18 sierpnia
niedziela
Ilony, Bronislawa, Heleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Europejskie puzzle

Ocena: 0
231

Po wyborach do Parlamentu Europejskiego trwa wielka „układanka” w Unii Europejskiej. Jaki będzie rozkład sił, kto obejmie kluczowe funkcje? Efekt będzie bardzo ważny, także dla Polski.

Fot. ks. Henryk Zieliński/ Idziemy

W wyniku wyborów straciły dwa duże ugrupowania, w gruncie rzeczy rządzące Unią Europejską: chadecka (przynajmniej nominalnie) Europejska Partia Ludowa (EPP), która ma 179 posłów, poprzednio 217, a także Socjaliści i Demokraci, bo uzyskali 153 mandaty, podczas gdy w poprzednim Europarlamencie mieli 186. Zyskali natomiast liberałowie – 105 miejsc zamiast 68, a także Zieloni – 69 zamiast 52. To oznacza, że w miejsce koalicji EPL-Socjaliści musi powstać inna, być może z udziałem liberałów. W efekcie kluczowe stanowiska będą dzielone między trzy ugrupowania, z uwzględnieniem rozmaitych innych czynników: muszą być reprezentowani „starzy” i „nowi” członkowie UE, a także państwa mniejsze i większe.

Wiemy już, gdzie trafią polscy eurodeputowani. Przedstawiciele PiS, jak poprzednio, wchodzą w skład grupy Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR) i będą tam stanowić główną siłę; reprezentanci PO i PSL trafią do Europejskiej Partii Ludowej (EPP), SLD i nowa w Europarlamencie Wiosna – do socjalistów i demokratów.


 

Kto po Junckerze?

Oczywiście kluczowe w Unii Europejskiej jest stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej, czyli szefa „europejskiego rządu”. Kandydat, któremu odda je Jean-Claud Juncker, musi najpierw zostać powołany tzw. kwalifikowaną większością Rady Europejskiej – oznacza to, że musi go poprzeć co najmniej 21 przywódców państw członkowskich, które z kolei muszą łącznie liczyć co najmniej 65 proc. z około pół miliarda wszystkich obywateli Unii. Potem kandydat musi zostać zatwierdzony większością głosów w Parlamencie Europejskim, czyli uzyskać co najmniej 376 głosów na 751.

Europarlament usiłował promować ideę tzw. czołowych kandydatów, z niemieckiego Spitzenkandidate, wyłanianych przez frakcje parlamentarne, nie jest to jednak w żaden sposób usankcjonowane prawnie.

Tak czy owak, największa grupa polityczna, EPP, już ma kandydata. Jest nim Manfred Weber, wybrany ponownie na szefa EPP. Weber pochodzi z Bawarii, ma 46 lat. Jest inżynierem. W latach 2003-2007 przewodniczył organizacji młodzieżowej Unii Chrześcijańsko-Społecznej (CSU, siostrzana parta CDU działająca jedynie w Bawarii), był radnym powiatu Kelheim, a także członkiem bawarskiego Landtagu (parlamentu) w latach 2002-2004. W 2004 r. wybrany został do Parlamentu Europejskiego, a w 2014 r. został szefem EPP. Uznawany za polityka sprawnego, ale pozbawionego charyzmy, ma problem: ławy poselskie EPP zdecydowanie się skurczyły. Jego atutem jest poparcie ze strony kanclerz Angeli Merkel.

Przeciwny Weberowi jest natomiast prezydent Francji Emmanuel Macron, co zdecydowanie komplikuje sytuację. Ugrupowanie Macrona znalazło się w ALDE – czyli u liberałów. On sam stawia na sojusz liberałów z Zielonymi, chcąc w ten sposób zakończyć dominację dwóch wielkich bloków w polityce Unii Europejskiej: centroprawicowych konserwatystów i centrolewicowych socjaldemokratów.

Jeśli szefem Komisji Europejskiej nie zostanie Weber, to kto ma szanse? Wymienia się kilku kandydatów, wśród nich główny negocjator Brexitu Michel Barnier – Francuz, były szef francuskich resortów rolnictwa i MSZ, b. unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego i usług. Następna jest Margrethe Vestager – Dunka, działaczka socjalliberalnej partii Radikale Venstre, b. minister spraw wewnętrznych i edukacji, a także komisarz UE ds. konkurencji; czeka Frans Timmermans – Holender, działacz Partii Pracy, b. szef MSZ, od 2014 r. pierwszy wiceprzewodniczący KE oraz komisarz ds. lepszej regulacji, rządów prawa i Karty Praw Podstawowych. Jednak wiadomo, że tej kandydaturze zdecydowanie sprzeciwia się EPP, wiedząc doskonale, że Timmermansowi może ostro sprzeciwić się Polska.


 

Kto po Tusku?

Z funkcji szefa Rady Europejskiej odejdzie też Donald Tusk, który piastował ją przez dwie kadencje. Przewodniczący RE wybierany jest przez Radę Europejską większością kwalifikowaną (czyli analogicznie jak w przypadku Komisji Europejskiej – co najmniej 21 przywódców państw członkowskich, liczących co najmniej 65 proc. obywateli Unii) na okres dwóch i pół roku z jednokrotną możliwością odnowienia kadencji. Przewodniczącym Rady nie może być osoba, która sprawuje jakąkolwiek krajową funkcję publiczną (czyli np. prezydent, premier, minister).

Wymieniane są dwie najpoważniejsze kandydatury: Angela Merkel i Mark Rutte. Pani Merkel przedstawiać nie trzeba; jest kanclerzem Niemiec od 2005 r., ale powoli wycofuje się z niemieckiej polityki – w 2018 r. zrezygnowała z przewodniczenia chadeckiej CDU i zapowiedziała odejście z urzędu kanclerza. Byłaby bardzo mocnym kandydatem na szefa Rady Europejskiej, choć oczywiście nie ma możliwości, by dwa ważne urzędy unijne obsadzili Niemcy. Czyli – albo Weber, albo Merkel. Ona sama na razie zdecydowanie odrzuca kandydowanie, ale słowo „nie” w ustach polityka niewiele znaczy.

Mark Rutte jest premierem Holandii i działaczem konserwatywno-liberalnej partii VVD. Zdecydowanie mniej znany na scenie międzynarodowej niż Merkel, ale też z tego samego powodu mniej kontrowersyjny. Wśród kandydatów pojawiła się również pani prezydent Litwy Dalia Grybauskaite, ale jej ewentualnej nominacji sprzeciwia się Polska i, zapewne pod naszym wpływem, także cała Grupa Wyszehradzka.

Do obsadzenia jest też stanowisko szefa unijnej dyplomacji, które obecnie piastuje Federica Mogherini. Tu nie ma żadnego oczywistego kandydata i wszystko zależy od obsadzenia dwóch najważniejszych urzędów. Nie wiadomo też, kto zastąpi prezesa Europejskiego Banku Centralnego Maria Draghiego – ale najprawdopodobniej będzie to ktoś, kto kierował w przeszłości bankiem centralnym państwa UE lub czyni to obecnie.


 

W trakcie przemian

Powoli też wyłania się struktura nowego Parlamentu Europejskiego. Jednak nie ma tu zbytniego pośpiechu i potrzeba tygodni, a może i miesięcy, by było jasne, kto będzie najważniejszym rozgrywającym.

Zorganizowała się już Europejska Partia Ludowa, która ponownie wybrała Manfreda Webera na przewodniczącego swojej grupy w PE. Oczywiście jeśli Weber trafi do Komisji Europejskiej, wybory będą musiały odbyć się ponownie. Tym razem otrzymał 156 ze 160 oddanych głosów – i nie miał kontrkandydatów. Weber jest też rozważany jako kandydat na przewodniczącego Parlamentu – w tym wypadku również konieczny byłby wybór nowego szefa grupy.

Grupa EPP wybrała też dziesięciu wiceprzewodniczących, w tym Ewę Kopacz z PO. Innymi wiceprzewodniczącymi są m.in. Esteban González Pons, reprezentujący hiszpańską prawicową Partię Ludową, oraz Esther de Lange z holenderskiego Apelu Chrześcijańsko-Demokratycznego. Bardzo wpływowi, oboje są typowani na następcę Webera.

Europejscy Socjaliści i Demokraci jeszcze są w fazie budowania swego nowego kierownictwa, konstytuuje się też ALDE, która już dała o sobie znać jako trzecia siła w Europarlamencie. Współpracując z ugrupowaniem Renaissance Macrona i rumuńską USR Plus (na razie przyjęli mocno skomplikowaną nazwę „ALDE plus Renaissance plus USR Plus”), liberałowie już oświadczyli, że system wyłaniania Spitzenkandidate się skończył, bo żadna frakcja nie ma większości. I liczą na stanowiska także dla siebie.

Z trzeciej na piątą pozycję spadli Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, co wiąże się m.in. z dramatyczną porażką należących do EKR brytyjskich konserwatystów – a zresztą, jeśli dojdzie do brexitu, i tak odejdą oni z parlamentu. Największą grupą narodowością będą więc polscy deputowani z PiS – i w gruncie rzeczy to oni decydować będą o obsadzie stanowisk w grupie. Reszta to przeważnie pojedynczy eurodeputowani.

W Parlamencie Europejskim znajdą się też dwie grupy o charakterze zdecydowanie antyunijnym: Europa Narodów i Wolności oraz Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej, liczące po blisko 60 osób. W tej pierwszej kluczową rolę odgrywać będzie kierowana przez Matteo Salviniego włoska Liga. Salvini przekonał do udziału w tej frakcji ugrupowania skrajne, nacjonalistyczne i populistyczne, nierzadko prorosyjskie, jak Alternatywa dla Niemiec, Duńska Partia Ludową, Austriacka Partia Wolności, a także francuskie Zgromadzenie Narodowe pod kierownictwem Marine Le Pen. Nie udało mu się pozyskać Brexit Party Nigela Farage’a, która tworzy wspomnianą już grupę Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej. A zresztą Farage liczy na szybkie odejście z Europarlamentu.


 

Co dalej z Unią?

Po tych wyborach pewne jest jedno: wielkiej zmiany w UE nie będzie. U władzy w znacznej mierze pozostaną te same partie i ci sami ludzie, tak samo głównymi rozdającymi będą Niemcy i Francja, choć, jak widać, mniej zgodne niż dotąd. Eurosceptycy mają nieco silniejszą pozycję niż wcześniej, ale nie tak bardzo, jak się obawiano. Pojawiły się nowe ugrupowania, nowi posłowie, ale zanim nauczą się funkcjonować w ramach tego skomplikowanego mechanizmu, jakim jest UE, trochę potrwa.

Teraz od naszych eurodeputowanych zależy, jaką pozycję sobie wypracują – a od polskiego rządu, kto z naszego ramienia znajdzie się w nowej KE. A także, czy nowy szef Komisji i nowy przewodniczący Rady Europejskiej będą nie tylko rozumieli Unię, ale i problemy Europy Środkowej, i będą wrażliwi na nasze sprawy. Tu z kolei kluczowa będzie rola polskiej dyplomacji. Na efekty przyjdzie poczekać co najmniej kilka miesięcy.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

NIEDZIELNY DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 sierpnia



Najczęściej czytane artykuły



ZAPRASZAMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -