23 listopada
czwartek
Adelii, Klemensa, Felicyty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Aborcja raka nie leczy

Ocena: 4.92
2010

Ciąża nie pogarsza rokowania w leczeniu nowotworu, a przerwanie ciąży wcale go nie poprawia – mówi dr Jerzy Giermek

fot. Monika Odrobińska/Idziemy

Z onkologiem klinicznym i ginekologiem położnikiem dr. Jerzym Giermkiem rozmawia Monika Odrobińska

 

Czy w ciąży da się leczyć raka?

Zajmuję się tym z powodzeniem ponad 20 lat. Kluczowe dla terapii jest umiejscowienie nowotworu i stopień jego zaawansowania. Im szybciej się go wykryje, tym większe szanse wyleczenia. Kobiety najczęściej zapadają na nowotwór piersi, dlatego u kobiet w ciąży także z nim głównie mamy styczność. Z kolei przykładem raka, który uniemożliwia podjęcie działań, jest rak w obrębie trzonu lub szyjki macicy. Leczenie polega na usunięciu zmienionego miejsca, a w najbliższej okolicy przecież rozwija się dziecko.

 

Jak często trafiają do Pana pacjentki, które wcześniej usłyszały: najpierw aborcja, potem operacja?

Magda Prokopowicz – założycielka fundacji Rak’n’Roll – dotarła do renomowanego ośrodka we Włoszech. Autorytet w dziedzinie onkologii kazał jej usunąć ciążę. Przyszła do mnie, zawalczyliśmy o nią – żyła potem jeszcze kilka lat po narodzeniu Leosia.

Decyzję, czy leczyć i co zrobić z ciążą, musi podjąć ktoś, kto ma doświadczenie. Na początku – od roku 1995 – trafiały do mnie panie, którym proponowano aborcję jako warunek podjęcia leczenia. Pamiętam kobietę, która zgłosiła się do nas po kilku takich propozycjach. Wyleczyliśmy ją, dziś jej syn ma 12 lat, po nim urodziła jeszcze dwoje dzieci. Wszyscy żyją i mają się dobrze. Nie jestem zwolennikiem „dr. Googla”, ale w przypadku rozpowszechniania informacji o tym, że raka w ciąży można leczyć, wpisy internetowe robią dobrą robotę. Aborcja jest niepotrzebnym działaniem narażającym kobietę na dodatkową traumę. Teraz na szczęście to się zmienia.

 

Popularne jest twierdzenie, że ciąża pogarsza rokowanie w leczeniu raka.

W większości przypadków to mit. Jeśli zgłaszają się do lekarza kobieta ciężarna i nieciężarna w tym samym stadium zaawansowania choroby i są pod dobrą opieką, to efekt leczenia jest ten sam.

W ciąży jednak nowotwory piersi wykrywane są późno – dwa do siedmiu miesięcy później niż u niecieżarnych. Bo piersi są wtedy bardziej ukrwione i obrzmiałe, więc trudno w nich wyczuć drobną zmianę. W dodatku wciąż pokutuje myślenie, że rak w ciąży się nie zdarza. Moje pacjentki nieraz słyszały od swoich lekarzy, że to zgrubienie wynikające z przygotowywania się piersi do laktacji i że zniknie ono po podjęciu karmienia. W ciąży poza tym nie można wykonać wszystkich badań diagnostycznych, choćby prześwietlenia. To wszystko sprawia, że guzek wykrywany jest później, dlatego trudniej go leczyć.

Twierdzenie, że ciąża pogarsza rokowania w leczeniu nowotworu, nie tylko zaneguję, ale dopowiem, że przerwanie ciąży tego rokowania wcale nie poprawia. Co więcej, kobiety w stanie błogosławionym lepiej znoszą chemię niż nieciężarne. Te, które przyjmowały ją w okresie ciąży i po porodzie, same wskazywały, że w ciąży nie miały nudności, nie wymiotowały. Jedyne, co się działo, to wypadały im włosy.

 

Dlaczego w środowisku lekarskim tak mało popularna jest wiedza na ten temat?

Wygrywa rutyna i przestarzała wiedza. Lekarze są uczeni, że wiele leków szkodzi i nie należy ich podawać w ciąży. Do tego mają świadomość, jak obciążająca jest chemioterapia dla dorosłego organizmu, a co dopiero dla rozwijającego się dziecka. Pamiętam jedną z moich pierwszych pacjentek, która byłą prowadzona w znanej klinice ginekologiczno-położniczej. Jednocześnie leczyła się u mnie, o czym tam wiedziano. Na zrobionym przez nich USG płodu dopatrzono się jego uszkodzeń. Ona na szczęście nie wczytywała się w wyniki, mnie za to wcisnęło w fotel. Dziecko urodziło się jednak zdrowe. Kiedy o tym potem myślałem, doszedłem do wniosku, że lekarze robili to USG z nastawieniem na znalezienie jakiejś wady i z przeświadczeniem, że my to dziecko mordujemy.

 

Co by Pan powiedział lekarzowi czy ośrodkowi, który rutynowo zleca aborcję przy nowotworze?

W tej chwili współpracujemy już z Polskim Towarzystwem Ginekologicznym i Fundacją Rak’n’Roll, które upowszechniają wiedzę o leczeniu raka w ciąży. Standardy terapii opracowywane są pod patronatem krajowych konsultantów: onkologii i perinatologii. Może to przełamie barierę u wielu lekarzy? Proponuję, by lekarze tacy wysyłali pacjentki do ośrodków doświadczonych w terapii nowotworowej w ciąży. Wiedza i doświadczenie pracujących tam specjalistów pozwolą podjąć rzetelną ocenę możliwości terapeutycznych.

 

Musiał Pan kiedyś wybierać: matka albo dziecko?

Nigdy. Zdarzają się sytuacje kolizyjne. Wtedy trzeba z leczeniem poczekać do porodu lub poród przyspieszyć. Zwykle jednak takiego konfliktu nie ma. Jestem przeciwny poświęcaniu się matek, które na własną rękę odkładają terapię na czas po porodzie. Jednej pacjentce, która tak właśnie postanowiła, powiedziałem: ciąża jest na tyle mała, że jeśli pani umrze na raka, to dziecko też nie przeżyje. To ją przekonało do podjęcia leczenia. Urodziła zdrowe dziecko, potem przysłała mi zdjęcie z jego Pierwszej Komunii Świętej.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły