25 września
poniedziałek
Aurelii, Wladyslawa, Kleofasa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Propaganda w elementarzu

Ocena: 0
1859

Jak komuniści od dzieciństwa formowali socjalistycznych obywateli? – mówi prof. Joanna Wojdon w rozmowie z Moniką Odrobińską

Z prof. Joanną Wojdon, autorką książki „Świat elementarzy”, rozmawia Monika Odrobińska

 

Kto tworzył podręczniki w dobie PRL-u?

Mimo że na elementarzu widniało nazwisko jego autora, nie był on jedynym jego twórcą. Nad tym, co stworzył, pastwiło się potem wielu ludzi: od redaktorów z wydawnictwa, przez ministerstwa, po cenzora. Dopiero po wielu korektach książka trafiała do szkół. Każde słowo podręcznika było analizowane. Treści błahe uważano za marnowanie miejsca, każdy fragment miał bowiem pokazywać coś pożytecznego. Brał w tym udział cały aparat państwa. Od lat pięćdziesiątych w Polsce starano się zachować umiar i zaczęto wycofywać się z propagandy np. w podręcznikach do przedmiotów ścisłych, bo ludziom trudno było już przełknąć liczenie na snopowiązałkach.

 

Dlaczego tak ważne było dotarcie do najmłodszego czytelnika?

Istniała wówczas pokusa, by urabiać dzieci na modłę systemu. Jednak w zestawieniu z podręcznikami do wyższych klas, które także badałam, elementarze były najmniej upolitycznione. To urabianie było więc sukcesywne. Recenzenci mojej książki „Świat elementarzy. Obraz rzeczywistości w podręcznikach do nauki czytania w krajach bloku radzieckiego” utrzymywali, że elementarz był jednym z narzędzi służących tworzeniu nowego człowieka. Ale w elementarzach zachodnioeuropejskich też jest to zauważalne, nie było więc specyfiką PRL. Pokusa urabiania człowieka, który nie jest jeszcze niczym zepsuty i skażony, pojawia się w każdym czasie i w różnych systemach ustrojowych.

 

Na kogo miały nas wychować te podręczniki? Pytam o „nas”, bo i Pani, i ja wychowałyśmy się na „Literach” Przyłubskich, następcy „Elementarza” Falskiego.

Lepszy „ja” miał być uformowany przez ideologię komunistyczną. Ideałem systemu był obywatel aktywnie udzielający się w pracy, czyli przodownik, działający dla dobra ogółu, szanujący wspólne mienie, biorący udział w uroczystościach państwowych, a także szanujący władze państwowe. W dzisiejszych podręcznikach też to mamy. To wszystko postulaty nie do zrealizowania, jedynie ukazanie wzorca.

W to „elementarzowe” wychowanie były wplecione także wartości uniwersalne, nie tylko polityczne: utrzymywanie porządku w klasie czy poczucie dumy narodowej. Te uniwersalne wartości pomagały przełknąć tę pigułę i nie odrzucić jej w całości. Ideologia uderza nas wtedy, kiedy się z nią nie zgadzamy. Dobrze, jeśli dzieci pomagają staruszce przejść przez jezdnię, ale czy to zaraz musieli być pionierzy w czerwonych chustach? To już było oddziaływanie na granicy nauki dobrego wychowania i indoktrynacji.

 

Historia i literatura powinny być także udziałem wychowania domowego. Nasi rodzice i my – rodzice następnego pokolenia – wychowaliśmy się na elementarzach PRL-owskich. Czy to ciąży na budowaniu świadomości historycznej?

Są badacze pedagogiki, którzy twierdzą, że największe znaczenie dla kształtowania świadomości historycznej ma rodzina. W tym znaczeniu podręczniki peerelowskie miały trudne zadanie, bo nie zgadzały się z przekazem rodzinnym. Bolącym przykładem dla komunistów był rok 1968, gdy okazało się, że szkolna indoktrynacja nic nie dała. Z kolei ksiądz Tischner twierdził, że wychodzi z nas homo sovieticus. Prawda o tym, kto wpływa na świadomość historyczną młodego człowieka, jest więc gdzieś pośrodku.

Rodzice czują sentyment do swoich podręczników, bo były kolorowe i kojarzą się z dzieciństwem. Są więc tym bardziej niebezpieczne, bo ufa się im często bezkrytycznie. Babcie, które dziś z rozrzewnieniem kupują wnukom reprinty „Elementarza” Falskiego, także biorą go z całym dobrodziejstwem inwentarza: z pochodami pierwszomajowymi, z Kaziem wychwalającym Nową Hutę. Z Falskiego robi się dziś ikonę. Owszem, był opozycjonistą i sygnatariuszem Listu 34 przeciw cenzurze, ale godził się także na dodawanie elementów indoktrynacji w swoim „Elementarzu”.

Peerelowskich podręczników nie trzeba demonizować, w porównaniu z elementarzami w innych krajach bloku wschodniego były całkiem przyzwoite, z ich kart nie wyzierał np. Stalin. Ale już w zestawieniu z ówczesnym przekazem telewizyjnym czy podniosłymi uroczystościami państwowymi stawały się elementem propagandy. Jako dorośli nie uświadamiamy sobie, skąd czerpiemy nasze przekonania – a już na pewno nie wskażemy na podręczniki. Dziecko i młody człowiek nasiąka wszystkim, co go otacza.

 

Elementarz to pierwsza samodzielna lektura, przyjmuje się ją bezkrytycznie, za dobrą monetę – tym bardziej że wspiera ją autorytet nauczyciela. Na jakich polach indoktrynowano dzieci z bloku sowieckiego?

Indoktrynowano na wszystkich polach. Wymienię od najwyższych w hierarchii społecznej. Po pierwsze, patriotyzm. Włosi np. pokazywali ojczyznę jako piękne krajobrazy, w polskich podręcznikach mamy złote pola obowiązkowo z kombajnami, w tle słupy energetyczne i dymiące kominy, a nawet samolot i patos górnika. Dalej, wychowanie państwowe: flaga, symbole narodowe, aparat przymusu, czyli wojsko – to wszystko miało budzić respekt. Potem rozwój techniki i przemiany cywilizacyjne, i wpływająca na nie współpraca wszystkich grup społecznych. Dorośli w podręcznikach to rodzice, ale przedstawiani zawsze jako przede wszystkim pracownicy – tata nawet przy stole siedział w garniturze – a dopiero potem jako domownicy. Szkoła to była instytucja socjalizująca i wychowująca w konkretnym kierunku: były w niej organizacje i akcje społeczne. Bohater elementarza był zbiorowy – dzieci występowały zawsze w kolektywie i zawsze działały pożytecznie, dając przykład młodszym, a czerpiąc wzór ze starszych. W zachodnich podręcznikach – dla odmiany – dzieci w czasie wolnym się bawiły. Osobną sprawą były święta państwowe – niezwykle ważne dla systemu; w tym dziale obecne są wszystkie wspomniane wątki.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły