25 września
niedziela
Aurelii, Wladyslawa, Kleofasa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Człowiek opatrznościowy

Ocena: 4.96429
2400

Umówiliśmy się na spotkanie po jego wyjściu ze szpitala. Nie przewidywałem, że może to być już w niebie. Bo nie mam wątpliwości, że zmarły 13 sierpnia abp Henryk Hoser SAC już tam jest.

fot. Wojciech Łączyński

Był dla mnie więcej niż tylko dawnym przełożonym. Był przyjacielem. Ostatni raz rozmawialiśmy już tylko telefonicznie pod koniec lipca. Był bardzo słaby, choć w pełni sprawny intelektualnie, z charakterystycznym dla niego wysublimowanym poczuciem humoru. Mówienie sprawiało mu jednak trudność. Tracił oddech. To wówczas umówiliśmy się, że jak tylko opuści szpital, pogadamy dłużej, siedząc na ławce w pallotyńskim ogrodzie w Ołtarzewie. Wiadomo było jednak, że sytuacja jest zła. 

 


BEZ PRZYWILEJÓW 

Początki końca były zwyczajne. Ksiądz Arcybiskup przyjechał do Polski z Medjugoria, aby zaszczepić się przeciwko COVID, gdy przyszła kolej na jego grupę wiekową. Nie chciał korzystać z żadnych przywilejów jako dyplomata czy lekarz. Odwiedził mnie wówczas po raz ostatni. Przegadaliśmy z nim i z miejscowym proboszczem cały wieczór, bo Arcybiskup potrafił być duszą towarzystwa. Udzielał się także duszpastersko w diecezji, odprawiał pogrzeby księży, bierzmowania i inne celebry. Przed przyjęciem drugiej dawki preparatu zaraził się koronawirusem. Przebieg choroby był ciężki. 

Zaczął się pobyt w jednym szpitalu, z którego po długim czasie wyszedł już bez wirusa, ale z bakterią szpitalną. To był powód leczenia w kolejnym szpitalu. Do tego doszedł uraz kręgosłupa wskutek upadku, a potem jeszcze inne zakażenie. W sumie w domu i w szpitalach przeleżał ponad cztery miesiące. Jego 78-letni organizm, doświadczony wcześniej chorobami tropikalnymi i trudami kilkudziesięcioletniej pracy misyjnej, tego nie wytrzymał. Zmarł, gdy w konkatedrze warszawsko-praskiej na Kamionku rozpoczynaliśmy obchody 101. rocznicy Cudu nad Wisłą. 

 


DLA KOŚCIOŁA 

Był człowiekiem opatrznościowym dla Kościoła powszechnego, Polski, diecezji warszawsko-praskiej, dla tygodnika „Idziemy” i dla mnie osobiście. Kiedy w 1969 r. rezygnował z kariery naukowej na dawnej Akademii Medycznej w Warszawie, wstępując do seminarium duchownego księży pallotynów w Ołtarzewie, od początku towarzyszyło mu pragnienie pracy na misjach. W sercu Afryki bardzo przydatne okazało się zarówno jego kapłaństwo, jak i wiedza medyczna. Po rzezi w Rwandzie, która rozpętała się, gdy odbywał szkolenia z zakresu USG w Warszawie, został wysłany przez Stolicę Apostolską do tego kraju pod nieobecność nuncjusza jako specjalny wysłannik, aby wizytować diecezje, przedstawiać kandydatów na wakujące biskupstwa i działać na rzecz pojednania zwaśnionych plemion. Nie był jeszcze wtedy biskupem. 

Z tego doświadczenia abp. Hosera skorzystał później papież Franciszek, posyłając go najpierw w 2017 r. jako specjalnego wysłannika do Medjugoria dla „rozeznania sytuacji”. Komentując swoją decyzję dziennikarzom towarzyszącym mu w samolocie z Fatimy 13 maja 2017 r., Franciszek powiedział, że do tej trudnej misji mianował „zdolnego” biskupa, który „ma odpowiednie doświadczenie duszpasterskie”. Arcybiskup wówczas był jeszcze ordynariuszem diecezji warszawsko-praskiej, świeżo po ciężko przechorowanej malarii, której nabawił się, odwiedzając po latach Rwandę. Misja w osławionym „kotle bałkańskim” była rzeczywiście trudna. Ale raport z Medjugoria i propozycje konkretnych rozwiązań, które przedstawił abp Hoser, tak przypadły Ojcu Świętemu do serca, że w następnym roku mianował abp. Hosera wizytatorem apostolskim dla Medjugoria na czas nieokreślony. Wkrótce potem Stolica Apostolska zniosła zakaz oficjalnych pielgrzymek do Medjugoria dla biskupów i księży. W większości była to jego zasługa. 

Przed dwoma laty odwiedziłem Arcybiskupa w Medjugoriu. Cieszył się tam niezwykłym mirem biskupów, franciszkanów opiekujących się sanktuarium i świeckich. Do tego stopnia, że musiał unikać publicznego pokazywania się poza nabożeństwami. Ale ten człowiek w wieku 76 lat nauczył się ich języka, by odprawiać dla nich Msze i głosić im kazania! Zamieszkał w niewielkim mieszkaniu na poddaszu, nad kancelarią, gdzie mieściło się jego oficjalne biuro. Na śniadania i obiady chodził do franciszkańskiego klasztoru. Kolacje robił sobie sam, z tego, co miał w lodówce. Niejeden proboszcz w Polsce mógłby uczyć się od niego skromności i pokory. Ten tydzień spędzony z Arcybiskupem na rozmowach, milczeniu i modlitwie pozostaje dla mnie niezapomnianą lekcją. 

 


DLA POLSKI 

W Polsce abp Hoser pojawił się wtedy, kiedy był najbardziej potrzebny. Po śmierci św. Jana Pawła II przybierał na sile spór światopoglądowy i cywilizacyjny, który obejmował także sprawy małżeństwa, rodziny i szacunku dla ludzkiego życia. Polski episkopat nie miał w swoich szeregach nikogo, kto potrafiłby dawać odpór dyktaturze relatywizmu w tej sprawie i kto miałby odwagę narazić się potężnym ośrodkom sterowania nastrojami społecznymi. Wtedy właśnie w prawobrzeżnej Warszawie pojawił się biskup – lekarz, naturalnie odnajdujący się w środowisku medyków, genetyków i bioetyków, gromadzący wokół siebie najwybitniejszych ekspertów w tych dziedzinach. Druga strona mogła temu przeciwstawić tylko ślepą nienawiść. 

Dzięki doświadczeniom zebranym podczas pracy w Paryżu, przy Wspólnocie Europejskiej w Brukseli i w watykańskiej Kongregacji Ewangelizacji Narodów znał prądy idące z Zachodu na długo przedtem, zanim pojawiły się w Polsce. Przejrzał ich cele i poznał mocodawców. Ale zaprzyjaźnił się także z wybitnymi myślicielami, jak choćby Marguerite Peeters, Gabriele Kuby czy Rémi Brague, którzy odsłaniają machinacje i mielizny współczesnej inżynierii społecznej. Do refleksji nie tyle nad zjawiskami i zdarzeniami, ile nad ich przyczynami, inspiracjami i ostatecznymi celami Arcybiskup był wybornym partnerem. Z wrodzoną inteligencją wymyślał nowe słowa na określenie nienazwanych procesów i postaw. Wprowadził do użytku choćby pojęcie „chrześcijaństwo bezobjawowe”. 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 25 września

Niedziela, XXVI tydzień zwykły
Chwal, duszo moja, Pana, Stwórcę swego
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Łk 16, 19-31
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Szukanie cudowności (komentarz Idziemy)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter