25 kwietnia
środa
Marka, Jaroslawa, Wasyla
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Realny sojusznik

Ocena: 0
302

– Najważniejsze w wizycie amerykańskiego prezydenta w Polsce, wciąż oskarżanego o sprzyjanie Rosji, były jego zdecydowane słowa, że Rosja nie ma racji – ocenia w rozmowie z "Idziemy" politolog prof. Piotr Wawrzyk.

fot. arch. Piotra Wawrzyka

Z prof. Piotrem Wawrzykiem, politologiem z Instytutu Europeistyki UW,  rozmawia Radek Molenda

 

Prezydent Donald Trump nie szczędził Polakom miłych słów. Czy jednak powiedział coś istotnego dla naszych interesów na arenie międzynarodowej, wartego trzymania go za słowo?

Powiedział co najmniej kilka takich rzeczy. Po pierwsze, że wojska amerykańskie u nas pozostaną. Po drugie, przyznał Polsce rację co do naszego stanowiska w sprawie imigrantów i wielkiego kryzysu imigracyjnego w Unii Europejskiej. Po trzecie, upewnił nas, że polskie władze mają ten sam, co Ameryka, pogląd w kwestii praprzyczyn problemów europejskich. Czyli chodzi o brak tożsamości, identyfikacji z tradycją i kulturą europejską, z wartościami, które legły u podstaw Europy.

 

Czy ta wizyta ma szansę coś zmienić w polityce międzynarodowej, choćby przez urealnienie inicjatywy Trójmorza?

Na pewno. Bardzo ważne jest to, że Amerykanie chcą współuczestniczyć w realizowaniu przedsięwzięć w ramach tej inicjatywy. Kolejna sprawa to realne partnerstwo USA i Polski, jeśli chodzi o dostawy gazu w ramach dywersyfikacji. Podczas tej wizyty usłyszeliśmy kilkakrotnie zapewnienie, że Ameryka będzie go nadal sprzedawała do Europy.

 

Jak wizytę swojego prezydenta w Polsce odebrała Ameryka? Nastąpiło jakieś przełamanie uprzedzeń wobec Trumpa?

Pewnie nie do końca. W Ameryce akcentowano nieco inne, niż w Polsce, sprawy. Według tamtejszych doniesień, najważniejsze były zdecydowane słowa Trumpa, oskarżanego wciąż o sprzyjanie Rosji, że Rosja nie ma racji. I że z Rosją coś trzeba zrobić.

 

A podejście do Donalda Trumpa w Polsce?

Nie od dziś kochamy Amerykanów, amerykańskich prezydentów. A Trump zapadnie nam w sercach szczególnie przez to, że w czasie przemówienia na placu Krasińskich tak wiele miejsca poświęcił naszej historii, tak wiele miał uznania dla polskiej kultury i wartości, które legły u podstaw naszej tożsamości narodowej. Przypuszczam także, że tym przemówieniem bezdyskusyjnie zdobył głosy Polonii amerykańskiej, co ma znaczenie w perspektywie wyborów prezydenckich w USA, które już za 3,5 roku.

 

Choć potwierdził pkt. 5 Paktu NATO, Trump nie dał jednak explicite gwarancji utrzymania kontyngentu amerykańskich wojsk w Polsce?

Podtrzymał jednak, co trzeba docenić, zobowiązania sojusznicze Amerykanów wobec partnerów europejskich. Zaznaczył przy tym, że także sama Europa powinna inwestować we własne bezpieczeństwo. I przy tej okazji przytoczył przykład Polski.

 

Możemy już mówić, że wiemy więcej o kursie Trumpa wobec naszych wschodnich sąsiadów?

Bez wątpienia Trump jest dla Putina o wiele gorszym partnerem, niż był Barack Obama. Ten był uważany za antyrosyjskiego, ale liczył się z Rosją. Natomiast Trump ma jeden tylko punkt odniesienia wobec Rosji, i nie tylko: interes Ameryki i jej sojuszników. A jeśli Rosja ten interes narusza, będzie za to karana! Przykład mieliśmy już w Syrii, gdzie Trump nie pytał Putina, jak Obama, czy zbombardować bazę lotnictwa syryjskiego w odpowiedzi na gazowanie Syryjczyków, ale to zrobił.

 

Czyli Trump nie zmieni w Hamburgu, wobec Putina, swojej narracji odnośnie do Rosji?

Myślę, że widząc obecne, antyrosyjskie deklaracje, ale i działania Trumpa, Putin nawet nie będzie usiłował go przekonywać, by zmienił stanowisko wyrażone poprzedniego dnia w Warszawie.

 

Pojawiały się głosy, że wizyta Donalda Trumpa zepsuje nasze stosunki z Unią, zantagonizuje nas z Europą…

Ta narracja ani nie była realna przed tą wizytą, ani nie jest realna teraz. To są dwie całkiem różne kwestie. Gdyby Trump takie przemówienie, jak w Warszawie, wygłosił w Berlinie – czy ktoś mówiłby, że to osłabia więzi Niemiec z Europą? Współdziałanie państw należących do UE nie polega na graniu na tym samym fortepianie. Każde z tych państw realizuje własną politykę w kontaktach z krajami trzecimi. To, co robimy z Amerykanami, w żaden sposób nie koliduje z naszymi zobowiązaniami wynikającymi z członkostwa w UE, możemy więc to robić, nie narażając się na jakiekolwiek reperkusje.

 

Warszawska wizyta Trumpa wzmocni pozycję prezydenta Andrzeja Dudy w Polsce i na świecie?

Główną osobą obok prezydenta Stanów Zjednoczonych, i głównym występującym w imieniu Polski, był nasz prezydent. Widać było, że premier Beata Szydło pozostała w cieniu, a i Trump nie spotkał się – wyłączając Andrzeja Dudę – z innymi polskimi politykami. Trzeba więc powiedzieć, że ta wizyta – że do niej doszło, że tak, a nie inaczej przebiegła, że usłyszeliśmy na placu Krasińskich wiele dobrych słów – jest osobistym sukcesem prezydenta Polski i jego wielką zasługą. Warto wyrazić też ogromne podziękowania dla Kancelarii Prezydenta RP, która w każdym aspekcie stanęła na wysokości zadania.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Współtworzył w Lyonie kwartalnik „Chemin Neuf” (potem „FOI”). W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.


- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły