17 czerwca
poniedziałek
Laury, Marcjana, Alberta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Polityka pod prąd

Ocena: 4.8
1273

Wielu polityków nie chce tej rewolucji widzieć, bo ma charakter odgórny, jest oficjalną polityką Unii Europejskiej, akceptują ją państwa, a w społeczeństwach zachodnich budzi już niewielki opór. W jej deklaracjach widzą jedynie groteskową „poprawność polityczną” albo marginalne „lewactwo”, w jej instytucjach – warunki, z którymi trzeba się pogodzić. Takie dezorientowanie opinii publicznej karmi „naszą bierność”, zjawisko tak dokładnie opisane przez cały krytyczny nurt myśli polskiej – przez Krasińskiego, Norwida, Dmowskiego. Zamiast się męczyć polityką, zamiast modlić się tak często bezowocną pracą (bo – jak uczył o. Jacek Woroniecki OP – czyn może być modlitwą), lepiej z dobrym kwietystycznym samopoczuciem czekać na interwencję Opatrzności, aż samo to minie.

 

Trwanie czy konformizm?

Ta nasza bierność wcale nie oznacza przy tym braku odwagi; rzecz w tym, że w niedostatecznym stopniu jest to odwaga cywilna. Utrwalona przez lata niewoli kultura polityczna jest raczej kulturą trwania w zbiorowym sprzeciwie, niż kulturą nonkonformizmu. Dlatego opinia chrześcijańska tak łatwo ulega u nas popularnym autorytetom, bez żadnych gwarancji, że będą bronić zasad cywilizacji chrześcijańskiej. Dlatego powstaniem styczniowym mogli kierować Czerwoni, mimo przestróg ze strony tak wybitnych mężów stanu i Kościoła, jak święty abp Zygmunt Szczęsny Feliński czy Andrzej Zamoyski. Dlatego po zamachu majowym połowa prawicy przeszła na stronę sanacji, ignorując jej socjalistyczne korzenie i laicyzujące ustawodawstwo w latach 30. Dlatego kard. Stefan Wyszyński mówił z goryczą w latach 50., że Polska do tej pory właściwie nie miała katolickiej inteligencji. Choć Dmowski pisał, że katolicyzm „nie jest zabarwieniem polskości na pewien sposób” – w życiu politycznym bywał na ogół oprawą.

Dziś też wielu z nas namiętnie, uparcie i nawet jeśli nie bezkrytycznie, to bezwarunkowo popiera partię, która zamiast bronić życia i przeciwstawić się rewolucji genderowej – proponuje nam wypisywanie haseł na paszportach. Wielu pytanych, dlaczego „ta partia jest nasza”, odpowie: „jak to dlaczego, dlatego, że wszyscy ją popieramy”. „Ale dlaczego ją popieracie?” „Bo walczy z tymi, którzy niszczą to, co kochamy”.

To pozornie racjonalne rozumowanie ma swoje oczywiste słabości. Z faktu, że bezradni wyborcy katolicy chcą schronić się pod skrzydła jakiegoś popularnego polityka, nie wynika, że ten przywódca będzie działał, by Polska byłą państwem cywilizacji chrześcijańskiej. Tym bardziej, jeśli niczego takiego nie obiecuje, jeśli jedyną jego sugestią – bo często nawet nie obietnicą – jest zatrzymanie (na poziomie już dokonanej destrukcji) wywrotowej akcji naszych przeciwników. Owszem, przeciwnicy naszych przeciwników mogą być naszymi sprzymierzeńcami, ale to wcale nie znaczy, że zrobią za nas to, co do nas należy.

Pamiętam decyzję władz Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego o poparciu Lecha Wałęsy w 1990 r. Wspólnie z Marianem Piłką przekonywaliśmy kolegów, że w tych pierwszych wolnych wyborach należy wystawić własnego kandydata, należy pokazać nasze poparcie, a Wałęsę – jak mówiliśmy – „zdążymy poprzeć w drugiej turze”. Antoni Macierewicz przekonywał jednak, że nie ma chwili do stracenia, że z Wałęsą musimy być od godziny zero, że trzeba być we właściwym obozie, nie dystansować się od „jedności”. Nie czyniłbym mu z tego zarzutu, skoro jeszcze dziś Jarosław Kaczyński powtarza, że poparcie Wałęsy było wtedy konieczne. Jednak czy było konieczne aż tak, żeby prawica katolicka rezygnowała ze swej tożsamości?

 

Nadszedł czas

Politykom w takich akcjach chodzi na ogół o budowanie własnej siły, o ustawienie swego wozu za rydwanem zwycięzcy. Motywacje opinii, wyborców, którzy nie mają w tym osobistego interesu, są mniej małoduszne. Dlaczego ulegają popularności tych, którzy mogą być jedynie (i to warunkowo) sojusznikami? Na ogół z potrzeby „udziału we wspólnocie”, owego trwania w zbiorowym oporze. Ale czas już, by opinia katolicka była świadomym podmiotem, by serio traktowała uroczyste zobowiązania złożone Bogu w Akcie Jubileuszowym – tym bardziej spoczywające na nas, im bardziej nieobecność oficjalnych przywódców była wtedy widoczna.

Tu nie chodzi bowiem o żadne partykularne czy pięknoduchowskie cele. Życie, rodzina, wychowanie – to podstawy życia społecznego, od nich zależy rzeczywisty rozwój narodu. Nie można ich relatywizować. A „tęczowy piątek” pokazał, jak permanentna rewolucja trwa w najlepsze obok nas. Owszem, cywilizacja życia i prawa rodziny to również ideały, i trzeba być świadomym, że nie zawsze są rozumiane czy realizowane. Ale ich pomijanie czy pomniejszanie może być jedynie zachętą do większej cierpliwości, gdy trzeba wyjaśniać ich znaczenie – w żadnym zaś wypadku nie może być usprawiedliwieniem dla podważania ich obowiązywalności.

Nie rezygnuje się z niepodległości dlatego, że nie wszystkim na niej zależy. I nie wyhamowuje się walki z korupcją, jeśli jakaś część społeczeństwa nie widzi w niej problemu. Cywilizacji chrześcijańskiej też nie można bronić częściowo. Ma ona swoje prawa podstawowe; gdy odłożono je na bok, gdy podporządkowano je rzekomym „wspólnym wartościom” liberalizmu – cywilizacja chrześcijańska zaczęła upadać. W polityce zawsze działać trzeba stopniowo, ale tylko zasady gwarantują polityce właściwy kierunek. Zasady – jak uczy Jan Paweł II w art. 73 Evangelium vitae – o których „absolutnym” charakterze zawsze pamiętamy, deklarowane w sposób „osobisty (…) jasny i znany wszystkim”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 czerwca

Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb!” A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu.

Dziś w Kościele: poniedziałek XI tydzień zwykły
+ wspomnienie św. brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 2 Kor 6,1-10; Ps 98 (97),1bcde. 2-3b.3c-4; Mt 5,38-42.
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -

JAN PAWEŁ II MÓWIŁ DO NAS

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II w czerwcu 1979 roku do Polski zmieniła trwale naszą ojczyznę i nas samych. Co wtedy papież chciał nam przekazać? Co zapamiętaliśmy?
+ 2 czerwca: Warszawa - Okęcie i Plac Zwycięstwa (1)
+ 3 czerwca: Warszawa i Gniezno (2)
+ 4 czerwca: Czestochowa (3)
+ 5 czerwca: Czestochowa (4)
+ 6 czerwca: ostatni dzień w Częstochowie i Kraków (5)
+ 7 czerwca: Kalwaria Zebrzydowska, Wadowice, Oświęcim-Brzezinka (6)
+ 8 czerwca: Nowy Targ, Kraków (7)
+ 9 czerwca: Kraków, Nowa Huta, Kraków (8)
+ 10 czerwca: Kraków i pożegnanie z ojczyzną (9)