23 października
wtorek
Marleny, Seweryna, Igi
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pamiętajmy o ogrodach, pamiętajmy o Jonaszu...

Ocena: 0
2407

Warto wciąż wracać do twórczości Jonasza Kofty.

Cykl wydawniczy ma swoje prawa i ograniczenia, mój sposób pisania prezentowanych tu tekstów również, więc dopiero dziś mogę na tych łamach odnotować 30. rocznicę śmierci Jonasza Kofty. Artysta, który urodził się 28 listopada 1942 r. w Mizoczu k. Dubna na Wołyniu, zmarł w Warszawie 19 kwietnia 1988 r.

Kim był Jonasz (formalnie: Janusz) Kofta? Wspaniałym, lirycznym poetą, niezwykle dowcipnym satyrykiem, przenikliwie opisującym otaczającym go świat, autorem wielu przebojowych piosenek śpiewanych przez najlepszych polskich piosenkarzy, ale i znakomitym wykonawcą własnych tekstów, niezrównanym gawędziarzem, a także artystą plastykiem. We wspomnieniach podkreśla się, że był – jak ktoś kiedyś napisał – jednym z „kolorowych ptaków w szarym PRL-u”.

W rubryce poświęconej polszczyźnie podkreślić trzeba prawdziwie mistrzowską wirtuozerię językową Kofty. Doświadczyć jej mogli (i nadal mogą) nie tylko słuchacze licznych znanych piosenek jego autorstwa, lecz także chociażby odbiorcy „Duetów liryczno-prozaicznych” (wykonywanych wraz z Janem Pietrzakiem) czy „Dialogów na cztery nogi” i „Fachowców” (współtworzonych przez Stefana Friedmanna). Niezliczone i bardzo różnorodne gry językowe, liczne nawiązania intertekstualne, a przy tym niezwykłe poczucie humoru ujawniające się w najprzeróżniejszych językowych i tekstowych zabiegach – wszystko to sprawia, że większość z nas pamięta Koftę przede wszystkim jako satyryka i humorystę. A przecież to spod jego pióra wyszło wiele wspaniałych lirycznych, przejmujących tekstów, jak choćby te najbardziej znane: „Moja wolności”, „Samba przed rozstaniem” czy „Wołanie Eurydyki” (często zapewne współcześni odbiorcy nawet nie wiedzą, kto jest ich autorem).

fot. Pixabay, CC0

Niemało fragmentów utworów Jonasza Kofty – zarówno tych żartobliwych, jak i tych lirycznych – na trwałe wpisało się w polską kulturę, ale też trafiło do polszczyzny jako tzw. „skrzydlate słowa”, który żyją własnym życiem i niejednokrotnie są używane w zupełnie innych kontekstach i znaczeniach niż te, które im przypisał autor. Przypomnijmy dziś sobie garść takich właśnie fraz: autobusy zapłakane deszczem („Do łezki łezka”), bo gdy się milczy, milczy, milczy, to apetyt rośnie wilczy na poezję, co być może drzemie w nas („Song o ciszy”), czasami pech się uśmiecha („Czasami pech się uśmiecha”), do łezki łezka, aż będę niebieska („Do łezki łezka”), jak dobrze wstać skoro świt („Radość o poranku”), jak one te ludzie brudzo, to opadajo rence, jak pracujo brudzo, jak nocujo brudzo, jak się nudzo brudzo najwiencej („Song sprzątaczki”), każda miłość posiada kres („Pożegnanie prowincjonalne”), kiedy się dziwić przestanę, będzie po mnie („Kiedy się dziwić przestanę”), naprawdę jaka jesteś, nie wie nikt („Jej portret”), pamięć pamięta o pamięci („Piosenka z Leśmiana”), pamiętajcie o ogrodach, przecież stamtąd przyszliście („Pamiętajcie o ogrodach”), podróżą każda miłość jest („Podróżą każda miłość jest”), śpiewać każdy może („Śpiewać każdy może”), to była blondynka, ten kolor oczu tak zwą („Wakacje z blondynką”), z moich wad jestem rad („Sposób na czekanie”), zobaczyłem Neapol i żyję („Cara Italia”), ździebełko ciepełka („Ździebełko-ciepełko”).

Nie tylko ze względu na takie frazy warto wciąż wracać do twórczości Jonasza Kofty – niewątpliwie jednego z największych polskich poetów piosenki.

 

Idziemy nr 19 (657), 13 maja 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -