24 września
poniedziałek
Gerarda, Ruperta, Tomiry
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Potrzebujemy mężów stanu

Ocena: 0
1492

Nie ma u nas mężów stanu i nieprędko się pojawią, ponieważ nad Wisłą nie ma warunków, aby się narodzili.

fot. Michał Ziółkowski/Idziemy

Zawsze trzeba rozmawiać

O tym, czy spór o ustawę o IPN stanowi nasz sukces, dowiemy się w przyszłości. Na razie, moim skromnym zdaniem, sprawy nie wyglądają różowo. W kilka godzin po tym, jak 5 lutego minister Czaputowicz podczas konferencji prasowej wygłosił swą optymistyczną opinię, świat obiegła wiadomość, że izraelski minister edukacji Naftali Bennett powiedział, że jest zaszczycony (I am honored) faktem, iż polski rząd odwołał jego wizytę w Warszawie. Pomińmy to, czy nasza strona zaprosiła pana Bennetta, czy też sam się zaprosił; takie szczegóły mało kogo obchodzą. Nawet jeśli nie było zaproszenia z naszej strony, to w opinii światowej fakt, że nie chcemy wizyty i rozmów o ustawie o IPN i udziale Polaków w Holokauście, jest postrzegany jeśli nie jako jednoznaczne przyznanie się do winy, to przynajmniej jako objaw tego, że mamy nieczyste sumienie.

Najwyraźniej strona izraelska zastawiła pułapkę. Wieść o planowanej wizycie rozbiegła się po świecie i odmowa ze strony polskiej była właśnie tym, na co czekał Naftali Bennett – dowodem, że Polska nie chce dialogu, a zatem pośrednim przyznaniem, iż polski punkt widzenia jest błędny. Szef MSZ zapewne nie zdaje sobie sprawy z tego, że (używając bokserskiej terminologii) w oczach światowej opinii został posłany na deski.

W polityce światowej o interesie narodowym
nie zapomina się nigdy.

Warto tu podkreślić, że do Warszawy miał przyjechać minister edukacji, czyli osoba, która powiedziałaby dużo złego na temat Polski, ale bez dyplomatycznych konsekwencji. Tak, czy owak, pani rzecznik rządu winna była powiedzieć, że owszem, z radością polski odpowiednik (minister edukacji) powita izraelskiego ministra w Warszawie, albo że szczegóły wizyty muszą by jeszcze dograne – czy coś podobnego. Natomiast nie wolno było dać odpowiedzi odmownej! To jest ABC polityki międzynarodowej: my zawsze jesteśmy gotowi rozmawiać z drugą stroną, szczególnie z państwem, z którym chcemy utrzymywać dobre stosunki.
Błędem byłoby skupienie całej uwagi na MSZ. Jeszcze większą winę ponosi inicjator tej ustawy, ministerstwo sprawiedliwości i premier, który rzecz zatwierdził i posłał pod obrady Sejmu.

 

Za jaką cenę?

Z czasem spór o nowelizację ustawy ucichnie, co nad Wisłą zapewne zostanie uznane za objaw sukcesu. Ale, powtórzmy, w polityce światowej panuje ciągłość, tam o interesie narodowym nie zapomina się nigdy. Wcześniej czy później, gdy będzie dogodna okazja, za tę nowelizację, którą były premier Jan Olszewski uznał na bubel prawny, a Klub Jagielloński ustalił, że nie była ona należycie konsultowana, przyjdzie nam zapłacić. Jedyną kwestią jest, kiedy to nastąpi i jak wysoka to będzie cena.

Są tysiące sposobów, w jaki to może nastąpić. Sprawą, która natychmiast przychodzi do głowy, jest twarde amerykańskie poparcie dla roszczeń żydowskich (np. w drodze ustawy 447). Przecież amerykański Departament Stanu apelował do Polski o nieuchwalanie tej nowelizacji, a my zrobiliśmy swoje. Podobno ma to nie zaszkodzić naszym stosunkom z USA. Czy rząd Stanów Zjednoczonych po to wydaje oświadczenia, żeby zostały zignorowane? Czy supermocarstwo może sobie pozwolić na granie mu na nosie? Czy sekretarz Rex Tillerson zajmuje się błahostkami? Odpowiedzi są chyba oczywiste.

W sumie patrząc na tę sprawę zza oceanu, nie sposób odnieść wrażenia, że wpadliśmy w starannie zastawione sidła. Ustawa była słabo przygotowana, a po wybuchu sporu działania naszego rządu były prowadzone tak samo, jak uprzednie zmagania z UE: robimy swoje bez względu na międzynarodowe reperkusje – czyli łatwe do przewidzenia. Skutkiem tego w Polsce zapewne odnowią się stare urazy na linii polsko-żydowskiej, a w to graj syjonistom, ponieważ z ich punktu widzenia nie ma większego nieszczęścia niż przyjazne stosunki pomiędzy naszymi narodami.

Postępujemy tak, jakbyśmy działali zgodnie ze scenariuszem
napisanym przez naszych adwersarzy.

Nasze stosunki z USA ulegają gwałtownemu pogorszeniu, że o rozdrapywaniu ran polsko-ukraińskich nie wspomnę. Rzut oka na opisy tego sporu dokonywane przez czołowe agencje światowe nie pozostawia wątpliwości: nasza pozycja międzynarodowa ulega gwałtownemu pogorszeniu. Skutkiem tego i uprzednich sporów jesteśmy skłóceni praktycznie ze wszystkimi. Mówiąc wprost, postępujemy tak, jakbyśmy działali zgodnie ze scenariuszem napisanym przez naszych adwersarzy. Niestety, sprawy tak długo będą się rozwijać w tym kierunku, jak długo będzie nam brakować mężów stanu. Boże, obdarz nas mężami stanu!

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI