22 czerwca
piątek
Pauliny, Tomasza, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Upadek dyktatora

Ocena: 0
869

Po 37 latach dyktatorskiego urzędowania do dymisji podał się prezydent Zimbabwe Robert Mugabe. Jest nadzieja, że kraj będzie teraz rządzony w sposób choć trochę mniej autokratyczny, choć obóz władzy pozostaje ten sam.

fot. Kremlin.ru, CC BY 4.0, Link

We wskaźniku demokracji (Democracy Index) stworzonym przez brytyjski Economist Intelligence Unit Zimbabwe znajdowało się w 2016 r. na 140. miejscu spośród 167 państw, a więc chociaż pośród „reżimów autorytarnych”, to wcale nie na najgorszej pozycji. Ci osądzani najbardziej negatywnie to: Korea Północna, Syria, Czad, Republika Środkowoafrykańska, Gwinea Równikowa i Turkmenistan. Tymczasem spuścizna rządów Mugabego jest szczególnie krwawa.

 

Od bojownika do prezydenta

Robert Mugabe to jeden z wielu afrykańskich polityków, którzy od lat 50. ubiegłego stulecia walczyli z kolonizatorami. Dzisiejsze Zimbabwe to dawna Rodezja (wcześniej – Rodezja Południowa), należąca do Wielkiej Brytanii od przełomu XIX i XX w. I, jak to bywa w państwach afrykańskich, zamieszkiwane jest przez rozmaite, niespecjalnie skore do współpracy plemiona. Szona stanowią blisko 55 proc. ludności, Ndebele zaś – 12,4 proc.

Ruch wyzwoleńczy organizowany był przez Afrykański Ludowy Związek Zimbabwe (ZAPU), od którego w 1963 r. odłączył się radykalny Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe (ZANU), w którym działał Mugabe. ZANU utworzył własną armię partyzancką ZANLA. Była ona finansowana i szkolona przez Chiny i inne państwa komunistyczne. To zaś spowodowało, że ZANU stawała się coraz bardziej podatna na wpływy ideologii komunistycznej, a zwłaszcza maoistowskiej.

Jako w pełni niepodległe państwo Zimbabwe istnieje od 1980 r. Pierwszym premierem został właśnie Robert Mugabe, a władzę objęła koalicja z udziałem ZANU (wspieranego przez Szona) oraz ZAPU (reprezentującego głównie Ndebele) i ugrupowań białych. Z początku wydawało się, że rządzący Zimbabwe marksiści będą działać w sposób umiarkowany: wspierali należące do białych wielkie plantacje (stanowiące 70 proc. ziemi) i realizowali program naprawy gospodarki wskazany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Dochodziło co prawda do walk plemiennych, ale udawało się osiągnąć porozumienie. W 1987 r. Mugabe zmienił urząd, ale tylko z nazwy – po zmianie systemu na prezydencki został szefem państwa o bardzo rozległych kompetencjach.

Do końca lat 90. w Zimbabwe sytuacja rozwijała się podobnie jak w innych krajach regionu: choć w polityce dochodziło do nieustannych wstrząsów, to rządzili ci sami ludzie z Mugabem na czele, gospodarka zaś miała się stosunkowo dobrze.

 

Skręt w lewo

W 1999 r. prezydent Zimbabwe przypomniał dobie o swoich politycznych korzeniach i dokonał radykalnego skrętu w lewo. Po części wiązało się to z pogarszającą się sytuacją gospodarczą, a także, o czym czasami się zapomina, także zdrowotną – 25 proc. społeczeństwa zostało zarażone wirusem HIV.

Jako sposób na poradzenie sobie z tymi problemami rządzący wymyślili zmianę układu własnościowego w rolnictwie, gdzie wciąż 0,6 proc. populacji (biali) kontrolowało 70 proc. ziemi. W 2000 r. wprowadzono reformę rolną, która miała doprowadzić do szybkiego przekazania gruntów czarnym. Doszło do napadów na farmy i białych farmerów, walk wewnętrznych, a w efekcie do drastycznego spadku produkcji rolnej. W rezultacie załamał się eksport, co spowodowało ogromne problemy gospodarcze.

Takie działania Mugabego zostały napiętnowane przez społeczność międzynarodową. W 2002 r. kraj został zawieszony w prawach członka brytyjskiej Wspólnoty Narodów (rok później sam z niej wystąpił). W tymże 2002 r. w USA weszła w życie ustawa, zgodnie z którą administracja amerykańska miała przeciwstawiać się jakiemukolwiek kredytowaniu Zimbabwe przez instytucje międzynarodowe.

W kraju narastały nastroje opozycyjne. W siłę rósł Ruch na rzecz Demokratycznej Zmiany, kierowany przez Morgana Tsvangiraia. W 2008 r. odbyły się wybory prezydenckie i parlamentarne; opozycja dowodziła, że Tsvangirai uzyskał 48-49 proc. głosów, podczas gdy Mugabe 41-42 proc. (oficjalne wyniki były korzystniejsze dla Mugabego). Doszło do drugiej tury wyborów i fali przemocy wobec opozycji; według oficjalnych danych Robert Mugabe zdobył aż 85,5 proc. głosów. Opozycja uznała to za farsę, a wspólnota międzynarodowa wyników tych nie uznała. W efekcie na Zimbabwe sankcje nałożyła m.in. Unia Europejska.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły