18 października
czwartek
Juliana, Lukasza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Sługa interesu publicznego

Ocena: 4.7
1511

Wzór człowieka, który przez całe życie dążył do prawdy – to określenie pasuje do niego najbardziej. Sędzia Bogusław Nizieński, postać legenda, skończył 90 lat.

fot. Radek Molenda / Idziemy

– Wzór? Mocna przesada. Tak ułożyła się moja historia, że nauczono mnie, co znaczy być prawym. Wierzę w słowa: „Prawda was wyzwoli”. Niestety, nie wszyscy ją kochają . Ale trzeba walczyć, by ludzi wychowywać w prawdzie – mówi na już wstępie.

 

Korzenie

– Ojciec, Kazimierz, oficer 30. Pułku Strzelców Kaniowskich, a wcześniej Legionów II Brygady, został w 1924 r. przeniesiony z warszawskiej Cytadeli do służby w Korpusie Ochrony Pogranicza na Wileńszczyźnie. Przyszło mi więc urodzić się w Wilnie, jak mówił marszałek Józef Piłsudski, miłym mieście. To miasto kocham najbardziej, do niego tęsknię, często je odwiedzam i chcę być z nim związany do końca – opowiada sędzia Nizieński.

Z radością wraca też myślą do czasów, kiedy – po ponownym przeniesieniu ojca – mając dwa lata, rozpoczął nowy okres w koszarach 23 Pułku Piechoty im. ppłk. Leopolda Lisa-Kuli we Włodzimierzu Wołyńskim – vis à vis słynnej Szkoły Podchorążych Artylerii. – Zasypiałem przy dochodzącej z placu apelowego pieśni żołnierzy „Wszystkie nasze dzienne sprawy”, budziła mnie pieśń „Kiedy ranne wstają zorze”, a między nimi, w ciągu dnia, był jeszcze hymn 23 Pułku: „Gdy ruszył na wojenkę, miał siedemnaście lat, a serce gorejące, a lica miał jak kwiat”. Te melodie zostały mi na całe życie – wspomina.

Kiedy miał sześć lat, ojciec wrócił do macierzystego 3. Pułku Piechoty Legionów II Brygady, już w Jarosławiu. Spędzili tam kolejne dziewięć lat. – Do dziś mam wystawioną w 1939 r. legitymację wojskową pozwalającą na wstęp do koszar. To jest dla mnie świętość – mówi z uśmiechem. Lata życia wśród piłsudczyków, żołnierska dyscyplina i prężność oraz wzór, który miał w ojcu, wyrzeźbiły w jego sercu umiłowanie polskiego wojska oraz obowiązek służby Polsce aż do ofiary z własnego życia. Chciał zostać żołnierzem Korpusu Kadetów lwowskiej „Jedynki”, ale nie zdążył.

 

W konspiracji

Na wieść, że Niemcy po 1 września 1939 r. wchodzą w głąb kraju, Garnizon Jarosław szybko zorganizował dla cywili transport w bezpieczniejsze – jak się wydawało – miejsce. Jedenastoletni Bogusław trafił z matką do Tarnopola. – Pamiętam to niedzielne popołudnie 17 września, kiedy watahy sowieckich żołdaków weszły do miasta i niszczyły je przez trzy dni. I kolumny naszych oficerów pędzone do obozów na Wschód. Dla mnie to był wielki dramat – wspomina.

Udało im się wrócić do Jarosławia, ojciec był już w oflagu. W wieku prawie 16 lat Bogusław trafił do jarosławskiej konspiracji. – Moim pierwszym zadaniem był nasłuch radiowy, tworzenie komunikatów wojennych i ich kolportaż. Potem rozpoczęły się wypady w plutonie dywersyjnym i następnie plutonie partyzanckim „Prokop” pod dowództwem por. Władysława Koby „Raka” – wzoru, który w czasie wojny zastąpił mi ojca. Za udział w akcji „Burza” spotkał mnie wielki honor: zostałem awansowany do stopnia starszego strzelca – wspomina.

W 1945 r. ojciec wrócił z obozu jenieckiego i został zwerbowany do Narodowej Organizacji Wojskowej, gdzie Bogusław trafił razem z nim, jako jego łącznik. Przygoda z NOW zakończyła się po roku dekonspiracją, a ojca – jako szefa sztabu NOW na okręg Rzeszów – aresztowano i skazano na siedem lat więzienia. Z kolei Władysław Koba, aresztowany we wrześniu 1947 r., bestialsko przesłuchiwany, został zabity i zakopany na podrzeszowskim cmentarzu. Bogusław Nizieński nie zapomniał o nim i po latach, z pomocą prof. Krzysztofa Szwagrzyka, doprowadził do ekshumacji kpt. Koby, którego pochował w 2016 r. z honorami wojskowymi w grobie rodzinnym w Przemyślu, już jako majora. – Dopiero wtedy tak naprawdę zamknąłem za sobą wojenny i konspiracyjny okres mojego życia. A powojenną działalność traktuję już jako służbę zastępczą Polsce – stwierdza.

 

Służba zastępcza

Po maturze, w latach 1946-50, Bogusław Nizieński studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim prawo i – osobno, przez dwa lata – nauki polityczne. Był to też okres działalności w zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość. Studia skończył z najlepszymi ocenami, jednak jako syn wrogów nowej władzy przez pierwsze siedem lat pracę znalazł jedynie jako kierownik biura zarządu AZS Kraków. Nie uważa jednak tego czasu za stracony. – Starałem się moich młodych kolegów przez sport odciągać od różnych marksistowskich ZAMP-ów [Związek Akademicki Młodzieży Polskiej – przyp. rm] – mówi. Sam aktywnie trenował piłkę nożną i stał na bramce w drużynie hokeja.

Po 1956 r. Kazimierz Nizieński został zrehabilitowany. – Nie był już wrogiem państwa, a ja mogłem przystąpić do pracy w wymiarze sprawiedliwości – wspomina jego syn. W latach 1957-1959 Bogusław Nizieński z wyróżnieniem odbył aplikację sędziowską, nie chciał jednak wstąpić do PZPR, więc nie mógł liczyć na więcej, niż od 1964 r. orzekanie w krakowskim sądzie wojewódzkim w sprawach kryminalnych.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Współtworzył w Lyonie kwartalnik „Chemin Neuf” (potem „FOI”). W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.



Najczęściej czytane komentarze

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI