27 stycznia
piątek
Przybysława, Anieli, Jerzego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wałęsa: Przysięgam, że nigdy nie współpracowałem z SB

Ocena: 0
915

– Przysięgam, że nigdy nie współpracowałem, ale miałem swoje metody walki – powiedział we wtorek w Gdańsku Lech Wałęsa. Zapowiedział, że jego prawnicy wystąpią prawdopodobnie o nową opinię grafologiczną dotyczącą akt TW "Bolka".

fot. PAP/Adam Warżawa

Tydzień temu Instytut Pamięci Narodowej poinformował, że z opinii biegłych grafologów Instytutu Sehna w Krakowie dotyczącej teczek TW "Bolek" wynika, że zobowiązanie do współpracy z Służbą Bezpieczeństwa podpisał Lech Wałęsa. Były prezydent był w tym czasie na zjeździe noblistów w Kolumbii i dopiero w poniedziałek wrócił do Polski.

– Ja mogę postawić 100 grafologów, którzy powiedzą odwrotnie – powiedział we wtorek dziennikarzom Wałęsa.

Wałęsa tłumaczył, że po stłumionym strajku w grudniu 1970 r. uznał, trzeba zmienić sposób walki z komunistyczną władzą. – Widząc, że nie mamy szansy na zwycięstwo postanowiłem jako szef strajku zaoszczędzić tych ludzi i nie wpychać ich w walkę z góry przegraną. I dlatego rzeczywiście hamowałem głupie ataki czy wychodzenie na ulicę, bo byłem przeciwnikiem bijatyk i przegrywania. Mogłem postąpić tak jak w powstaniu warszawskim – wykrwawić naród, ale ja lubię zwyciężać, a nie mordować swoich ludzi (..) W związku z tym postanowiłem, że będę rozmawiał. Będę – możecie nawet powiedzieć – współpracował – ale nie zasadzie zdrady, poddania się, opowiedzenia się po stronie komunistów – podkreślił Wałęsa.

Pytany o dalsze kroki ws. oskarżeń o agenturalną przeszłość, Wałęsa odpowiedział: – Będę wyszydzał bohatera [Andrzeja] Zybertowicza, wyszydzał [Sławomira] Cenckiewicza, speca od papierów, który nawet nie wie, jak powstały teczki Kiszczaka (...) Żaden ten tekst [badany przez grafologów – PAP] nie jest moim tekstem. Nigdy nie byłem po tamtej stronie.

Tłumaczył, że został wezwany na przesłuchanie po tym, jak służby specjalnie dowiedziały się, że nie odpowiedział wraz z innymi robotnikami "pomożemy" na wezwanie I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka podczas jego wizyty w Stoczni Gdańskiej. – Na filmach złapali mnie, że nie krzyczę. I na komendzie zaśpiewali mi, że Gierek to Zachód i będzie lepiej, i pytają mnie: "Polska jest w trudnej sytuacji. Czy pan będzie przeszkadzał, czy pan pomoże nam wyjść z tego wszystkiego?". Takie sytuacje są, że nie ma innego wyjścia – dodał.

Zastrzegł, że podpisywał po przesłuchaniu to samo, co inne osoby. – Podpisywałem wszystko to, co inni podpisywali, a więc "sznurówki oddajemy". Jeden tekst był tylko niebezpieczny, że nie powiem nic, co było na przesłuchaniu. To były standardowe papiery dla wszystkich takie same. W tamtym czasie oni byli tak butni, że nie zaproponowali mi współpracy – ja byłem nawet trochę obrażony. Ale oni mieli tak dobrych, mądrych i wykształconych ludzi, że robotnik taki jak ja nie był im potrzebny (...) Ja chciałem ich nawracać i dlatego rozmowy moje były w tym kierunku. Walczyłem bowiem z systemem, a nie z ludźmi – mówił.

Wałęsa opowiadał, jak przebiegało przesłuchanie po jednym z zatrzymań. – Wszystko wyśpiewałem, bo ja nie miałem nic złego – nie biłem się, nie kradłem – ale to nie były donosy. Walczyłem z otwartą przyłbicą, mówiłem co mi się nie podoba, tak byłem bezczelny (...) Mnie nikt nigdy nie złamał i nie złamie – mówił.

Kategorycznie zaprzeczył, że brał jakiekolwiek pieniądze od SB. – Nie miałem nic z tym wspólnego, żadnych pieniędzy – podkreślił.

– Były dwie teczki pod nazwą "Bolek": jedna ta legalna – która prowadziła do tego, żeby mnie postawić przed sądem, a finał miał być, że jestem szpiegiem amerykańskim – taki finał proponowała tamta strona – te dokumenty sto procent, 100 tomów zostało zniszczonych w Świeciu. I była druga teczka, którą teraz tu pokazują. Ta teczka to była "nielegalna walka z Wałęsą", a polegało to na tym, że zbierano, podrabiano różne papiery. I – nie mogąc pokonać Wałęsy – próbowano zniechęcić społeczeństwo do Wałęsy jako agenta i donosiciela – powiedział były prezydent.

Jak dodał, "dopóki ta władza jest, to nie ma sensu z nimi rozmawiać". – Nie wiem, co mi zalecą prawnicy. Ja wykorzystam wszystko, żeby tych ludzi małych, zdrajców ojczyzny, albo głupców – tak ich nazywam – żeby ich doprowadzić do porządku, by nie niszczyli zdobyczy Polski – zaznaczył.

– Mnie ubliżają w wolnej Polsce. Zniszczyli "Solidarność" przez takie gadki, że zdrajcy byli na czele. Zniszczyli nasz wielki dorobek. I są to albo głupcy i szaleńcy, albo zdrajcy i rzeczywiście agenci, którym zależy, żeby zniszczyć polski dorobek – stwierdził Wałęsa.

Były prezydent tłumaczył, że donosy TW "Bolka", analizowane przez grafologów, zostały napisane przez funkcjonariuszy SB na podstawie podsłuchów założonych w miejscach, gdzie przebywali robotnicy. – Te podsłuchy tak przepisane są bardzo podobne do donosów. I te podsłuchy generał Kiszczak wykorzystywał kserami wysyłając je różnym ludziom, w tym pani Walentynowicz. Tak próbowano mnie złamać, zastraszyć, ale nie dałem się złamać, nie dałem się przekupić – dodał.

Następnie – według Wałęsy – treść posłuchów była wykorzystywana podczas przesłuchań w taki sposób, żeby przesłuchiwani zaczęli się wzajemnie podejrzewać o donosicielstwo. – Doprowadzono nas do takiej sytuacji, że wszyscy się podejrzewaliśmy – ja podejrzewałem wszystkich kolegów, z którymi rozmawiałem, a oni podejrzewali mnie. I do dziś tak się podejrzewamy. Tym sposobem rozwalono w tamtym czasie, w latach 70. naszą solidarność – ocenił.

– I prawdopodobnie część tych papierów leżało u Kiszczaka, a nasi wielcy bohaterowie z Cenckiewiczem na czele weszli w posiadanie tych informacji i uznali to za donosy, bez wyjaśnienia i sprawdzenia. Uwierzyli Kiszczakowi – przeciwko Wałęsie. To jest tak poniżające, żebym ja się tłumaczył przed SB-ekiem. Jemu uwierzono, a nie mnie? To jest tak skandaliczne, że powinniście się tym zająć – ale nie w obronie Wałęsy, bo ja tego nie potrzebuję – ale, żeby udowodnić prawdę tym małym ludziom, tym tępym ludziom. I kto tu walczył, a kto nie walczył? – mówił b. prezydent.

Wałęsa zachęcał dziennikarzy, aby zbadali, dlaczego w latach 70. ubiegłego wieku był trzykrotnie zwalniany z pracy – w Stoczni Gdańskiej, Zrembie i Elekromontażu. – Sprawdźcie, dlaczego za "moje tchórzostwo i agenturalność" zostałem zwolniony i porównajcie z tym bohaterem z Torunia, który tak się popisuje bohaterstwem i patriotyzmem – dodał.

– A więc bohaterze z Torunia porównaj się ze mną (...) Trzeci mój zakład Elektromontaż. Podobnie – za moją walkę z komunizmem znów zostałem zwolniony z pracy. Macie rok od 1970 do 1980. Chciałbym, żeby ktoś się tym zajął, bo na tym dobrze zarobi, jak napisze prawdę. Żeby porozmawiał z kierownikami i moimi przełożonymi z tamtego czasu. Niektórzy z tych ludzi oceniając mnie za samą pracę nie chcieli mnie zwolnić i wyrzucać i mieli z tego tytułu wiele nieprzyjemności – zapewniał Wałęsa. (PAP)

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 27 stycznia

Piątek, III tydzień zwykły
Powierz Panu swą drogę, *
zaufaj Mu, a On sam będzie działał.

+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Mk 4, 26-34
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter