11 grudnia
wtorek
Damazego, Waldemara, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zabójcze przecieki

Ocena: 0
608

Kraje anglosaskie ściśle współpracują w zakresie wywiadu i bezpieczeństwa, a jednak 22 maja, po zamachu na Manchesterze, nastąpił przeciek i pierwsze szczegóły podały media amerykańskie.

fot. PAP/EPA/CHRIS KLEPONIS

To amerykańskie media informowały o liczbie ofiar i innych szczegółach. Także nazwisko zamachowca zostało podane kilkanaście godzin wcześniej, niż życzyliby sobie tego angielscy śledczy. W USA miał miejsce przeciek. Brytyjska premier Theresa May wyraziła oburzenie z tego powodu, natomiast brytyjska policja w ramach protestu zawiesiła na jeden dzień współpracę z amerykańskimi organami bezpieczeństwa. Wydarzenia te są bez precedensu, albowiem kraje anglosaskie od dziesięcioleci ściśle współpracują w zakresie wywiadu i bezpieczeństwa. W ramach porozumienia zwanego „Pięcioro oczu”, obejmującego Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Kanadę, Australię i Nową Zelandię, służby dzielą się wszystkimi informacjami. Można jednak przypuszczać, że protesty związane z przeciekami na temat dochodzenia w sprawie zamachu w Manchesterze są pretekstem, rzecz zaś ma głębszy podtekst.

 

Raporty brytyjskiego agenta

Na dwa tygodnie przed inauguracją prezydentury Donalda Trumpa, 10 stycznia, redagowany przez stronników Partii Demokratycznej portal BuzzFeed opublikował 16 raportów, w sumie 35 stron, które przygotował Christopher Steele, emerytowany agent brytyjskiego wywiadu. Wykonanie pierwszych 15 raportów było opłacone przez organizację blisko związaną ze sztabem wyborczym Hillary Clinton, ostatni zaś powstał w ramach współpracy z senatorem Johnem McCainem, który całość przekazał ówczesnemu szefowi FBI Jamesowi Comeyowi.

Czy rosyjskie służby mają materiały kompromitujące Donalda Trumpa,
w tym przypadku film z jego pobytu w Moskwie w 2013 r.?

Treść tych raportów była wręcz szokująca! Sztab wyborczy Trumpa miał jakoby współpracować z Rosjanami, a w ramach tej współpracy rosyjskie służby miały włamać się do komputerów sztabu wyborczego pani Clinton i upowszechnić kompromitujące ją materiały. Co więcej, moskiewski kontakt Steele’a miał mu donieść, że rosyjskie służby mają „kompromaty” na Trumpa, w tym przypadku film z jego pobytu w Moskwie w 2013 r. z nadzwyczaj pikantnymi szczegółami. Raport wywołał sensację.

Sprawa pana Steele’a ma szereg wymiarów. Po pierwsze, Steele – już emeryt – opierał się na raportach byłego generała KGB, którego zwerbował, gdy pracował w Moskwie jako agent brytyjskiego MI6. Po przejściu na emeryturę Steele założył własną firmę „consultingową” i nadal korzystał z jego usług. Nie jest do końca jasne, czy Steele „sprywatyzował” tego agenta, co byłoby niewybaczalnym grzechem, czy też korzystał z jego usług za zgodą byłych przełożonych. Można domniemywać, że miało miejsce raczej to drugie, ponieważ Steele nadal porusza się po tym łez padole i w pisemnym oświadczeniu złożonym w londyńskim sądzie, gdzie broni się przed oskarżeniami o zniesławienie, daje do zrozumienia, że jego działalność na rzecz sztabu wyborczego Hillary Clinton, McCaina i FBI odbywała się za zgodą uprzednich przełożonych. Fakt ten nadaje niezwykle poważnego wymiaru całej sprawie – implikuje udział wywiadu brytyjskiego w amerykańskiej prezydenckiej kampanii wyborczej. W pewnym momencie Trump oświadczył, że na zlecenie jego poprzednika działalność jego sztabu wyborczego była monitorowana przez wywiad zaprzyjaźnionego państwa. Niektórzy dyskretnie wskazali palcem na GCHQ, brytyjski wywiad elektroniczny, które to podejrzenie zostało natychmiast zdementowane po obu stronach Atlantyku. Tak czy, owak, wygląda na to, że w amerykańskie wybory prezydenckie zamieszany był nie tylko wywiad rosyjski.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -