18 października
czwartek
Juliana, Lukasza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Jastrzębie nad Iranem

Ocena: 5
1123

Decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa o zerwaniu porozumienia nuklearnego z Iranem może doprowadzić nie tylko do wojny na Bliskim Wschodzie, ale i do fiaska zapowiedzianego spotkania Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem.

fot. PAP/EPA/Yuri Gripas

Porozumienie, które miało zapobiec pozyskaniu przez Teheran broni atomowej, ma za sobą blisko trzy lata, bo zawarte zostało w lipcu 2015 r. Podpisało je pięć mocarstw atomowych i zarazem stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ: USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja i Chiny, a oprócz nich także Niemcy. Iran zgodził się m.in. na likwidację swego średnio wzbogaconego uranu, likwidację 98 proc. zasobów uranu nisko wzbogaconego i zdemontowanie dwóch trzecich wirówek służących do jego wzbogacania. Inspektorzy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) zyskali dostęp do irańskich instalacji nuklearnych. Dyrektor MAEA oświadczył niedawno, że Iran wypełnia swoje zobowiązania, inspektorzy agencji zaś spędzali w tym kraju 3 tys. godzin rocznie.

W zamian Teheran zyskał możliwość swobodnej współpracy gospodarczej z zagranicą. Skorzystał nie tylko on. Sama Francja w ciągu minionych dwóch lat potroiła nadwyżkę w bilansie handlowym z Iranem. A irańska ropa na światowym rynku oznaczała tańszą benzynę.


Demontaż umów Obamy

Dla Trumpa zerwanie porozumienia jest wypełnieniem jego wyborczych zobowiązań. Dawno już podkreślał, że porozumienie jest fatalne, a po Iranie w ogóle nie można się spodziewać niczego dobrego. O ile poprzedni prezydent USA Barack Obama uważał je za swój największy sukces, o tyle Trump jest wprost przeciwnego zdania. Zresztą od początku swojej kadencji krok po kroku wycofuje się z wszystkiego, o czym Obama zadecydował. Bardzo ostro wypowiadał się na temat jednego z architektów porozumienia, sekretarza stanu w administracji Obamy Johna Kerry’ego. Kerry usiłował ostatnio kontaktować się z Teheranem. „Odsuń się od negocjacji, John, szkodzisz swemu krajowi!” – nawoływał amerykański prezydent.

Co prawda w styczniu Trump na kolejne 120 dni zniósł sankcje nałożone na Iran, ale wówczas oświadczył, że to „ostatni raz” i wezwał kraje europejskie do „naprawienia złego porozumienia”. To, że wycofa się z układu, było prawdopodobne tym bardziej, że jego najbliżsi współpracownicy, jak np. doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton i sekretarz stanu Mike Pompeo są nastawieni zdecydowanie wrogo do Iranu. Ich poprzednicy, H.R. McMaster i Rex Tillerson, byli odmiennego zdania i przekonywali Trumpa, by nie decydował się na ten krok – ale zostali zdymisjonowani. I być może stało się tak właśnie dlatego, że prezydent wolał mieć przy sobie antyirańskich „jastrzębi”.

Innym powodem, dla którego Trump podjął tę decyzję, była zapewne chęć wykazania zdecydowanego poparcia dla premiera Izraela Benjamina Netanjahu – i w ogóle dla Izraela. Wcześniej było przecież przeniesienie ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy czy wycofanie się z UNESCO na znak protestu przeciw antyizraelskim postanowieniom tej agencji. A Izraelczycy od początku sprzeciwiali się wszelkim układom z Teheranem.


Wojna coraz bliżej

Na działania amerykańskiego prezydenta niechętnie zareagowała Europa, zapowiadając, że porozumienia nuklearnego dotrzyma. Trump grozi sankcjami europejskim firmom współpracującym z Teheranem. Francuski minister finansów Bruno Le Maire już zapowiedział przywrócenie regulacji, które w przeszłości chroniły europejski biznes współpracujący z Kubą i Libią. A gdy amerykański ambasador w Berlinie Richard Grenell zażądał na Twitterze, by niemieckie firmy natychmiast zerwały kontakty z Iranem, były ambasador RFN w Waszyngtonie Wolfgang Ischinger gniewnie odpisał: „jeśli nie chcesz mieć problemów, nigdy nie mów krajowi, który cię przyjmuje, co ma robić”.

Ale chodzi co coś więcej. Podkreślił to prezydent Francji Emmanuel Macron, który powiedział dziennikarzom, że decyzja Trumpa z pewnością doprowadzi do wojny.

I Macron może mieć rację, bo natychmiast wzrosło napięcie między Iranem i Izraelem. Oba kraje są zaangażowane w wojnę domową w Syrii (oczywiście, wspierają przeciwne strony), a teraz może dojść do bezpośredniego starcia między nimi. Natomiast szef irańskiego MSZ Javad Zarif ostrzegł, że jego kraj może wznowić program atomowy. Co z kolei oznacza prawdopodobieństwo wojny z użyciem broni masowego rażenia.

Na razie w narastającym sporze irańsko-amerykańskim wygrywają Chiny i Rosja, im bowiem – inaczej niż Unii Europejskiej – Trump sankcjami nie grozi. Moskwa już zapowiedziała dalsze wspieranie Teheranu.

Efektem działań amerykańskiego prezydenta może być też brak jakiegokolwiek efektu zapowiadanego na czerwiec spotkania lidera Korei Północnej Kim Dzong Una z Trumpem. Skoro ten ostatni tak po prostu może wycofać się z zawartego i dotrzymywanego porozumienia z Iranem, dla KRL-D jest to poważne ostrzeżenie, że nie jest to wiarygodny partner.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.



Najczęściej czytane komentarze

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI