15 grudnia
sobota
Niny, Celiny, Waleriana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dom dla Huberta

Ocena: 4.88333
7089

Piętnaścioro chorych dzieci pozostawionych „na zawsze” w warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka, zamiast do placówek opiekuńczych, trafiło do kochających rodzin. Teraz domu szuka trzyletni Hubert.

fot. Irena Świerdzewska

Hubert jest uroczym dzieckiem. Już przy pierwszym spotkaniu pokazuje wszystkie swoje skarby: ulubione książki o Maszy i niedźwiedziu, samochody i klocki. Co chwilę uśmiecha się szeroko, zerkając zza okularów korygujących wzrok. Dziecięcy pokój jest przytulnie urządzony.

– Korzystamy z gościny w domu Zgromadzenia Sióstr od Aniołów – mówi Urszula Chrapeć, pielęgniarka z Kliniki Pediatrii Żywienia i Chorób Metabolicznych w Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Żeby uchronić dziecko przed przeniesieniem ze szpitala do placówki opiekuńczej, wzięła roczny urlop i stała się dla niego rodziną zastępczą. Wcześniej była trzykrotnie opiekunem prawnym dla maluchów leczonych w Centrum Zdrowia Dziecka. Dziś tamta trójka znajduje się w kochających rodzinach. Podobnie jak jedenaścioro innych dzieci pozostawionych przez rodziców w Klinice Pediatrii Żywienia i Chorób Metabolicznych, dla których Urszula Chrapeć wraz z personelem z oddziału znalazła dom.

 

Szpitalny los

Od pierwszego dnia życia domem Huberta stał się szpital. Chłopiec urodził się z wadą serca. Zabieg korygujący powiódł się, serce pracuje normalnie, ale zaczęły się problemy jelitowe. Hubert przeszedł drugą poważną operację, ale choruje na zespół krótkiego jelita. To sprawia, że żywiony jest pozajelitowo. Raz na dobę przyjmuje pokarm podłączany z pojemnika do żyły podobojczykowej.

– Przyjmuje też posiłki doustnie: gotowane, przetarte zupki, na deser gotowane owoce, w coraz większych ilościach. Hubert przeszedł też wirusowe zakażenie, które spowodowało spastykę nóg. Jeszcze nie chodzi, ale lekarze zapowiadają, że to kwestia czasu i że po rehabilitacji chłopiec będzie poruszał się samodzielnie. Pięć razy w tygodniu ćwiczy z fizjoterapeutą, przy pomocy pionizatora mięśnie przygotowywane są do przyjęcia właściwej postawy ciała. Daje się zauważyć, że nóżki są już silniejsze i Hubert może pokonać mały odcinek – chwali postępy pani Urszula. Efekty mają poprawić wstrzyknięcia z botuliny i planowany nowy aparat pionizujący.

Hubert właściwie mieszkał w szpitalu i choć opiekowali się nim wolontariusze, u chłopca zaczęły pojawiać się objawy choroby sierocej. Wtedy Urszula Chrapeć postanowiła jeszcze bardziej zawalczyć o niego.
– Kiedy wróciłam po dłuższym zwolnieniu lekarskim, z przestrachem zaobserwowałam, że w jego życiu niewiele się zmieniło, leżał całymi godzinami bez ruchu. Postanowiłam zaangażować się bardziej emocjonalnie w kontakt z Hubertem – opowiada.

Zostałam rodziną zastępczą, żeby pomóc chłopcu wyjść ze szpitala
i nadrobić zaległości w rozwoju.

Przychodziła do chłopca poza swoimi dyżurami na oddziale, spędzała z nim czas aż do momentu, kiedy zasypiał. – Kilka razy mogłam zabrać go do domu, widziałam, jak wiele te pobyty mu dają. Hubert zaczął się rozwijać, robić postępy, mówić pojedyncze słowa. Wielkim wydarzeniem było, kiedy powiedział słowo „kredki”, znane z jego ulubionej piosenki o kolorowych kredkach.

– Mama dziecka jest niewydolna wychowawczo, nie mogła zabrać go do domu, ale pragnęła, żeby trafiło pod skrzydła dobrej rodziny – opowiada pielęgniarka. – Zdecydowałam się zostać rodziną zastępczą, żeby pomóc mu wyjść ze szpitala i nadrobić zaległości w rozwoju. Wiele udało się zmienić, ale przed nim jeszcze wiele pracy – ocenia. – Hubert zaczyna mówić samodzielnie, powtarza niemal wszystko, co usłyszy, rozumie wszystkie polecenia. Oczywiście poza tymi, których – jak każde dziecko – nie chce wykonać. Kształtuje się jego osobowość, wybiera już rzeczy, w które chce się ubrać i wskazuje te, w które nie chce się ubrać.

Raz w tygodniu do domu przychodzi logopeda. Hubert bardzo lubi czytanie książek, które świetnie stymuluje jego rozwój. Fascynują go nowe rzeczy, rysowanie. – Jest bardzo towarzyski. Chętnie chodzi do przedszkola, motywująco działają na niego inne dzieci, chce je naśladować, kiedy widzi, jak chodzą, biegają. Lubi też chodzić na spacery i do sklepów – wylicza opiekunka. Hubert jeszcze nosi pampersy, nie sygnalizuje potrzeb, ale w krótkiej perspektywie ma się to zmienić.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -