18 czerwca
poniedziałek
Marka, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Spór o prawo

Ocena: 4.5
454

– Żyjemy w klinczu resentymentów, żeby nie powiedzieć, że mściwości, po obu stronach konfliktu politycznego – zauważa dr Michał Łuczewski

fot. Radek Molenda / Idziemy

Z socjologiem dr. Michałem Łuczewskim rozmawia Radek Molenda

 

W wypowiedziach o „Polsce posmoleńskiej” przywołuje Pan grecką stasis – zasadę nowego ładu społecznego rodzącego się na gruncie morderczego konfliktu. Jaka jest polska stasis?

W języku greckim stasis oznaczało zarówno wojnę domową, jak i pokój, bezruch. Ja w stasis widzę pokój, który wyłania się z wojny – pokój, który w każdej chwili może się rozpaść. W kwietniu 2010 roku na chwilę takiego pokoju doświadczyliśmy. Ale tylko po to przeszliśmy od wojny domowej, żeby znów popaść w jeszcze większy konflikt. Dziś nadal toczy się bezpardonowa walka, której jednym z elementów stał się spór o prawo. W historii naszych społeczeństw prawo zawsze wykraczało poza porządek społeczny, pochodziło od Boga lub jego wybrańców. Kiedy dziś wydaje się nam, że prawo to coś, co stanowimy sami, cały czas ma ono dla nas aurę świętości. Sędziowie jawią się nam jako współcześni kapłani.

 

Śmierć Lecha Kaczyńskiego doprowadziła do pojednania i uspokojenia nastrojów?

To był właśnie ten chwilowy pokój, który powstał z chaosu i do chaosu powrócił. Stasis to najgorsza wojna, bo wojna w rodzinie. Paradoks polega na tym, że tę wojnę między nami, wojnę między partiami, projektuje się na wojnę w rodzinie właśnie. Jednym z kluczowych instrumentów prowadzenia walki politycznej jest bowiem przeciwstawianie „dobrego” Lecha Kaczyńskiego „złemu” Jarosławowi. Ich przeciwnicy przedstawiają ich jako skłóconych braci, niemal jak Abla i Kaina. Kiedy Jarosław Kaczyński wybuchł wściekłością na trybunie sejmowej, nazywając opozycję „kanaliami wycierającymi sobie mordy nazwiskiem jego brata”? Gdy jeden z posłów opozycji wygłosił mowę o Lechu Kaczyńskim jako symbolu prawa, który tego prawa bronił i rozumiał trójpodział władzy. To była zresztą cała seria tego typu prowokacyjnych działań. Było przypominanie, że Maria Kaczyńska byłaby przeciwko zaostrzaniu prawa antyaborcyjnego. Był Lech Wałęsa oskarżający Jarosława, że wyprawił swojego brata na śmierć, i insynuacje, że Jarosław idzie „po trupach do celu”.

W naszych społeczeństwach jedną z zasad pokoju jest przekształcenie walki „wszyscy przeciw wszystkim” w walkę „wszyscy przeciw wspólnemu wrogowi”. Nasza agresja kanalizowana jest wtedy we wspólnym prześladowaniu kozła ofiarnego, który staje się – jak mówili Grecy – skandalonem, tj. przeszkodą, zawadą, skandalem właśnie, fascynuje nas i zarazem odpycha. Taką rolę przed katastrofą smoleńską odgrywał Lech Kaczyński. Ci sami ludzie, dla których wtedy był głównym wrogiem, atakowanym i poniżanym, dziś na niego się powołują. Słyszymy więc, że Lech Kaczyński broniłby przed bratem Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądowniczej itd. Przypomina to zjawiska znane ze społeczeństw pierwotnych: kozłowi ofiarnemu po śmierci przypisuje się rolę dawcy prawa, to on staje się źródłem porządku.

 

Dziś z Jarosława Kaczyńskiego czyni się kozła ofiarnego, skandalona – tego, który jest przeszkodą, a jednocześnie fascynuje, przeciw któremu jednoczy się opozycja i ma się zjednoczyć społeczeństwo?

Niemal od początku III Rzeczypospolitej w o wiele większym stopniu niż Lech Kaczyński w roli kozła ofiarnego obsadzany był Jarosław Kaczyński. Myślę wręcz, że Lech był atakowany jako substytut brata. Jeśli Lecha lekceważono, chciano „zabić śmiechem”, to wobec Jarosława wytoczono cały szereg prześladowczych oskarżeń: Pytano „czy Jarosław jest Jarosławą”, a przed wyborami 4 lipca 2010 roku pojawiały się apele: „zrób wszystko, by Pierwsza Dama nie sikała do kuwety”. Wytykano mu wszystko: brak rodziny, prawa jazdy, konta w banku. Przez ostatnie dekady cały czas słyszymy żądania usunięcia z polityki Jarosława Kaczyńskiego, bo tylko to zaprowadzi w Polsce ład i porządek. Wojna domowa zaostrza się, żeby na chwilę stać się pokojem.

 

Jak ma się to do wspomnianego wyżej sporu o prawo?

Przypomnijmy sobie „czarne marsze” przeciw zaostrzaniu prawa aborcyjnego. Pragmatyczny Jarosław Kaczyński nie był zwolennikiem projektu „Ordo iuris”. Co z tego, skoro nie dość, że uczestnicy czarnego marszu obciążyli go propozycjami „Ordo iuris”, to na dodatek wespół z celebrytami uznali wprowadzane przez PiS zmiany za transgresję – przekroczenie dotychczasowych granic moralnego postępowania. Stąd np. insynuowano, że w efekcie zmian, za którymi stoi Kaczyński, każdy ojciec będzie mógł bezkarnie gwałcić swoją 11-letnią córkę. To, co widzieliśmy przy okazji „czarnych marszów”, odnosi się do pokazywania prób naprawy prawa, w tym reformy sądownictwa, jako najgorszej z transgresji. I to mimo tego, że sondaże nie pozostawiają wątpliwości: Polacy oceniają działanie polskich sądów bardzo źle. Rozsądek podpowiada, że partie powinny razem usiąść i zastanowić się, jak te sądy zmienić. Tymczasem tak nie jest. Jest ciągła walka i szukanie kozła ofiarnego.
 

Można to próbować przełamać?

Potrzeba powrotu do źródeł. W Monteskiuszowskiej idei trójpodziału władzy, na którą notabene wszyscy się dziś powołują, ten trójpodział nie jest sam dla siebie, ale musi do czegoś prowadzić, mianowicie służył on wolności politycznej wspólnoty oraz wolności poszczególnych obywateli, gwarantując im bezpieczeństwo. Nie potrzebujemy więc litery prawa, ale ducha prawa, który zapisany jest literą. Sama litera zabija prawo. Dla Monteskiusza demokracja oparta jest na miłości równości, ojczyzny i republiki. Kiedy choćby jednej z tych miłości nie ma – zaczynają rządzić ambicje albo chciwość. Myślę, że właśnie u polityków mamy problem z miłością ojczyzny. Stąd wygórowane ambicje, które dobrze widać np. u Zbigniewa Ziobry, choć nie zarzucam mu chciwości, którą widzę u wielu innych polityków. W tym kontekście warto spojrzeć na ostatnie działania prezydenta. Jego weta wobec ustaw o SN i KRS wymuszają pewne uspokojenie nastrojów. A zażądanie wyboru sędziów do KRS głosami trzech piątych posłów to niejako przymuszenie do większego współdziałania PiS z innymi.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Współtworzył w Lyonie kwartalnik „Chemin Neuf” (potem „FOI”). W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły