25 października
poniedziałek
Darii, Wilhelminy, Bonifacego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czarne chmury nad Bidenem

Ocena: 0
569

Minął „miesiąc miodowy” prezydentury Joe Bidena i słupki obrazujące jego popularność poważnie spadły. Najistotniejszym powodem jest decyzja o wycofaniu się z Afganistanu i chaos związany z operacją.

fot. PAP/EPA/Yuri Gripas / POOL

W USA panuje system prezydencki, mieszkaniec Białego Domu ma ogromną władzę, a z nią nierozłącznie wiąże się odpowiedzialność. Słynny idiom Harry’ego Trumana „the buck stops here” (w wolnym tłumaczeniu: „odpowiedzialność spoczywa na mnie”) jest ciągle w użyciu, tyle że obecnie politycy są mniej skłonni, żeby przyznawać się do błędów. Tak też postąpił Joe Biden i w kolejnych wystąpieniach winę za porażkę w Kabulu zrzucił na służby, które nie przewidziały tak szybkiego upadku proamerykańskiego rządu.

Jest to oczywiście prawda, tylko że przed podjęciem decyzji prezydent zbytnio się z wojskiem i wywiadem nie konsultował. Miał ku temu poważne powody, Pentagon wcześniej torpedował wysiłki mające na celu wycofanie amerykańskich sił zbrojnych właśnie z Afganistanu, a także z Syrii. Kłopot w tym, że Joe Biden zwlekał z podjęciem decyzji i zrobił to dopiero w ostatnim momencie.

Porozumienie zawarte przez jego poprzednika ustalało termin wycofania amerykańskich wojsk na 1 maja i talibowie jasno powiedzieli, że z tym dniem kończy się niepisany rozejm, w ramach którego amerykańscy żołnierze nie byli obiektem ataków. Joe Biden swą decyzję zakomunikował 14 kwietnia, gdy było już za pięć dwunasta. Oczywiście wycofanie wojska w ciągu zaledwie dwóch tygodni było niemożliwe i z tego powodu prezydent arbitralnie przedłużył termin do 31 sierpnia. Talibowie uszanowali tę decyzję, pomimo że lotnictwo USA niemal do końca wspierało działania rządowej armii.

Nowy termin dawał zaledwie cztery i pół miesiąca na ewakuację dziesiątek tysięcy ludzi, którzy bezpośrednio wspierali amerykańskie działania w tym kraju, nie mówiąc o takiej samej operacji, jaką chcieli przeprowadzić liczni sojusznicy. Co więcej, perspektywa uznania działań wojskowych w Afganistanie za porażkę nie napełniła szefów Pentagonu entuzjazmem do całego przedsięwzięcia. Biurokracja, nie tylko wojskowa, nie lubi być stawiana wobec faktów dokonanych i niejednokrotnie w takiej sytuacji stosuje bierny opór, robiąc minimum tego, co do niej należy. Armia zadbała o sprawną ewakuację swego personelu, co zostało osiągnięte nawet przed terminem 31 sierpnia.

 


W POSZUKIWANIU WINNYCH

W przeciwieństwie do Donalda Trumpa obecny prezydent miał wnieść do rządu fachowość i doświadczenie. Jego ekipa to w przeważającej części „weterani” z czasów prezydentury Baracka Obamy i jako tacy powinni byli przewidzieć zagrożenia dla powodzenia całej operacji. Niemniej wszystkich zaskoczył rozwój sytuacji i stąd mrożące krew w żyłach migawki z lotniska w Kabulu, a teraz rozważania na temat tego, czy w Afganistanie są jeszcze obywatele amerykańscy, którzy chcą z tego kraju wyjechać, czy nie.

Nic jednak nie wskazuje na to, że ta ogromna prestiżowa porażka miałaby poskutkować dymisjami czy to w rządzie, czy to w służbach. Nie jest to sytuacja nowa, można rzec, że od czasów Harry’ego Trumana (prezydentura w latach 1945–1953) minęły całe wieki. Po zamachu z 11 września zdymisjonowano jednego czy drugiego trzeciorzędnego urzędnika. Za to, że dane wywiadu na temat broni masowego rażenia w Iraku były całkowicie błędne, także nikt nie poniósł konsekwencji. Podobnie nie znalazł się żaden winny braku nadzoru nad rynkami finansowymi, który by był odpowiedzialny za krach w roku 2008. Nie inaczej było po ataku na konsulat USA w libijskim Bengazi w roku 2012, w którym śmierć poniósł amerykański ambasador. Czy rządzą demokraci, czy republikanie, porażki zawsze pozostają sierotami – winnych nie ma. Przywodzi to na myśl „minioną epokę”, gdy rządzący zawsze mieli do czynienia z „obiektywnymi przeszkodami”.

Zamiast tego prezydent postanowił przejść do ataku. 31 sierpnia, po tym, jak na pokład ostatniego samolotu transportowego wszedł dowódca 82. Dywizji Powietrznodesantowej gen. Christopher Donahue, Joe Biden wygłosił przemówienie do narodu, w którym obwieścił wielki sukces. Oczywiście, ewakuacja 120 tys. ludzi w ciągu dwu tygodni była sukcesem, niemniej został on okupiony stratą trzynastu żołnierzy. W wyniku zamachu dokonanego w Kabulu przez samozwańcze Państwo Islamskie wojsko amerykańskie poniosło najcięższe jednodniowe straty od ponad dekady.

To przejście do ofensywy zostało przez większość obserwatorów przyjęte z niesmakiem. Dotyczy to także mediów, które do tej pory bezkrytycznie przyjmowały wszystko to, co robią demokraci, a szczególnie obecny prezydent. Zatem nasuwa się pytanie: co kryje się za tym zjawiskiem?

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 25 października

Poniedziałek, XXX Tydzień zwykły
Dzień Powszedni
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą,
uświęć nas w prawdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Łk 13,10-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter