28 listopada
niedziela
Leslawa, Zdzislawa, Stefana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Rozbuchane elity

Ocena: 0
547

Amerykańska elita od początku traktowała prezydenta Trumpa jako intruza. Unijni potentaci mogą sobie pozwolić na przekraczanie uprawnień, ponieważ w sukurs idzie im rodzimy establishment.

fot. PAP/EPA/JUSTIN LANE

Książka słynnego dziennikarza Boba Woodwarda i jego młodszego kolegi Roberta Costa pod tytułem „Peril” (pol. niebezpieczeństwo, zagrożenie) wywołała za Atlantykiem wielkie zainteresowanie. Autorzy opisują w niej ostatnie miesiące prezydentury Donalda Trumpa. Jest to obraz mało budujący. Media głównego nurtu oczywiście skupiły uwagę czytelnika na zachowaniu byłego prezydenta, choć w istocie rzeczy zaniepokojenie muszą budzić działania amerykańskiej elity, która Trumpa od początku traktowała jako, delikatnie mówiąc, intruza.

 


TELEFONY DO CHIN

Największe zaskoczenie musi budzić postawa gen. Marka Milleya, przewodniczącego Kolegium Szefów Połączonych Sztabów, który bezceremonialnie wtrącał się do polityki, i to za plecami prezydenta, który jest przecież zwierzchnikiem amerykańskich sił zbrojnych. Tuż przed ubiegłorocznymi wyborami wywiad amerykański miał dojść do wniosku, że Chiny obawiają się ataku ze strony USA. Dziś, niemal rok później, nie ma żadnych dowodów – ani nawet poszlak – że Trump nosił się z takim zamiarem, niemniej gen. Milley takie podejrzenia potraktował poważnie. Dowodzi to skuteczności nieustannej propagandy prowadzonej przez media głównego nurtu, pokazującej byłego prezydenta jako szaleńca.

Na skutek tego raportu 30 października 2020 r., czyli cztery dni przed wyborami, gen. Milley zadzwonił do swego chińskiego odpowiednika, gen. Li Zuochenga, i zapewnił go, że rządy w USA są stabilne i że wszystko będzie okej. Już samo to stwierdzenie implikuje, że mogłoby być inaczej, i podważa zaufanie do Ameryki jako demokratycznego i praworządnego kraju. Ale to nic w porównaniu z tym, co gen. Milley potem powiedział: USA nie przygotowują żadnych działań zbrojnych w stosunku do Chin ani nie mają zamiaru dokonać napaści z użyciem siły ogniowej (ataku kinetycznego), ale gdyby mimo wszystko coś takiego miało nastąpić, to on przed tym zadzwoni do gen. Zuochenga, więc nie będzie żadnego „zaskoczenia”.

Trudno sobie wyobrazić, jaki był tok rozumowania gen. Milleya, bo nawet gdyby Trump zaiste był szaleńcem, to obowiązkiem amerykańskiego dowódcy wojskowego jest mimo wszystko dołożyć wszelkich starań, żeby podjęta akcja zakończyła się powodzeniem. Z powyższej wypowiedzi wynika również, że w przypadku takiej skrajnej sytuacji gen. Milley spodziewał się wzajemności ze strony swego komunistycznego odpowiednika. Nie wiadomo, na jakiej podstawie mógł oczekiwać jakiegoś przyjaznego rewanżu. Gen. Milley nie wyjaśnił tej sprawy także podczas wysłuchań w amerykańskim Kongresie, które miały miejsce po publikacji książki.

Dwa dni po zajściach z 6 stycznia w Waszyngtonie i wtargnięciu motłochu do budynku Kongresu gen. Milley ponownie zadzwonił do gen. Li Zuochenga i zapewniał go o stabilności swego kraju. Gen. Milley wykonał jeszcze wiele tego typu telefonów do przywódców sojuszniczych krajów.

Te rozmowy z gen. Zuochengiem spowodowały z jednej strony wezwania do dymisji generała, a z drugiej – zapewnienia, że działał on w granicach swoich uprawnień. Prezydent Biden szybko uciął wszelkie spekulacje co do losu gen. Milleya, stwierdzając, że ma do niego pełne zaufanie.

 


USUNĄĆ TRUMPA!

Gen. Milley wdał się także w rozmowy z Nancy Pelosi, odpowiednikiem naszego marszałka sejmu, która domagała się od niego podjęcia kroków mających na celu usunięcie Trumpa z urzędu. Dla niej haniebne rozruchy z 6 stycznia były dowodem na próbę zamachu stanu ze strony Trumpa. Toczące się w tej sprawie dochodzenie ponad wszelką wątpliwość wykluczyło taki scenariusz, ponieważ wydarzenia nie były koordynowane, a już tym bardziej przez Trumpa.

Przeciwnicy byłego prezydenta snuli spekulacje co do możliwości rozpętania przez Trumpa wojny atomowej tuż przed formalnym przekazaniem władzy zwycięskiemu Bidenowi. Według tej teorii stanowiłoby to pretekst do przedłużenia kadencji Trumpa. Biorąc pod uwagę, że prezydentura Trumpa cechowała się brakiem nowych konfliktów zbrojnych i wytężonymi wysiłkami w kierunku zakończenia istniejących (Syria, Afganistan), to trzeba było wykazać bardzo dużo złej woli, żeby wysunąć tego typu podejrzenia. Owszem, Trump do końca szukał możliwości utrzymania prezydentury, ale w granicach prawa. On jest twardym, bezwzględnym biznesmenem, ale nie jest szaleńcem.

Donald Trump przed wyborami i podczas całej swojej kadencji nie szczędził słów krytyki elitom, które od dziesięcioleci trzymają ster władzy. Z tego powodu jest on powszechnie znienawidzony przez establishment i dlatego w zmaganiach z nim wszystkie chwyty są dozwolone. Tę taktykę stosowano już przed wygranymi przez niego wyborami, gdy na podstawie dowodów sfabrykowanych przez sztab jego kontrkandydata, Hillary Clinton, członkowie sztabu wyborczego Trumpa byli podsłuchiwani.

Te wysiłki były kontynuowane przez całą prezydenturę Trumpa. Śledztwo dotyczące jego rzekomej zmowy z Rosją ciągnęło się latami i paraliżowało rządy. W sumie cała sprawa okazała się całkowicie wyssana z palca.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 28 listopada

Niedziela, I Tydzień Adwentu
«Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie».
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Łk 21,25-28.34-36
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Spojrzenie w niebo (komentarz "Idziemy")

+ Odpust dla zmarłych przez cały listopad



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter