20 lipca
sobota
Czeslawa, Hieronima, Malgorzaty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bohater i tata, który odszedł za wcześnie. Wit Siwiec wspomina ojca

Ocena: 0
955

Ciągle zastanawiam się, czy miałbym odwagę postąpić tak, jak mój ojciec; jest bohaterem, ale też tatą, który odszedł za wcześnie – powiedział Wit Siwiec, syn Ryszarda Siwca, który 8 września 1968 r. dokonał samospalenia protestując przeciw inwazji na Czechosłowację.

Obelisk upamiętniający Ryszarda Siwca; fot. Wistula - Praca własna, CC BY-SA 3.0, Link

Ryszard Siwiec podpalił się na trybunie ówczesnego Stadionu Dziesięciolecia podczas odbywających się wtedy centralnych dożynek z udziałem I sekretarza PZPR Władysława Gomułki, premiera Józefa Cyrankiewicza i stutysięcznej publiczności. Chwilę wcześniej rozrzucił w tłumie antyradzieckie ulotki.

Zmarł 12 września 1968 r. w szpitalu w wyniku oparzeń. Spoczął na cmentarzu w Przemyślu.

Po inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację Siwiec sporządził testament; nagrał na taśmę magnetofonową przesłanie zaczynające się od słów: "Ludzie, w których może jeszcze tkwi iskierka ludzkości, uczuć ludzkich, opamiętajcie się! Usłyszcie mój krzyk...".

Film nawiązujący do słów Siwca pt. "Usłyszcie mój krzyk" w reżyserii Macieja Drygasa, pokazany zostanie podczas X Festiwalu Niepokorni Niezłomni Wyklęci w Gdyni. Gościem wydarzenia będzie także syn bohatera tej opowieści, Wit Siwiec.

 

PAP: Kiedy pana ojciec dokonał samospalenia, miał pan 16 lat. Co pan pamięta z okresu poprzedzającego tragedię?

Wit Siwiec: Pamiętam, że byliśmy dobrą, szczęśliwą rodziną, choć pewnie mieliśmy te same problemy i kłopoty, co wszyscy. Ale nikomu z nas się nie śniło, że tata planuje coś takiego, nic na to nie wskazywało. Z opowiadań mamy wiem jedynie, że tata był w tamtym czasie zamyślony bardziej niż zwykle, zwłaszcza przy ostatnich świętach wielkanocnych.

Czy rozmawiał pan z ojcem na temat tego, co działo się w tamtym czasie w Polsce i innych okupowanych przez Sowietów krajach? Czy czuł pan, że on nie mógł się pogodzić z tym, co działo się w Europie; narastającą w nim frustrację?

Wiedzieliśmy, że w Polsce w tamtym okresie nie było polskiej władzy, a to, co było, zostało nam przywiezione na sowieckich czołgach. Rozumieliśmy to. Ojciec codziennie wieczorem słuchał Radia Wolna Europa, więc my – mimowolnie – też to słyszeliśmy. Nie mógł się też pogodzić z zakłamaniem podręczników, z których się uczyliśmy. Kiedyś wziął moją książkę do historii i kiedy zobaczył, co w niej jest, cisnął nią o ziemię. Mówił, że to bzdury i nieprawda, zwłaszcza to jak przedstawiano historię okresu międzywojennego i II wojnę światową.

Jak zapamiętał pan ten dzień?

O tym wydarzeniu nie dowiedzieliśmy się o tym tego samego dnia, kiedy miało miejsce. Dostaliśmy telegram ze szpitala, żeby natychmiast przyjechać, bo stan ojca jest ciężki; mama pojechała i tam dopiero dowiedziała się, co stało się z tatą.

Czy o tym, że samospalenie pana ojca było manifestacją politycznym, dowiedzieliście się szybko? Władze chciały zrobić z tego czyn szaleńca.

Tak było. Informacje o okolicznościach śmierci ojca pierwsza podała Wolna Europa jakieś pół roku po tym wydarzeniu; nazwisko ojca wypłynęło, kiedy podpalił się Jan Palach. Ale my – mówię tu o sobie i moim rodzeństwie – żyliśmy w nieświadomości. Byłem zaskoczony, kiedy w szkole, jeszcze we wrześniu, podszedł do mnie nauczyciel i powiedział: twój tata to bohater. Wtedy tego nie rozumiałem, zastanawiałem się, o czym ten człowiek mówi, skoro mój tata zginął w wypadku.

Kto i jak długo kazał panu wierzyć w taką wersję wydarzeń?

Tak powiedziała nam nasza mama i dodała, że nie życzy sobie, abyśmy na ten temat rozmawiali ani w domu, ani z kolegami – że on po prostu nie istnieje. Przez jakiś czas jej słuchaliśmy, ale człowiek dorastał i w końcu dowiedział się, jaka jest prawda.

Kiedy poczuł pan, że może otwarcie mówić o tym, co stało się z pana ojcem?

Myślę, że to przyszło z czasem. Docierały do mnie różne, pojedyncze informacje i w końcu zdobyłem się na odwagę, żeby zapytać mamę jak było naprawdę. Opowiedziała mi, ale w dalszym ciągu prosiła, żeby o tym nie rozmawiać, żebyśmy tego tematu nie drążyli.

Czy kiedykolwiek zastanawiał się pan, czy ten akt był potrzebny; że postawa pana ojca dała siłę ludziom, którzy ostatecznie obalili system, w którym Ryszard Siwiec nie mógł żyć?

Nie tylko, że kiedyś się zastanawiałem, ciągle się nad tym zastanawiam. Pamiętam, że kiedy Maciej Drygas realizował film o moim ojcu pt. "Usłyszcie mój krzyk", zapytał mnie, jak ja bym się zachował w sytuacji, w której znalazł się w takiej sytuacji. To było dla mnie wówczas bardzo trudne pytanie, ale odpowiedziałem, że prawdopodobnie postąpiłbym podobnie, tylko nie wiem, czy miałbym siłę i odwagę na taki czyn. I ciągle to analizuję, ciągle o tym myślę; ile razy wrócę do tamtego czasu, czy przypomnę sobie o ojcu, to ciągle się nad tym zastanawiam. Teraz czuję już "dorosły" żal i lepiej to wszystko rozumiem.

Czy pana ojciec jest dla pana bardziej bohaterem, czy bardziej tatą, który odszedł za wcześnie?

Na pewno jest tatą, który odszedł za wcześnie, ale póki my, jego dzieci, będziemy żyli, będzie też bohaterem. Nawet w filmie Macieja Drygasa powiedziałem, że nie szukam dla siebie żadnego wzorca, bo przecież mam go tak blisko. Zresztą nasza rodzina pod koniec 1979 roku wydała broszurę na temat śmierci ojca, a ja osobiście postawiłem sobie za cel, że za wszelką cenę opowiem o tym, kim był mój tata i co naprawdę się z nim stało. Ale świat dowiedział się o tym dopiero później, kiedy powstał film, a Maciej Drygas dotarł do szerszych informacji. Choć i tak mam poczucie, że mimo tego, iż świat już wie, to długo musieliśmy czekać na upamiętnienie naszego ojca. Nie mogę zrozumieć, że pierwsi uhonorowali go Czesi, a nie Polacy.

 A czy dzisiaj, w wolnej Polsce postać Ryszarda Siwca została w końcu godnie upamiętniona?

Sytuacja wygląda teraz trochę inaczej niż dawniej. Ale kiedy ostatnio byłem przy Stadionie Narodowym w Warszawie (miejscu podpalenia się Ryszarda Siwca – PAP), zobaczyłem, że to miejsce jest zaniedbane i wygląda na opuszczone, tak jakby się nikt tym nie interesował. Jest to dla mnie przykre.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 lipca

"Niech imię Pana będzie pochwalone"

Dziś w Kościele: sobota, XV tydzień zwykły
+ dzień powszedni albo wspomnienie Najświętszej Maryi Panny w sobotę albo wspomnienie bł. Czesława, prezbitera
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Wj 12, 37-42; Ps 136; Mt 12, 14-21
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

Lato z SalveNet - na okres wakacji proponujemy formację duchową w przystępnej formie: codziennie jeden kilkuminutowy film z cyklów prezentowanych na portalu SalveNet.



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

PATRONUJEMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -