12 grudnia
wtorek
Dagmary, Aleksandra, Ady
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Skazani na reformy

Ocena: 0
138

– Rząd nie miał wyjścia. Oczekiwania na zmiany społeczne były bardzo duże – mówi prof. Rafał Chwedoruk

fot. Monika Odrobińska/Idziemy

Z prof. Rafałem Chwedorukiem, politologiem, rozmawia Monika Odrobińska

 

Jak Panu się żyje w zreformowanym przez PiS kraju?

Wykonywany przeze mnie zawód wymaga dystansu. Ale nie powiem, żebym był zaskoczony rozwojem sytuacji w Polsce – tym, że mimo reformy goniącej reformę partia rządząca cieszy się niesłabnącym poparciem. Nagle Polacy zobaczyli, że państwo działa i że może złożyć obietnice, a co więcej: zrealizować je.

 

Co wynikło z niebieskiej teczki Beaty Szydło „Ustawy na 100 pierwszych dni” z kampanii wyborczej?

Z niebieskiej teczki PiS wycisnął to, co obywatele uznali za najważniejsze: politykę społeczną i gospodarkę. Program 500+ czy podwyższenie płacy minimalnej to kwestie, które przekładają się na nasze portfele lub portfele naszego otoczenia.

Państwo daje pieniądze, pozwala więcej zarabiać lub czyni życie bezpieczniejszym. Tak podnoszone przez niektórych relacje państwo-Kościół nie są dla społeczeństwa najważniejsze. I bliscy Kościołowi konserwatyści, i środowiska zlaicyzowane postrzegają dziś kwestie kulturowe jako perspektywę ingerowania władz publicznych w osobiste sprawy. Pokazały to czarne marsze – po dość dużych manifestacjach organizatorzy wieców zostali w politycznej próżni. To, czym zajmuje się opozycja – Trybunał Konstytucyjny, sądy – nie trafia w zainteresowania obywateli.

 

Złośliwi twierdzą, że programem 500+ PiS kupił sobie elektorat.

Współcześnie, w demokratycznych państwach, badania nad geografią wyborczą pozwalają politykom uzyskać wiedzę, gdzie mieszka najwięcej wyborców wahających się. W takie miejsca warto potem kierować rządowe inwestycje. Za jakiś czas wręcz matematycznie można wyliczyć, czy dana partia zwiększyła tam poparcie. Być może taka była strategia PiS.

Przez ostatnie 25 lat propagowano w Polsce skrajnie rynkowy model kapitalizmu, koncepcję, że życie społeczne jest dżunglą, np. jak sąsiad dostanie 500+, to na pewno moim kosztem. Okazało się, że jedynym alternatywnym sposobem myślenia jest odwołanie się do tradycyjnej wspólnotowości. Słabo w Polsce rozwinięta była lewicowa tradycja samoorganizacji słabszych grup społecznych, inaczej niż na Zachodzie. W poszukiwaniu wspólnotowości odwoływaliśmy się raczej do państwa, narodu, wartości chrześcijańskich. Jan Paweł II nie był postrzegany jako promotor wolnego rynku, ale jako nieformalny patron Solidarności, czyli związku zawodowego. Dlatego w Polsce sprzeciw socjalny przybrał wymiar kulturowo konserwatywny.

 

Wpływy z obniżenia rent i emerytur byłym funkcjonariuszom służb specjalnych, z uszczelnienia VAT i podatku bankowego są niższe niż wydatki socjalne: na 500+, Mieszkanie+, darmowe leki 75+. Czy budżet wytrzyma?

Większość tych reform to inwestycje, a nie prosty transfer socjalny. Inwestycje w popyt sprzyjają wzrostowi gospodarki i daje to szansę, że część kosztów się zwróci.

Dla Polaków punktem odniesienia jest często Skandynawia. Na początku XX w. były to biedne, skaliste kraje na peryferiach Europy. Już wtedy rozpoczęto politykę prospołeczną, poczynając od umów zbiorowych, ograniczających swobodę pracodawcy w kształtowaniu płac. Potem Skandynawowie ograniczali nierówności między obywatelami i między regionami. Do dziś państwa nordyckie są miejscem wysokiego standardu życia.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły