23 maja
czwartek
Iwony, Dezyderego, Kryspina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Granice amerykańskich możliwości

Ocena: 0
937

Znacząco wzrosło zadłużenie USA. Ma to istotne skutki nie tylko dla polityki wewnętrznej kraju, ale także międzynarodowe.

fot.PAP/Krystian Maj/KPRM

Premier Mateusz Morawiecki w amerykańskich zakładach produkujących czołgi Abrams

Każdy podmiot gospodarczy stoi wobec zjawiska krótkiej kołderki – potrzeby zawsze są większe od posiadanych środków. Ludzie i państwa dokładają wielkich wysiłków, aby to zjawisko przezwyciężyć, i zadłużają się. Jednak żyć ponad stan nie da się bez końca. Można odnieść wrażenie, że Stany Zjednoczone powoli zbliżają się do takiej granicy. W żadnym wypadku nie chodzi o ryzyko niewypłacalności, ale o konieczność poważnego zmniejszenia tempa przyrostu zadłużenia.

W Polsce i w innych demokracjach parlamentarnych istnieje daleko idąca symbioza władzy ustawodawczej i wykonawczej. Rząd jest wyłaniany przez sejm, czyli posiada większość w parlamencie – i z tego powodu najczęściej plany rządu są zatwierdzane. Inna sytuacja panuje w USA, tam istnieje ścisły rozdział pomiędzy prezydentem a Kongresem. Prezydent może być członkiem danej partii, a większość w parlamencie może mieć inne stronnictwo. Ponieważ amerykańskie prawo nadaje władzy ustawodawczej wyłączne prawo do zaciągania długu, rządzącym często trudniej jest uzyskać zgodę na finansowanie dalszych wydatków. W USA kontrola nad wydatkami jest dużo ściślejsza, Kongres musi zatwierdzić nie tylko budżet, ale i maksymalny pułap zadłużenia rządu federalnego. Z tego powodu Stany Zjednoczone od czasu do czasu stoją w obliczu „bankructwa”, spowodowanego osiągnięciem górnej granicy dopuszczalnego zadłużenia. Właśnie z takim kłopotem boryka się w tej chwili administracja Bidena.

 


ROŚNIE ZADŁUŻENIE

Zadłużenie kraju osiągnęło 31,4 biliona dolarów. W wiek XXI USA wchodziły z długiem liczącym zaledwie 5,7 biliona, czyli w ciągu niewiele ponad dwu dekad ten ciężar wzrósł ponad 5,5-krotnie. Owszem, część tego przyrostu to skutek inflacji, ale „wojna z terrorem”, pakiety pomocowe po krachu w 2008 r. i ostatnio związane z pandemią miały bez porównania większe znaczenie. Nie bez wpływu jest i to, że politycy uwielbiają rozdawać „prezenty”, czyli obniżać podatki, natomiast podnoszenie ich przynosi klęski wyborcze. Po tym, jak Bush senior podwyższył je w 1990 r., przez co stracił popularność i dwa lata później przegrał z Billem Clintonem, żaden prezydent nie odważył się tego uczynić.

Szczególnie hojny był Donald Trump. W czasie COVID-19 w 2020 r. zaproponował ogromny pakiet pomocowy, który został ochoczo zatwierdzony przez Kongres i w wyniku tego deficyt budżetowy osiągnął prawie 15 proc. PKB, w roku następnym zaś rządził już Joe Biden, ale on „odziedziczył” budżet po poprzedniku – ponad 12 proc. Obecny prezydent też nie jest szczególnie oszczędny. Założenia budżetu na rok przyszły mówią o deficycie rzędu 7 proc. PKB, a w latach następnych mają oscylować wokół 5 proc. Poziom deficytów musi budzić szczególne zaniepokojenie, ponieważ – ogólnie rzecz biorąc – amerykańska gospodarka cieszy się niskim poziomem bezrobocia, czyli mamy do czynienia z solidnym tempem wzrostu. Jeśli w takich okolicznościach występują tego typu niedobory, to co czeka Amerykę, jeśli nadejdzie kolejna recesja?

Coroczne deficyty budżetowe ulegają kumulacji w postaci długu publicznego. Rok 2000 Stany kończyły z długiem publicznym wynoszącym tylko niewiele ponad 72 proc. PKB, natomiast w tym roku osiągnie on równowartość ponad 130 proc. PKB, czyli tyle, ile po zakończeniu II wojny światowej. Co prawda, Ameryce jeszcze daleko do poziomu zadłużenia Japonii (256 proc. PKB w 2021 r.) czy Włoch (ponad 172 proc.), ale z drugiej strony obecny poziom zadłużenia połączony z perspektywą pokaźnych deficytów budżetowych nie wzbudza zaufania międzynarodowej finansjery. A jest to istotny czynnik, ponieważ około jednej trzeciej ogólnego deficytu budżetowego jest pokrywane dzięki zakupom amerykańskich papierów wartościowych przez obcokrajowców.

 


SKUTKI WOJNY Z CHINAMI

Deficyty budżetowe w ostatnich latach byłyby znacznie wyższe, gdyby nie nadzwyczaj niskie stopy procentowe. Niestety, wraz z podwyższonym tempem wzrostu cen ten korzystny obrót spraw dobiegł końca i tym samym rośnie koszt obsługi zadłużenia.

Do pewnego stopnia inflacja jest wynikiem zimnej wojny toczonej z Chinami i nic nie wskazuje na to, aby ten ujemny czynnik mógł zniknąć. Cła, które nałożyła administracja Donalda Trumpa, nie zostały zniesione przez jego następcę i ciężar tego podatku (bo cła to są w istocie rzeczy podatki) w przytłaczającej mierze jest ponoszony przez amerykańskiego spożywcę. Ostro forsowana deglobalizacja światowej gospodarki – czyli przeniesienie mocy produkcyjnych z Chin z powrotem do USA, gdzie koszty produkcji są istotnie wyższe – w praktyce gwarantuje dalsze wzrosty cen, a te z kolei wymagają wyższych stóp procentowych. Im wyższe będą stopy procentowe, tym większy będzie ciężar obsługi nieustannie rosnącego zadłużenia.

W związku z zimną wojną Stany Zjednoczone straciły największego do niedawna nabywcę rządowych papierów wartościowych – Chiny. Kraj Smoka nie wyprzedaje posiadanych obligacji, ale zaprzestał kupowania nowych i tym samym wartość amerykańskiego długu posiadanego przez chińskie podmioty szybko spada. W zeszłym roku wartość rządowych amerykańskich papierów wartościowych będących w posiadaniu chińskich podmiotów spadła o 17 proc. i wynosi już tylko 867 miliardów dolarów. Zamiast trzymać swe ogromne rezerwy walutowe w amerykańskiej walucie – rezerwy banków centralnych to nie są banknoty, bo te nie przynoszą żadnego oprocentowania, tylko właśnie zagraniczne obligacje – Chiny na potęgę kupują złoto. Jest to w pełni zrozumiałe w kontekście zmagań amerykańsko-chińskich. Jest to też oczywista konsekwencja sankcji nałożonych na Rosję, w wyniku których zachodnie rządy zablokowały Moskwie dostęp do środków zainwestowanych przez rosyjski bank centralny w zagraniczne obligacje. Pekin pozbył się jakichkolwiek złudzeń co do tego, jaki los może spotkać chińskie rezerwy w przypadku dalszego zaostrzenia konfliktu z USA, i podjął kroki zaradcze.

 


NADCHODZĄCE NEGOCJACJE

Osiągnięcie przez rząd górnej granicy zadłużenia powoduje kłopoty fiskalne. W tej chwili administracja Bidena ucieka się do różnych kruczków księgowych, żeby rząd mógł normalnie działać. Minister finansów Janet Yellen robi to, co czyni przedsiębiorstwo, gdy ma niedobory gotówkowe – odsuwa w przyszłość płacenie napływających rachunków. Według niezależnych szacunków gdzieś między lipcem a wrześniem te nadzwyczajne środki zostaną wyczerpane. Jeśli Kongres nie zatwierdzi nowego limitu, to dojdzie do stopniowego ograniczania działalności rządu federalnego. W Senacie demokraci mają większość, ale izbę niższą kontroluje opozycja – republikanie. Z tego powodu konieczne są negocjacje pomiędzy prezydentem Bidenem i marszałkiem Kevinem McCarthym, ale nie wiadomo, kiedy do nich dojdzie.

Jak zwykle w takich sytuacjach mamy do czynienia z przepychankami, która strona jest winna obecnego impasu. Prezydent domaga się podwyższenia pułapu długu, natomiast opozycja żąda, żeby najpierw zawrzeć ramowe porozumienie tyczące się cięć w wydatkach państwa. Republikanie prawidłowo rozumują, że bez kija w postaci możliwego zamykania kolejnych urzędów federalnych administracja Bidena nie zgodzi się na poważne ograniczenia wydatków. Przez ostatnie dwa miesiące Biden i McCarthy się nie spotkali, bo każdy oczekuje, że to druga strona zrobi pierwszy krok.

Marszałek McCarthy jest w niedogodnej sytuacji, ponieważ w łonie Partii Republikańskiej mamy do czynienia z poważnym rozłamem. Jest tam spora grupa zwolenników byłego prezydenta, Donalda Trumpa, która hołduje idei „Make America Great Again” (MAGA). Oni widzą wielkość Ameryki nie w dominacji nad światem, ale odwrotnie, postrzegają amerykańskie zaangażowanie w świecie jako ciężar, który przygniata kraj. Utrzymywanie baz wojskowych na całym świecie i sił zbrojnych, których istotnym celem jest obrona obcych krajów, sporo kosztuje, a biorąc pod uwagę potrzeby wewnątrz kraju, stanowi kulę u nogi prosperity przeciętnego obywatela. Ideologia MAGA jest nośna, szczególnie z tego powodu, że ciężar podatkowy jest rozłożony nierównomiernie i w nieproporcjonalnie dużym stopniu spoczywa na klasie średniej, podczas gdy główny pożytek z globalnego zaangażowania USA przypada elitom.

Bogaci są także głównym wygranym w zakresie programów promowanych przez obecną administrację. Transformacja energetyczna w pierwszym rzędzie uderza w przeciętnego obywatela, korzyści zaś czerpią właściciele przedsiębiorstw z sektora najbardziej zaawansowanych technologii. MAGA także uwypukla tę sprawę i jednym z punktów spornych pomiędzy Bidenem i McCarthym są ogromne subsydia na przykład dla firm wytwarzających samochody elektryczne. Zwykły obywatel nie widzi takiej potrzeby, szczególnie w chwili, gdy USA są największym producentem ropy naftowej i gazu ziemnego. Hamowanie rozwoju wydobycia tych surowców przez administrację Bidena jest postrzegane jako strzał w kolano.

 


MIĘDZYNARODOWE IMPLIKACJE

Impas w negocjacjach na temat wysokości zadłużenia państwa może mieć istotny wpływ na zmagania w Ukrainie. Póki sprawa zwiększenia wysokości zadłużenia nie zostanie załatwiona, póty nie jest możliwe uchwalanie nowych pakietów pomocowych dla ofiary napaści. Kongres zapreliminował ponad 113 miliardów dolarów na ten cel i jak wyliczył kiloński Instytut Gospodarki Światowej, do połowy stycznia USA przekazały już 73,1 miliarda euro, czyli 75–80 miliardów dolarów. Od tego czasu zapadły decyzje na temat kolejnych pakietów i w którymś momencie fundusze zostaną wyczerpane. Trzeba pamiętać, że amerykańskie wsparcie to jest nie tylko uzbrojenie, ale i finansowanie bieżących potrzeb Kijowa. Bez zagranicznej pomocy rząd Zełenskiego nie byłby w stanie utrzymać się przy życiu. Tymczasem Kijów zdaje się postrzegać swego patrona jako drukarnię pieniędzy. Niestety, nawet USA cierpią z powodu syndromu krótkiej kołderki.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 23 maja

Czwartek, VII Tydzień zwykły
Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Chrystus, chociaż był Synem,
nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 19, 25-34
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna do św. Urszuli Ledóchowskiej 20-28 maja



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter