12 kwietnia
poniedziałek
Juliusza, Luboslawa, Zenona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czego trzeba rodzinie

Ocena: 0
649

Młodzi w badaniach fokusowych przyznają, że ślub to niepotrzebny wydatek i papierek, który w relacji nic nie zmienia. - mówi Marek Grabowski, socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty, w rozmowie z Moniką Odrobińską

fot.pixabay.com/CC0

Od wakacji na Węgrzech funkcjonuje interesujący program wsparcia rodzin. Jak na jego tle wygląda nasze 500+?

Kobieta zawierająca tam swoje pierwsze małżeństwo i deklarująca chęć posiadania potomstwa dostanie nieoprocentowany kredyt. Urodzenie pierwszego dziecka jest równoznaczne z zawieszeniem jego spłaty na trzy lata, urodzenie drugiego – na kolejne trzy, dodatkowo umorzona zostanie jedna trzecia pozostałego zadłużenia. Trzecie dziecko oznacza umorzenie całego kredytu.

Swoją politykę prodemograficzną Węgrzy zaczęli dużo wcześniej od Polaków, gdy po wstąpieniu w struktury UE wyemigrował stamtąd milion z dziesięciu milionów mieszkańców. Program 500+ w pewnych segmentach wiekowych odegrał swoją rolę. Nie ma co oczekiwać takich boomów demograficznych jak w przypadku lat 70. i 80., bo to pokolenie wyżu zaprzestało prokreacji. Potrzeba innych rozwiązań.

 

Jakich?

Dla 70 proc. ankietowanych Fundacji Mamy i Taty blokadę przed powiększeniem rodziny stanowią problemy mieszkaniowe, dlatego na nich należy się teraz skupić. Wprowadzane zmiany powinny być wzorowane na modelu węgierskim. Kolejnym rozwiązaniem byłby bon opiekuńczy.

 

Z badań GUS wynika, że coraz częściej rozwodzą się pary z 20–30-letnim stażem, coraz częściej o rozwód występują kobiety, coraz częściej z powodu niezgodności charakterów. Co mogłoby zmienić ten stan rzeczy?

Od jakiegoś czasu eroduje tradycyjny system wartości oparty na rodzinie i wierze. Media społecznościowe, na których obserwujemy zdjęcia z romantycznych rocznic ślubu innych par, skłaniają do cukierkowej wizji małżeństwa. Z kolei media tradycyjne kreują fałszywy obraz rodziny – dominują tam zdrady, częste zmiany partnerów. Mniej już tam rozwodów, ale ślubów też.

Niezgodność charakterów, która w latach 80. była powodem 20 proc. rozwodów, a dziś 43 proc., to wytrych prawny. Oznacza bowiem szybki rozwód za porozumieniem stron. Ludzie nie zawsze chcą korzystać z mediacji, a na etapie rozwodu to jedyna skuteczna metoda ocalenia małżeństwa.

Wiele małżeństw rozpada się w pierwszym roku po ślubie. Wtedy dochodzi do pierwszej awantury i rozwiewają się złudzenia co do małżonka, nie ma już za to motyli w brzuchu i ludzie myślą, że to koniec miłości.

Liczba rozwodów wzrasta też w pierwszym roku po narodzinach dziecka, gdy mężczyzna czuje się odstawiony na boczny tor i zdarza się, że w pracy znajduje skuteczną pocieszycielkę. Pojawiają się też czynniki, na które nie mamy wpływu – śmierć bliskiej osoby, choroba małżonka, narodziny niepełnosprawnego dziecka, bezrobocie. Listę zamyka syndrom opuszczonego gniazda, gdy w domu zabraknie dzieci – jedynego, co łączyło małżonków. To efekt zaniedbywania ich relacji latami.

 

I co z tym zrobić?

Państwo nie może zakazać rozwodów, ale nie powinno też ich ułatwiać, jak teraz, gdy rozwieść się można w 20 minut bez próby mediacji. Mówię tu o sytuacjach zwykłych rodzin, bez alkoholizmu i przemocy. Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt ustawy zakładający sześciotygodniowy okres mediacji, by decyzji o rozwodzie nie podejmować pod wpływem emocji. Utknął on jednak w „zamrażarce”.

Można apelować, działać przez kampanie społeczne, aktywizować Kościół do zawalczenia o rodzinę. Dzięki dofinansowaniu z Funduszu Sprawiedliwości nasza fundacja pracuje nad podręcznikiem dla narzeczonych, który prócz uroków małżeństwa pokazuje rafy, o które może się ono rozbić. Przygotowujemy też kursy dla narzeczonych, którzy chcą poprzestać na ślubie cywilnym. Do rozwodów dochodzi bowiem dlatego, że przed ślubem para nie przedyskutowała kluczowych spraw: ile chce mieć dzieci, czy oboje chcą pracować, czy puścić dziecko na religię.

Działania prorodzinne powinny zahaczać także o edukację – i mam tu na myśli nie tylko lekcje wychowania do życia w rodzinie, ale też dobór lektur promujących życie rodzinne czy uwzględnianie w sylwetkach postaci historycznych, z jakich rodzin wyszły. Psychologia i socjologia skupiają się na jednostce, dlatego cieszy mnie deklaracja ministra Czarnka dotycząca przywrócenia nauki o rodzinie jako dyscypliny akademickiej.

 

Nie da się pomóc rodzinie, nie pomagając małżeństwom. Jak wzmocnić ich poczucie, że są dla społeczeństwa ważne?

Przykład Nysy, procesującej się od lat przed sądem za uprzywilejowanie małżeństw w programach pomocowych, pokazuje, że nie jest z tym najlepiej. A małżeństwa powinny być uprzywilejowane, bo są trwalsze i bardziej przewidywalne; dzieci z takich rodzin są mniej podatne na zachowania ryzykowne i przestępcze oraz zaburzenia psychiczne.

Młodzi w badaniach fokusowych przyznają, że ślub to niepotrzebny wydatek i papierek, który w relacji nic nie zmienia. Tu jest pole do popisu dla edukacji, mediów i samorządów, które na swój sposób mogą promować małżeństwa. Kluczowe są działania ekonomiczne, ale bez dobrego PR sytuacja rodzin szybko się nie zmieni.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 12 kwietnia

Poniedziałek, II Tydzień Wielkanocny
Dzień Powszedni
Z Chrystusem powstaliście z martwych
- szukajcie tego, co w górze

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): J 3,1-8
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter