24 listopada
piątek
Flory, Emmy, Chryzogona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Brytyjska para książęca odwiedzi były niemiecki obóz koncentracyjny Stutthof

Ocena: 0
379

Barak mieszkalny, krematorium i komorę gazową na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Stutthof obejrzy m.in. angielska para książęca podczas wizyty w Polsce. Kate i William spotkają się też z pięcioma byłymi więźniami obozu, w tym dwoma Anglikami.

fot. PAP/Adam Warżawa

– Z informacji, jakie przekazała nam brytyjska ambasada wynika, że książęca para nigdy wcześniej nie odwiedziła żadnego nazistowskiego obozu koncentracyjnego. Nasze Muzeum będzie dla nich pierwszym takim miejscem – powiedział PAP Piotr Tarnowski, dyrektor Muzeum Stutthof w Sztutowie, działającego w części byłego obozu.

Angielska para wejdzie na teren Stutthofu przez tzw. Bramę Śmierci – prostą i niepozorną, drewnianą konstrukcję, z wieńczącą ją charakterystyczną strażniczą wieżyczką. – To najważniejszy symbol tego obozu. Tą bramą wchodził na teren obozu każdy jego więzień. W sumie przeszło nią 110 tysięcy ludzi – powiedział PAP Waldemar Szymański, jeden z przewodników pracujących w Muzeum Stutthof.

Jak wyjaśnił, w początkowej fazie istnienia obozu, gdy jednorazowo – w jednym transporcie, trafiało do niego maksymalnie kilkaset osób, więźniów przywożono ciężarówkami. – Z biegiem czasu transporty robiły się coraz bardziej liczne. Największy z nich dotyczył nawet 5 tysięcy ludzi. Wówczas więźniów przewożono do Stutthofu kolejką wąskotorową, która dojeżdżała do przystanku znajdującego się nieopodal wjazdu do obozu. Ludzi ustawiono w kolumny po 5 osób i pędzono do Bramy Śmierci – opowiedział Szymański.

Dane wszystkich nowoprzybyłych były spisywane przez pisarzy obozowych pod nadzorem SS-manów. Więźniom nadawano kolejne obozowe numery, a potem kierowano do łaźni, po czym poddawano selekcji. Po niej więźniowie trafiali na kwarantannę, która służyła m.in. wyłonieniu chorych mogących zarazić jakąś zakaźną chorobą ulokowanych już w obozie więźniów.

– Kwarantanna trwała, w zależności od decyzji władz obozu, maksymalnie 4 tygodnie. W jej trakcie wdrożono też więźniów w rygory obozu: uczono ich musztry obozowej, zdejmowania i zakładania czapek na komendę. Słowem – tego wszystkiego, czego od więźniów będzie się wymagać – wyjaśnił Szymański.

Pomieszczenia, w których odbywała się kwarantanna, nie zachowały się do dziś. Tuż przy Bramie Śmierci stoi jednak niewielki oryginalny barak po obozowej kantynie, w której więźniowie mogli za posiadane i zaewidencjonowane pieniądze kupić, jak wyjaśnił Szymański, formularz na list, znaczek, wodę mineralną, brukiew i ewentualnie papierosy. Kantyna to miejsce, które z całą pewnością odwiedzi książęca para. Wyeksponowano tu bowiem zbiór stanowiący kolejny – po Bramie Śmierci – symbol KL Stutthof – wysoką na ponad metr stertę fragmentów obuwia – głównie podeszew. To niewielka część obuwia, jakie znaleziono na terenie obozu tuż po zakończeniu wojny.

– Wówczas stosy butów sięgały kilku metrów wysokości. Ustalono, że było ich prawie pół miliona par. Dokładnie 494 tysiące, co absolutnie nie zgadzało się z liczbą więźniów. Zachowały się jednak dokumenty, z których wynika, że buty przywożono do Stutthofu z innych obozów, najwięcej z Auschwitz i tutaj – w zakładach szewskich, buty były naprawiane. Produkowano także nowe obuwie i wysyłano je na front dla niemieckich żołnierzy albo przekazywano niemieckiej ludności cywilnej – wyjaśnił Szymański.

Po wizycie w kantynie Kate i William mają zwiedzić jeden z trzech zachowanych (spośród ponad 50, jakie istniały na terenie obozu) oryginalnych obozowych baraków mieszkalnych. W jednym z wnętrz odtworzono tu tzw. Izbę nocną – salę z podłogą wyłożoną barłogami – słomą i rzuconymi na nią derkami. – Obóz przez cały czas swojego istnienia był przeludniony. W sztubie mieszkalnej, na 50 metrach musiało spędzać noc od 150 do 200 więźniów. Spali oni na podłodze pokotem, a i tak było to możliwe tylko w jeden sposób: spano na zmianę. Część osób układała się na podłodze w strasznym ścisku, pozostali stali i w środku nocy dokonywano zmiany – wyjaśnił Szymański.

Dodał, że w 1942 rok rozpoczęto w Stutthofie produkcję trzypiętrowych drewnianych prycz. Zdecydowano się na to po tym, jak w obozie wybuchła epidemia tyfusu spowodowana warunkami panującymi w nocnych izbach. – Gdy powstały piętrowe prycze, na każdej z ich poziomów spało po dwóch więźniów. Od 1944 roku, kiedy w obozie było największe przeludnienie, tę samą przestrzeń zajmowało pięć osób. Z relacji ocalałych wiemy, że spali na siedząco – wyjaśnił Szymański.

W baraku, który ma odwiedzić książęca para, obok drewnianych prycz wyeksponowane są także m.in. obozowe pasiaki, oznaczone na piersiach kawałkami materiału z numerem ewidencyjnym danego więźnia oraz literą oznaczającą narodowość. – Takie pasiaki więźniowie otrzymywali od momentu, kiedy Stutthof stał się państwowym obozem koncentracyjnym Trzeciej Rzeszy, czyli od 7 stycznia 1942 roku – wyjaśnił Szymański.

Dodał, że przed wprowadzeniem pasiaków więźniowie nosili albo swoje ubrania, albo dostawali np. mundury z demobilu, czasem nawet takie z czasów I wojny światowej. – Były jeszcze ubrania cywilne, które odbierano przywożonym tutaj ludziom i najczęściej brali je, jeżeli uzyskali zgodę, więźniowie – nadzorcy. Na takie ubranie trzeba było naszyć oznaczenia, a na plecach wymalować duży znak X czerwoną olejną farbą, by odróżnić więźnia od każdego innego cywila – opowiedział PAP Szymański dodając, że z dotychczasowych ustaleń wynika, iż jedynej udanej ucieczki z KL Stutthof dokonał Włodzimierz Steyer, któremu udało się zdobyć cywilne ubranie bez znaku X na plecach.

W baraku zainscenizowano także jadalnię ze zbitymi z desek stołami zastawionymi metalowymi miskami. – Tylko czasem pozwalano więźniom jeść pod dachem. Zwykle jedzenie odbywało się na dworze – zaznaczył Szymański dodając, że Żydzi zawsze jedli na zewnątrz. – Przywożono kotły z zupą i miski, a więźniów ustawiano w szeregu. Ponieważ misek zawsze było mniej niż więźniów, pierwszy człowiek z szeregu biegał na komendę, brał miskę, nalewano mu zupę i wracając do szeregu miał obowiązek ją zjeść, wypić czy wylać, bo miskę musiał oddać następnemu więźniowi. Jeśli nie zdążył, to funkcyjni czekali już z pałkami i tłukli go – podkreślił Szymański.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły