20 września
czwartek
Filipiny, Eustachego, Euzebii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Homilia z gadżetem

Ocena: 0
1462

Nie ma w Kościele formalnych granic dla urozmaicania przepowiadania

Nasz ksiądz przynosi na kazania różne rekwizyty, czasem szokujące. Jedni to lubią, bo nie jest nudno, a drudzy narzekają, że jest nie jak w kościele, tylko jak w cyrku. Co Ksiądz o tym myśli?

Z pewnością zaangażowanie zmysłu dotyku czy wzroku ułatwia zapamiętywanie. Rekwizytów używali prorocy. Jeremiasz, na polecenie Boga, nałożył sobie na szyję więzy i jarzmo, rozbijał garnki, improwizował ucieczkę. Kaznodzieje chrześcijańscy przynosili do kazań sznury, łańcuchy, lustro, koronę cierniową, obrazy piekła. Święty Jan Kapistran trzymał w ręku trupią czaszkę. W Polsce ks. Wojciech Drozdowicz czy bp Antoni Długosz zasłynęli przez urozmaicanie przemówień akcjami teatralnymi. Wykorzystywanie rekwizytów domaga się przemyślenia na etapie przygotowania oraz dużej koncentracji w momencie wygłaszania homilii. Zwolennicy posługi słowa z wykorzystaniem różnych atrakcji powołują się na słowa z soborowej konstytucji Dei Verbum o tym, że Bóg przemawia do ludzi w taki sposób, by być zrozumianym; dostosowuje się do ludzkiej percepcji. Szczególnie użyteczne stały się rekwizyty, gdy zaczęto upowszechniać Msze z udziałem dzieci. Jednakże takie kaznodziejstwo z rekwizytami nie przez wszystkich było i jest przyjmowane entuzjastycznie. Według krytyków, kaznodzieje to nie aktorzy ani showmani. Konkurują oni czasem z artystami ze świata, a nie do końca o to chodzi. Rozrywka oferowana podczas Mszy Świętej zawsze przegra z komórką, komputerem czy towarzystwem rówieśników. Nie można też pozwolić, by rekwizyty i atrakcje technologiczne rządziły nabożeństwem. Ma być dokładnie odwrotnie.

Nie ma w Kościele formalnych granic dla urozmaicania przepowiadania. Stosujemy więc klasyczną zasadę: w tym, co nakazane – posłuszeństwo; w tym, co nie nakazane – wolność; a we wszystkim miłość. Zostaje więc rozwadze danego kapłana, by rozróżniać między atrakcyjnością pożądaną a dziwactwem i szokowaniem. To ostatnie przesłania formą Osobę głoszonego Chrystusa. Ludzie nie muszą być „zabawiani”, ale zbawiani. Bernadetta w Lourdes czy dzieci z Fatimy nie bawiły się z Matką Bożą, ale wraz z Nią się modliły. Próby uatrakcyjniania liturgii nie powinny pokazywać, że samemu słowu Boga brak jest mocy. Jednak te uwagi nie powinny stanowić usprawiedliwienia dla kaznodziejów: dziwactwa i fajerwerki – nie, ale atrakcyjność i kreatywność – tak.

Idziemy nr 12 (650), 25 marca 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest proboszczem parafi i św. Patryka w Warszawie



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI