28 listopada
niedziela
Leslawa, Zdzislawa, Stefana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Warszawa kontra Bruksela

Ocena: 0
622

Wszystko, co dzieje się na posiedzeniach plenarnych Parlamentu Europejskiego, należy widzieć przede wszystkim w kategoriach teatru, w którym role są rozdzielone nawet wcześniej i bardziej niewzruszalnie niż w parlamencie krajowym.

fot. PAP/Marcin Obara

Patrząc z tego punktu widzenia, debata o praworządności w Polsce, podczas której głos zabrali między innymi premier Mateusz Morawiecki oraz przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, nie była w żaden sposób decydująca. W UE decyzje zapadają gdzie indziej. Gdy idzie o PE, dzieje się to w komisjach, a gdy idzie o całą UE – w zaciszu gabinetów brukselskiego biurowca Berlaymont, siedziby Komisji, oraz podczas spotkań Rady UE i Rady Europejskiej. Zwłaszcza to ostatnie gremium, złożone z szefów państw i rządów, ma moc decyzyjną w najbardziej kluczowych sprawach, a więc również w dużej mierze w kwestii sytuacji Polski.

Wszystko to nie znaczy jednak, że debata w Strasburgu nie miała żadnego znaczenia. Miała – na kilku poziomach. Jednym z nich były występy aktorów przeznaczone dla własnej publiczności. Tak występowali eurodeputowani, tak występowała pani von der Leyen i oczywiście premier Morawiecki. Z tych wystąpień możemy wyciągnąć wnioski dotyczące przyszłego kursu.

 


PRZEMÓWIENIE PREMIERA

Wystąpienie szefa polskiego rządu było dobrze napisane – znać tutaj było rękę prawdopodobnie jakiegoś innego niż zwykle, lepszego specjalisty od przemówień. Ważne były w nim trzy wątki. Pierwszy wątek to przypomnienie historii Polski i naszej roli w UE. Miało to zaspokoić zapotrzebowanie elektoratu PiS, czemu wtórowały w kraju wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, powtarzającego: „Nie ugniemy się”. To w dużej mierze gra prowadzona w niepisanym porozumieniu z Donaldem Tuskiem. Sam prezes Kaczyński wyjątkowo szczerze stwierdził w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”: powrót Tuska „to był z naszego punktu widzenia całkiem dobry pomysł”. Jasne, że tak – dzięki temu można stworzyć bardzo wygodną dla obu głównych sił politycznych oś sporu, w jakiejś mierze sztuczną, wokół sprawy relacji Polski z UE. Donald Tusk może grzmieć, że PiS Polskę z Unii wyprowadzi, a Jarosław Kaczyński może powtarzać, że w UE będziemy trwać, ale tylko na własnych warunkach. Sprawa wywołuje wystarczająco silne emocje, żeby można było wokół niej zbudować korzystny dla obu obozów konflikt.

Drugi wątek wystąpienia premiera był prounijny i zaprzeczał tezom o Polexicie za sprawą PiS – co zresztą jest całkowicie trafne. PiS żadnego Polexitu nie planuje i absolutnie go nie chce. Dla rządzącej partii byłoby to nieszczęście. PiS potrzebuje Unii jako swoistego tła dla własnej działalności politycznej, punktu odniesienia oraz jako źródła pieniędzy. Premier Morawiecki przypominał, jak wysokie jest w Polsce poparcie dla członkostwa w UE. Zastosował retoryczną taktykę pokazywania Polaków jako dobrych, ale zarazem dumnych Europejczyków, tym samym uderzając w atakujących nas eurodeputowanych czy samą panią von der Leyen. Nie bez powodu w jego wystąpieniu pojawił się przytyk do gazociągu Nordstream 2, co przewodnicząca KE, jako Niemka wywodząca się z CDU, musiała i miała odebrać osobiście.

Trzeci wątek dotyczył natomiast sprawy tak naprawdę najistotniejszej, aczkolwiek traktowanej mocno instrumentalnie, czyli sposobu funkcjonowania Unii Europejskiej. Tu trzeba wrócić do orzeczenia polskiego Trybunału Konstytucyjnego (nazywanego przez szefową KE oraz autorów rezolucji skierowanej przeciwko Polsce „nielegalnym”) i postarać się oddzielić ziarno od plew, czyli warstwę bieżącej polityki partyjnej od spraw strategicznych.

 


POSZERZANIE KOMPETENCJI

Z bieżącego, partyjnego punktu widzenia TK wydał takie orzeczenie, jakiego życzyli sobie rządzący. Prezes PiS uznał najwyraźniej, że dalszy spór z Brukselą opłaca się PiS politycznie, a żadnych realnych lub przynajmniej istotnych dla państwa szkód nie przyniesie. W tej ostatniej sprawie mógł się mylić, natomiast w swoich wypowiedziach medialnych bardzo konsekwentnie prezentuje niezwykle pewną siebie i lekceważącą wobec problemów postawę. Do załatwienia spraw trudnych lider PiS wysłał Mateusza Morawieckiego, który został premierem właśnie z powodu przekonania prezesa PiS, że z takimi sytuacjami sobie będzie radził. Czy to przekonanie się sprawdziło – to już inna kwestia.

To wszystko nie oznacza jednak, że orzeczenie TK, podobnie jak wystąpienie premiera Morawieckiego w jego trzecim wątku, nie dotyczyło problemu autentycznego. Wręcz przeciwnie: kwestia prymatu prawa konstytucyjnego nad prawem unijnym była przedmiotem rozważań sądów konstytucyjnych w wielu krajach UE – co zresztą szef polskiego rządu przywołał – lecz również był to przedmiot debat politycznych. To zagadnienie ma najmniejsze znaczenie w tych krajach, które należą do twardego unijnego jądra lub są najsilniejsze, one bowiem najmniej obawiają się ekspansji kompetencji unijnych. Ale nawet tam nic nie jest przesądzone. Trzeba pamiętać, że traktat konstytucyjny – pierwowzór późniejszego traktatu lizbońskiego – został w referendach odrzucony w dwóch państwach „starej” Unii: Holandii i Francji.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 28 listopada

Niedziela, I Tydzień Adwentu
«Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie».
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Łk 21,25-28.34-36
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Spojrzenie w niebo (komentarz "Idziemy")

+ Odpust dla zmarłych przez cały listopad



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter