18 stycznia
sobota
Piotra, Małgorzaty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Niepokój na granicy

Ocena: 0
683

W 1944 r. Moskwa zabrała Estonii – wówczas była to Estońska Socjalistyczna Republika Radziecka – dwa fragmenty jej terytorium i przekazała Rosyjskiej Federacyjnej SRR. Niepodległa dziś Estonia tego nie uznaje.

fot. Arno Mikkor / EU2017EE Estonian Presidency / flickr.com / CC BY 2.0 / Link

Prezydent Estonii Kersti Kaljulaid

Chodzi m.in. o miasteczko Pieczory, po estońsku Petseri, niedaleko Pskowa. W 1920 r. sowiecka Rosja zawarła z Estonią traktat w Tartu, kończący wojnę estońsko-bolszewicką. Rosjanie potwierdzili w nim niepodległość sąsiada. Ustalona w traktacie granica między obu krajami przebiegała na wschód od Pieczor. We współczesnej konstytucji Estonii znajduje się nawiązane do tego traktatu. Jest to szczególnie ważne, oznacza bowiem, że dzisiejszy Tallin uznaje ciągłość historii kraju. Uznaje też włączenie Estonii w 1940 r. do ZSRR za sowiecką agresję i okupację i nie przyjmuje do wiadomości powojennych zmian granic, m.in. przejęcia przez Rosyjską FSRR Pieczor i wschodniego brzegu rzeki Narwy.

Przed wojną w Pieczorze Estończycy stanowili większość – 57 proc. Ale po zmianie granic zmuszono ich do opuszczenia miasta i według oficjalnych danych w 2002 r. stanowili zaledwie 1,4 proc. mieszkańców. W samej Estonii Rosjanie stanowią ponad jedną czwartą ludności, przy czym wielu z nich albo przybyło tu dopiero po wojnie, albo są potomkami przybyszy z centralnej Rosji – głównie urzędników i wojskowych. Taka była polityka narodowościowa ZSRR: gdy odsetek miejscowej ludności drastycznie spadał, łatwiej można było prowadzić rusyfikację. To ma swoje konsekwencje i dziś: miejscowi Rosjanie są potencjalną „piątą kolumną”, mogącą rozsadzić kraj od środka.

Zaczęło się od oświadczenia przedstawiciela rosyjskiego MSZ, iż wspomniany traktat z 1920 r. jest już historią. Bo z rosyjskiego punktu widzenia porozumienie z Tartu nie obowiązuje, gdyż dzisiejsza Estonia jest czymś zupełnie innym niż przedwojenna. Powód jest prosty: Moskwa uważa, że w 1940 r. nie było żadnej sowieckiej agresji, a niewielki kraj ze stolicą w Tallinie przyłączył się do Związku Sowieckiego całkowicie dobrowolnie i z wielką chęcią. Urzędujące na Kremlu Prezydium Rady Najwyższej ZSRR mogło więc bez przeszkód zmieniać granice tej sowieckiej już republiki. Uczyniło to zresztą także w odniesieniu do sąsiedniej Łotwy, zabierając jej miasteczko Abrene (po rosyjsku Pytałowo).

W 2005 r. prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że Łotysze „prędzej dostaną uszy zdechłego osła niż Pytałowo”. Ostatecznie w 2007 r. Ryga zrzekła się roszczeń o Abrene. Jednak Estonia pozostała nieugięta i sprawa kilku procent jej terytorium ciągle wraca do debaty międzynarodowej.

„Nie chcemy nawet skrawka rosyjskiej ziemi. Pragniemy jedynie odzyskać naszą” – pisał na Facebooku przewodniczący parlamentu estońskiego Henn Polluaas. Lider Estońskiej Konserwatywnej Partii Ludowej nie tylko wezwał Moskwę do oddania zabranych ziem, ale też porównał ich status do tego, jaki ma okupowany przez Rosję Krym.

Gniewne reakcje ze strony Rosji tylko podsyciły niepokój w Tallinie. Na próżno rosyjska ambasada w Tallinie przypomniała wystąpienie prezydenta Rosji Władimira Putina, w którym podkreślił on, że jego kraj „nie zamierza na nikogo napadać”. – Zagrożenie rosyjskie to wymysł tych, którzy chcą skorzystać z odgrywania roli pierwszego oddziału walki z Rosją i uzyskać z tego jakieś bonusy czy preferencje – dowodził.

Estończycy doskonale pamiętają rok 2007. Doszło wówczas do sporu między Tallinem a Moskwą w kwestii przeniesienia pomnika tzw. Brązowego Żołnierza – „sowieckiego wyzwoliciela”. Podczas burzliwych zamieszek z udziałem miejscowych Rosjan, jedna osoba poniosła śmierć, a około pięćdziesięciu zostało rannych. Potem doszło do zmasowanego cyberataku na rozmaite estońskie urzędy i instytucje, bez wątpienia inspirowanego przez stronę rosyjską.

Prezydent Estonii Kersti Kaljulaid oświadczyła, że do obrony jej kraju wobec zagrożenia płynącego ze wschodu powinno być gotowe NATO. Po niedawnym spotkaniu z Jensem Stoltenbergiem, sekretarzem generalnym Sojuszu, podkreśliła, że „nie jest tajemnicą, iż Rosja nie szanuje własnego podpisu na porozumieniach międzynarodowych” (czyli na traktacie z Tartu). Jej zdaniem w pobliżu wschodniej granicy NATO znajdują się siły rosyjskie porównywalne do tych, które wzięły udział w wielkich manewrach „Zapad” („Zachód” – 100 tys. żołnierzy w 2017 r.).

Estońska pani prezydent uważa, że nie ma bezpośredniego, natychmiastowego zagrożenia rosyjską inwazją. Ale tak wielka liczba wojska stwarza niebezpieczeństwo, iż „jeśli coś pójdzie źle” – w domyśle, dojdzie do pogorszenia stosunków Estonia-Rosja czy Łotwa-Rosja – NATO po prostu nie zdąży skutecznie zareagować.

W Tallinie i Rydze narasta niepokój. Zresztą ten niepokój jest obecny na całej, zachodniej granicy Rosji, od Narwy w Estonii po wschodnią Ukrainę.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 stycznia

Jezus rzekł: «Pójdź za Mną!» Ten wstał i poszedł za Nim
Dziś w Kościele: sobota, I tydzień zwykły, dzień powszedni
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 1Sm 9,1-4.17-19 i 10,1; Ps 21 (20),2-3.4-5.6-7: Mk 2,13-17
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -