19 stycznia
piątek
Henryka, Mariusza, Marty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Cudzoziemcy w rządzie

Ocena: 0
610

Tematem numer jeden na Ukrainie były w ostatnich dniach wydarzenia związane z Micheilem Saakaszwilim. Aktywny w ukraińskiej polityce eksprezydent Gruzji został zatrzymany przez policję, uwolnili go jego zwolennicy, a wszystko w atmosferze ogólnego zamieszania i chaosu.

fot. PAP/EPA/STEPAN FRANKO

Ściągnięty w 2014 r. przez prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę, został wówczas szefem obwodu odeskiego. Ostatecznie jednak popadł z prezydentem w konflikt i założył własne ugrupowanie Ruch Nowych Sił. Niespodziewanie w lipcu został pozbawiony obywatelstwa ukraińskiego, bez wątpienia na skutek działań Poroszenki. We wrześniu udało mu się nielegalnie przedostać z Polski na Ukrainę. Tam, dowodząc, że jest ścigany przez władze Gruzji, bezskutecznie starał się o azyl polityczny. Zarazem organizował akcję przeciw prezydentowi Ukrainy.

Kolejne wydarzenia dość trudno wytłumaczyć: dlaczego 5 grudnia zatrzymali go agenci Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i dlaczego następnie pozwolili na jego uwolnienie z mikrobusu? Potem Saakaszwili najpierw przemawiał ze schodów kijowskiego kościoła św. Aleksandra, wzywając do usunięcia Poroszenki z urzędu, a następnie trafił do namiotowego miasteczka przeciwników prezydenta, rozbitego pod siedzibą parlamentu. Jest obwiniany przez SBU o „sprzyjanie uczestnikom przestępczych organizacji i ukrywanie ich przestępczej działalności”, za co grozi kara do pięciu lat więzienia. Ale też niedawno otrzymał zgodę na dalsze przebywanie na Ukrainie na okres trzech miesięcy. O co chodzi?

 

Nie tylko Balcerowicz

Już po Majdanie, nazywanym tu „rewolucją godności”, w 2014 r. do nowego rządu Ukrainy trafiło trzech cudzoziemców: Litwini Natalie Jaresko i Aivaras Abromavicius jako ministrowie finansów i gospodarki oraz Gruzin Aleksander Kwitaszwili jako minister zdrowia. Oprócz tego pojawili się też inni Gruzini: szefem obwodu odeskiego został właśnie Saakaszwili.

To dość zaskakujące posunięcie Petra Poroszenki tłumaczone było w rozmaity sposób. Po pierwsze – szef państwa chciał mieć w ministerialnych fotelach naprawdę dobrych fachowców, takich, którzy potrafiliby przeprowadzić konieczne reformy, a zarazem byliby wiarygodni wobec międzynarodowych instytucji finansowych i zachodnich donatorów. Jaresko i Abromavicius takie gwarancje dawali. Zarazem cudzoziemcy na fotelach ministerialnych byli pozbawieni jakiegokolwiek zaplecza politycznego na Ukrainie, co całkowicie uzależniało ich od prezydenta. Byli, w dosłownym tego słowa znaczeniu, „jego ludźmi”; nie mogli w żaden sposób działać samodzielnie. Na dodatek, gdyby im się coś nie udało, można byłoby dowodzić, iż winni są właśnie oni, obcokrajowcy, a nie Poroszenko czy jakiekolwiek ukraińskie ugrupowanie polityczne.

Jaresko wytrwała do kwietnia 2016 r., czyli do dymisji rządu Arsenija Jaceniuka. Ostatnio Donald Trump mianował ją dyrektorem wykonawczym Finansowej Rady Nadzorczej Portoryko, mającej m.in. prywatyzować sektor publiczny; zarabia tam 625 tys. dolarów rocznie, więc ma się nieźle. Abromavicius zrezygnował wcześniej, dowodząc, że przedstawiciele administracji prezydenta usiłują kierować ręcznie państwowymi firmami i ciągnąć z tego korzyści, ale też sprawował urząd do kwietnia. Dziś pełni różne funkcje w organizacjach biznesowych. Kwitaszwili zakończył swoje urzędowanie w tym samym czasie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły