprzedawców piwa i zachęcają do kupna! Są dwupaki, sześciopaki i co tam jeszcze, piwo leje się strumieniami i nakręca atmosferę.

I w tym momencie zrozumiałam, że mimo pozornych podobieństw między meczami i stadionami są to diametralnie inne doświadczenia. W amerykańskim miasteczku nie tylko nic nie można wnosić na stadion, ale też w bogactwie kulinarnej oferty nie ma żadnego piwa, żadnego alkoholu, nic. Jest cała masa innych napojów, ale nie alkohol!

Czy kiedykolwiek zdarzy się nam w Polsce taki mecz i taki stadion?

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 stycznia

Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę
Dziś w Kościele: niedziela, II tydzień zwykły, druga niedziela zwykła
Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 49, 3.5 -6; Ps 40 , 2ab.4ab.7 -8a.8b -9.10; 1 Kor 1, 1-3; J 1, 29-34
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -