14 grudnia
piątek
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Apokalipsa się wypełnia?

Ocena: 0
2844

– W biblijnej apokalipsie można przeczytać, że szósty anioł zrzuci czaszę gniewu na rzekę Eufrat, że Eufrat wyschnie – to się dzieje właśnie tam, w Syrii – mówi w rozmowie z KAI Dariusz "Maleo" Malejonek.

2016-11-02 18:16
rozmawiała Anna Rasińska / Warszawa (KAI), mz
fot. YouTube/SWM.pl

Jako wolontariusz Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego muzyk przebywał na terenie pogrążonej w wojnie Syrii.


Anna Rasińska (KAI): Skąd wziął się pomysł, wyjazdu do Aleppo?

Dariusz "Maleo" Malejonek: Pojechałem tam jako wolontariusz Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego Młodzi Światu, z którym współpracuję już od prawie 10 lat. Byliśmy razem w różnych miejscach na świecie. Ta organizacja zajmuje się pomocą głównie misjonarzom będącym za granicą, misjonarze natomiast pomagają ludziom na miejscu. Tak samo było w Syrii, w Damaszku i w Aleppo.

Z jednej strony był to wyjazd z pomocą humanitarną, ale chodziło też o zobaczenie, czego tym ludziom potrzeba, jak oni żyją w tym piekle. Chcieliśmy też pokazać, że nie są sami, bo oni właśnie tak się czują – osamotnieni, opuszczeni przez świat. To był gest solidarności, pokazujący, że my jesteśmy z nimi, co było dla nich bardzo ważne, może nawet najważniejsze.


Jak wygląda życie w Aleppo? Czy można tam normalnie funkcjonować?

Moim zdaniem nie. Tam wychodzisz rano z domu i nie masz pewności, czy wrócisz, czy na dom nie spadnie bomba, bo bomby spadają wszędzie, całkiem przypadkowo, wystrzeliwane z obu stron. Co jakiś czas się słyszy, że jakiś budynek zniknął albo ludzie na ulicy zostali postrzeleni, zabici przez odłamki. Ale nawet w tych ciężkich warunkach, ludzie starają się żyć normalnie i to po obu stronach tego konfliktu. My byliśmy tylko po tej stronie Aleppo, która jest kontrolowana przez rząd. Do tej drugiej części na wschodzie, kontrolowanej przez rebeliantów, nie da się dotrzeć.

W dzień naszego wyjazdu jedna siostra karmelitanka weszła do ogrodu i była w jednej chwili wbita w ziemię, bo znajdowała się tam trzymetrowa rakieta, która nie wybuchła, to był cud.

Naprawdę trudno wyobrazić sobie, jak ludzie mogą żyć od pięciu lat w takich warunkach, ale nie da się funkcjonować z ciągłą myślą o śmierci, więc mieszkańcy starają się normalnie prowadzić życie – są pootwierane sklepy, nie ma co prawda prądu, ale są generatory na ropę i przez kilka godzin dziennie prąd jest. Czasem nawet jest internet, chociaż teraz akurat go nie ma i nie mamy kontaktu z Aleppo, nie wiemy, co się tam teraz dzieje. Akurat teraz trwa ofensywa rebeliantów na miasto. Zginęło kilkadziesiąt osób, a kilkaset zostało rannych – to jest codzienna proza życia tam, w Aleppo.

 

Jak wygląda pomoc Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego w Syrii?

Ich praca to jest po prostu heroizm. Salezjanie opiekują się młodzieżą, codziennie wydają paczki żywnościowe: ryż, mąkę, olej, cukier, świece, bo nie ma światła. To jest ich codzienna działalność z narażeniem życia.

Byłem zbudowany postawą salezjanów, ale wychowankowie ich oratorium też włączają się do tej pomocy. Tak jak Rita Basmajian, którą kojarzymy ze Światowych Dni Młodzieży, czy Rand Mittri, głosząca świadectwo przed papieżem Franciszkiem. To są ludzie, którzy tam pomagają cały czas i ciągle się gdzieś angażują.

Podobnie franciszkanie, jest też jedna polska franciszkanka siostra Urszula, która organizuje posiłki dla 10 tys. osób dziennie.

To wszystko między bombami, bo ta muzyka gra cały czas. Właściwie co kilka minut coś wybucha. Kiedy znalazłem się już w Bejrucie, pomyślałem, że czegoś mi brakuje, coś jest nie tak – nie było już tych ostrzałów, które w Aleppo są w tle cały czas, raz bliżej, raz dalej. Dla mieszkańców jest to normalność.


W mediach widzimy, jak wiele osób opuszcza tereny dotknięte wojną, a jednak są osoby, które zdecydowały się zostać, jak np. wspomniana Rita Basmajian. Co nimi kieruje?

W zachodniej części mieszka ok. 1,5 mln osób, w części kontrolowanej przez rebeliantów 300 tys. Mnóstwo osób ucieka z Syrii, przez Liban i Turcję do Europy. Wielu młodych ludzi ucieka przed wojskiem, żeby nie dostać się do armii.

Kiedy pytano Ritę, czy nie chce zostać za granicą, powiedziała, że chce wrócić do ojczyzny, bo tam jest jej miejsce, jej powołanie do pomocy i służby ludziom. Niesamowite, bo to młoda, 20-letnia dziewczyna. Dla niej wyjazd na Światowe Dni Młodzieży był najpiękniejszym wydarzeniem od pięciu lat. Mówiła nam, że nabrała tam wiary, napełniła duchowy akumulator i jest gotowa działać. I faktycznie, działa wszędzie, gdzie się da, a wieczorami jeszcze spotykają się w piwnicy koło kościoła z młodymi i codziennie tańczą, bo bez tego człowiek by zwariował. Każdy potrzebuje choć odrobinę sztuki, piękna i odreagowania.

Wśród tych osób jest również pewien prawnik, który musi codziennie przechodzić przez aleję snajperów. Codziennie widzi kogoś, kto ginie na tej ulicy. Po prostu pada koło niego. Ten mężczyzna musi pracować, dlatego każdego dnia żegna się z żoną, tak jakby już miał się z nią nie spotkać.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -