24 października
środa
Rafala, Marcina, Antoniego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Książka o nieistniejących książkach

Ocena: 0
2674

Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?

To pytanie i cały problem zwykle wiąże się z żyjącym na przełomie XVII i XVIII w. wybitnym filozofem Gottfriedem Wilhelmem Leibnizem, choć zagadnienie istnienia bytu rozważano dużo wcześniej, już w starożytności. Rozmaicie przy tym próbowano odpowiedzieć na to pytanie, np. tak, że nic / nicość / niebyt nie może istnieć, ponieważ byłaby to sprzeczność. Albo że gdyby niebyt istniał, to byłby przecież jakimś bytem.

Zostawmy jednak ten niewątpliwie ciekawy problem, ponieważ pierwszy w 2018 r. tekst – wbrew początkowemu akapitowi – nie będzie poświęcony filozofii. Wyjątkowo nie będzie również dotyczył zagadnień ściśle językowych. Rozważania na temat tego, co istnieje, i tego, co nie istnieje (zwłaszcza te drugie) przyszły mi na myśl, gdy zobaczyłem jedną z podarowanych mi niedawno książek. Na jej tylnej okładce znajduje się taka minirecenzja autorstwa Marcina Świetlickiego: To zupełnie niepotrzebna książka, którą każdy by chciał mieć w domu. Książka, która powstała z książek, które nigdy nie istniały. Wytrwały i niezrównany Paweł Dunin-Wąsowicz kolejny raz dokonuje cudu: robi coś z niczego. I jakie to piękne!

Zaintrygowały Państwa te słowa? Myślę, że tak, więc najwyższy czas napisać, że chodzi o książkę „Polska Biblioteka Widmowa. Leksykon książek zmyślonych”. Jej autor od wielu lat gromadzi informacje o książkach, które istnieją jedynie w innych książkach: są czytane przez bohaterów, stoją na półkach ich domów, są wymieniane w rozmowach itp. Pomysł, by dane takich książek gromadzić, nie jest całkiem nowy i oryginalny, ponieważ takie próby już czyniono, ale przedsięwzięcie Pawła Dunin-Wąsowicza jest jednak wyjątkowe. Otóż nie poprzestaje on na wynotowaniu ok. dwóch tysięcy tytułów z ok. siedmiuset źródeł i uczynienia po prostu ich listy. Zgodnie z podtytułem stworzył on leksykon książek zmyślonych, tzn. o każdej z nich starał się coś napisać: podać autora, przybliżyć tematykę, wskazać okoliczności pojawiania się w tekście źródłowym, czasem nawet przywołać jakiś fragment, ale też np. odtworzyć datę wydania. Rzecz jasna, wszystkie te dane czerpie on wyłącznie z „książek matek”, dlatego też w wielu przypadkach ich zebranie nie jest możliwe, ale czasem da się powiedzieć o danej książce zaskakująco dużo.

Jakie książki stały się materiałem źródłowym? Bardzo różne: znajdziemy tu i „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza czy „Sławę i chwałę” Jarosława Iwaszkiewicza, a więc klasykę polskiej literatury pięknej, i kiczowate powieści milicyjne z czasów PRL-u, i komiksy o Tytusie Romku i A’Tomku, i najnowsze powieści czy tomiki wierszy. Podobnie różnorodne są odnotowane książki, wśród których obok beztytułowych zbiorów wierszy znaleźć można rozprawy naukowe.

Oto przykład zachęcający, jak sądzę, do sięgnięcia po „Polską Bibliotekę Widmową”. Z „Pana Tadeusza” wynotowuje autor wspominany przez Hrabiego romans „Hrabia, czyli tajemnice zamku Birbante-rokka” i pisze: Akcja „Pana Tadeusza” ma miejsce w 1811 r. Ponieważ Hrabia siedzi na Litwie od dwóch lat, książka (o ile wzmianka o jej istnieniu nie jest objawem jego mitomanii) musiała się ukazać przed 1809 r. – w oryginale zapewne po francusku albo włosku.

Nie byłbym norwidologiem, gdybym na koniec nie zaznaczył, że w tym niezwykłym leksykonie zabrakło Norwida, a przecież chociażby w młodzieńczym utworze „Łaskawy opiekun, czyli Bartłomiej Alfonsem” pada tytuł nieistniejącej (nawet w świecie literackim) książki „Parafianizm”…

Idziemy nr 1 (639), 7 stycznia 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -