12 listopada
poniedziałek
Renaty, Witolda, Jozafata
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Egzotyczny sojusz

Ocena: 0
888

Na Bliskim Wschodzie tworzy się nowy, szczególny front. Obawiająca się Iranu Arabia Saudyjska zmierza do porozumienia z Izraelem, co witane jest z zadowoleniem przez Waszyngton.

Minister obrony Iranu Amir Hatami; fot. PAP/EPA/IRANIAN DEFENCE MINISTRY OFFICE

Izrael jest wrogiem Arabów, ale Iran okazuje się wrogiem jeszcze większym. Przede wszystkim dlatego, że Irańczycy są szyitami, Saudyjczycy zaś – sunnitami. A spór szyicko-sunnicki trwa od setek lat i raczej się zaostrza, niż cichnie.

 

Dwa bloki

Izraelskie pismo „Maariv” donosiło, że w czerwcu w Ammanie doszło do tajnego spotkania izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu i następcy saudyjskiego tronu, księcia Mohammeda bin Salmana. Pomóc w zorganizowaniu tego spotkania miał król Jordanii Abdullah II, ale w tle była jeszcze inna wizyta w Ammanie – doradcy prezydenta USA Jareda Kushnera i bliskowschodniego wysłannika Stanów Zjednoczonych Jasona Greenblatta. To zaś wskazuje, że być może chodzi o porozumienie trójstronne, amerykańsko-izraelsko-saudyjskie.

W istocie, współpraca izraelsko-saudyjska trwa już od dłuższego czasu. I Rijadowi nie przeszkadza, że Izrael okupuje ziemie zamieszkane przez innych sunnitów – Palestyńczyków. Co więcej, tak bulwersujący Palestyńczyków fakt uznania całej Jerozolimy za stolicę Izraela też nie musi być dla Rijadu znaczący. W saudyjskim piśmie „Al Khaleeg” pojawił się niedawno artykuł, w którym autor zapewniał, że Saudyjczycy „będą bardzo szczęśliwi, mogąc ujrzeć ambasadę Izraela w Rijadzie i ambasadę saudyjską w stolicy Izraela, Zachodniej Jerozolimie”, gdyż „Saudyjczycy to zwolennicy pokoju”.

BESA, Centrum Studiów Strategicznych Begin-Sadat, opublikowało niedawno interesującą analizę autorstwa dr. Edy Cohena. Wskazano w niej, że nieoficjalne kontakty między obu krajami datują się od 2002 r., kiedy to saudyjski książę Abdullah ogłosił Arabską Inicjatywę Pokojową. W 2015 r. stosunki się zacieśniły, a głównym tego powodem była obawa przed Iranem. Do Rijadu przyjeżdżał nawet szef izraelskiego wywiadu, Mossadu, zmarły w 2016 r. Meir Dagan. Teraz, po spotkaniu najważniejszych osób w obu krajach, stosunki przeniosły się na jeszcze wyższy poziom.

Dr Cohen wskazuje, że na Bliskim Wschodzie coraz wyraźniej kształtują się dwa bloki, niekoniecznie wiążące się z podziałami religijnymi, raczej z interesami, jakie mają tworzące je państwa. Pierwszy tworzy Turcja, Katar, Iran i Sudan. Drugi – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i Egipt.

 

Dwaj wrogowie

Wrogość między Saudyjczykami i Irańczykami narasta już od dłuższego czasu. Pamiętajmy przy tym, że ci pierwsi to Arabowie, a drudzy – Persowie, mający zupełnie odmienną historię, inne kultury, tradycje i języki.

Owszem, kraje te nie mają wspólnej granicy – przedziela je głównie szyicki Irak, pogrążony jednak w wewnętrznych starciach. To tylko pozornie utrudnia wzajemne spory. W 2012 r., po wprowadzeniu międzynarodowych sankcji na Iran związanych z jego programem atomowym, Rijad zaoferował zrekompensowanie zmniejszenia ilości ropy naftowej na światowych rynkach poprzez zwiększenie własnego wydobycia. Irańczycy przypuścili zaś cyberatak na saudyjski koncern naftowy Aramco. Efekt był bezprecedensowy: całkowitemu zniszczeniu uległo 35 tys. komputerów! Irańscy hakerzy włamali się też podobno na konta bankowe saudyjskich książąt.

W 2016 r. w Teheranie doszło do ataku na ambasadę saudyjską. Stało się to po skazaniu na śmierć znanego szyickiego duchownego w Arabii Saudyjskiej, oskarżonego o udział w atakach terrorystycznych. Wkrótce potem przed ambasadą zebrał się wielotysięczny tłum. Grupa demonstrantów przeszła przez ogrodzenie, wyłamała drzwi, dokonała zniszczeń w środku i zabrała flagę Arabii Saudyjskiej. Z kolei w mieście Maszhad, demonstranci podpalili saudyjski konsulat. W rezultacie Rijad zerwał stosunki dyplomatyczne z Iranem.

W tym samym roku Teheran oświadczył, że saudyjskie samoloty wojskowe zbombardowały ambasadę Iranu w jemeńskiej Sanie. Zachodni dziennikarze nie zdołali jednak znaleźć żadnych uszkodzeń budynków. Władze irańskie zabroniły też swoim obywatelom wyjazdów na Hadż, czyli doroczną pielgrzymkę do Mekki, twierdząc, iż nie gwarantują tam Irańczykom bezpieczeństwa.

 

Ultimatum dla Kataru

Przykładem, jak podzielony jest świat islamu, może być sprawa Kataru. Wobec zbliżenia tego kraju z Iranem, 5 czerwca 2017 r. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Jemen, Egipt i Maledywy ogłosiły zerwanie stosunków dyplomatycznych z Katarem, zawiesiły połączenia lotnicze, a Saudyjczycy dodatkowo też lądowe. Do takich działań mógł zachęcić ich sam prezydent USA Donald Trump, który gościł w Rijadzie, choć ostatecznie Stany Zjednoczone nie wsparły antykatarskiej akcji. Zresztą, w Katarze znajduje się amerykańska baza lotnicza, z której startowały samoloty atakujące Państwo Islamskie.

Pod koniec czerwca Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i Egipt zażądały od Kataru zerwania stosunków z organizacjami terrorystycznymi takimi jak Państwo Islamskie, al-Kaida, Hezbollah i Bractwo Muzułmańskie, zamknięcia tureckiej bazy wojskowej oraz likwidacji telewizji al-Dżazira. Kluczowy był jeszcze jeden punkt tego ultimatum: ograniczenie stosunków z Iranem. Katar odmówił.

W lipcu 2017 r. Amerykanie zawarli z Katarem umowę na sprzedaż myśliwców F-15 i podpisały porozumienie w sprawie zwalczania terroryzmu. Jednak Waszyngtonowi nie udało się doprowadzić do zakończenia konfliktu. Oprócz ośmiu krajów, które zerwały stosunki dyplomatyczne z Katarem, kilka obniżyło ich rangę (w tym Jordania i Niger). Pod znakiem zapytania stanął zaplanowany na 2022 r. w tym kraju Mundial. Interesująca jest mapa pokazująca, jak musiały zmienić trasę lotu linie lotnicze Qatar Airways – konieczne stało się omijanie wielu sąsiednich krajów.

Warto na marginesie zauważyć działania saudyjskiego Krajowego Zarządu Cyberbezpieczeństwa, powstałego w efekcie irańskiego ataku hakerów. W 2017 r. instytucja ta brała udział w mobilizacji świata arabskiego przeciwko Katarowi. Jej konto na Twitterze obserwuje 400 tys. osób. I właśnie na Twitterze KZC przekonywał, że Katar zajął proizraelskie stanowisko, że zamierza „sprzedać Palestynę syjonistom”.

Antyizraelskie wystąpienia na Twitterze nie powinny dziwić, bo Saudyjczycy bez wątpienia prowadzą podwójną grę. Potajemnie dogadują się z Izraelczykami, głośno jednak dowodzą, że Państwo Izrael pozostaje wrogiem numer jeden, a Iran jest dopiero wrogiem numer dwa.

 

Irański atom

Oczywiście jednym z głównych powodów tworzenia tak egzotycznego sojuszu jak izraelsko-saudyjski – jest irański program nuklearny. Powstał jeszcze za czasów szacha, i to z pomocą USA, ale rozwinięty został od początku XXI w. Istnieje ogromna obawa, że może zostać wykorzystany do celów wojskowych. Stąd śledztwo prowadzone przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej (MAEA) i żądanie Rady Bezpieczeństwa ONZ przerwania wzbogacania uranu przez Teheran. W 2011 r. MAEA stwierdziła, że do 2001 r. Iran prowadził prace nad stworzeniem własnej bomby atomowej.

W ostatnich latach Iran działał głównie dzięki pomocy Rosji. W latach 2011-2012 Rosjanie pomogli zbudować elektrownię atomową Buszehr. Jednak 1 maja br. MAEA przyznała, że z jej badań wynika, iż Iran nie prowadzi już prac nad bronią atomową. W sumie Teheran na sprawie programu atomowego stracił. W związku z międzynarodowymi sankcjami łączne koszty, także utraty inwestycji zagranicznych, szacowane są na 500 mld dolarów!

W 2015 r. zawarta została umowa światowych mocarstw z Iranem – ten ostatni zasadniczo ograniczył program nuklearny, a w zamian zniesione zostały sankcje. Jednak prezydent Trump niedawno wycofał się z tego porozumienia. Ostatnio zaś zaostrzył się ton wzajemnych wypowiedzi. Trump napisał na Twitterze: „Do irańskiego prezydenta Rowhaniego: niech pan już nigdy, przenigdy nie grozi Stanom Zjednoczonym, bo w przeciwnym razie poniesie pan takie konsekwencje, jakie dotychczas poniosło niewielu”. Irański szef obrony odpowiedział: „Zgodnie z instrukcjami przywódcy Rewolucji Islamskiej ajatollaha Alego Chameneia, Iran udzieli proporcjonalnej odpowiedzi na każde zagrożenie”. A amerykański minister obrony Jim Mattis powiedział otwarcie, że celem USA jest doprowadzenie do „zmiany zachowania Iranu”, choć, przynajmniej na razie, nie do „zmiany reżimu”.

USA kilka dni temu przywróciły sankcje wobec Iranu. Podobno Donald Trump już jest gotów do wydania rozkazu zbombardowania irańskich instalacji nuklearnych. Podobno Amerykanom pomaga w tym Australia i Wielka Brytania, które mają zidentyfikować cele ataku. Jeśli to prawda, dla Amerykanów jest szczególnie ważne, by mieć poparcie w regionie. Izrael nie wystarczy, kluczowa jest więc rola Arabii Saudyjskiej. Dla Rijadu zaś sytuacja, w której w znienawidzonego wroga uderzą inni, jest po prostu idealna. Stąd też sojusz z Izraelem wydaje się bardzo korzystny.

Choć oczywiście skutki wojny mogą być dramatyczne. Irańscy Strażnicy Rewolucji już zapowiedzieli, że „prewencyjnie” przećwiczą blokadę cieśniny Ormuz. A tędy płynie w świat większość ropy naftowej. Zablokowanie cieśniny prowadziłoby do natychmiastowego wzrostu cen ropy i, być może, katastrofy gospodarczej w wielu krajach. W tym więc sensie wydarzenia na Bliskim Wschodzie są bardzo ważne i dla Polski. Nawet jeśli nam się wydaje, że to bardzo daleko od nas.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.



Najczęściej czytane artykuły

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -