11 kwietnia
niedziela
Filipa, Leona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Coraz gorsze prawo?

Ocena: 0
557

Blisko trzydzieści lat temu w Polsce pojawiło się słowo „falandyzacja”. Weszło już do słownika języka polskiego, a oznacza „naginanie prawa zależnie od doraźnych potrzeb”.

fot. pixabay.com/CC0

Najnowszym przykładem „falandyzacji” jest sprawa wyroku Trybunału Konstytucyjnego w kwestii tzw. ustawy antyaborcyjnej. Mimo wyraźnego wymogu prawnego nie został on opublikowany przez ponad trzy miesiące – do 27 stycznia br. Oznacza to, że w tym czasie nie obowiązywał. Ale okazuje się, że powodem wstrzymania publikacji były nie tylko działania polityków, lecz także wewnętrzne spory pomiędzy sędziami.

Niestety, ostatnie trzydziestolecie jest pełne mniej lub bardziej znaczących przykładów „falandyzacji”. I nie widać zmian na lepsze.

 


SPUŚCIZNA FALANDYSZA

Określenie „falandyzacja” pojawiło się w 1993 r. Najpierw prezydent Lech Wałęsa mianował przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji mecenasa Marka Markiewicza. Uczynił to bez kontrasygnaty premiera i nie czekając na powołanie pozostałych członków rady. Już wówczas pojawiły się poważne wątpliwości co do legalności prezydenckiej decyzji. Potem nowa rada powołała na stanowisko prezesa TVP Wiesława Walendziaka. Wałęsa zareagował na to bardzo negatywnie, choć sam Walendziak wcale nie był jego przeciwnikiem. Oznajmił, że stracił zaufanie do trzech niedawno powołanych przez siebie członków KRRiT.

W następnym roku doszło do kolejnego sporu na linii prezydent – rada. Oto bowiem KRRiT przyznała koncesję na nadawanie programu na całym terytorium Polski telewizji Polsat. To (z niejasnych do końca powodów) było dla prezydenta nie do przyjęcia. Tego samego dnia Lech Wałęsa odwołał przewodniczącego Markiewicza, a na jego miejsce powołał Ryszarda Bendera. Odwołał też wiceprzewodniczącego rady Macieja Iłowieckiego.

Sprawa oparła się o Trybunał Konstytucyjny. Problem polegał na tym, że w odpowiedniej ustawie znajdowało się stwierdzenie, iż to prezydent RP mianuje przewodniczącego, jednak nie było tam nic o możliwości jego odwołania. Zdaniem Lecha Falandysza, który był wówczas sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta, skoro szef państwa miał prawo kogoś powołać na jakieś stanowisko – to miał też prawo do jego odwołania.

Trybunał uznał jednak, że odwołanie członków KRRiT było niezgodne z prawem. W jednym z orzeczeń stwierdził: „zdaniem Trybunału Konstytucyjnego z konstytucyjnej zasady legalności, jak również z zasady demokratycznego państwa prawa wynika jednoznaczny wniosek, że w przypadku, gdy normy prawne nie przewidują wyraźnie kompetencji organu państwowego, kompetencji tej nie wolno domniemywać i w oparciu o inną rodzajowo kompetencję przypisywać ustawodawcy zamiaru, którego nie wyraził”. Ale Lech Falandysz stwierdził, iż prawo nie działa wstecz, więc ten wyrok nie może zostać wykonany. W artykule w „Gazecie Wyborczej” Ewa Milewicz nazwała to „falandyzacją prawa”.

Sam Falandysz bronił się: „Falandyzację prawa zarzucali mi politycy, czyli ludzie, którzy nie znają prawa. Natomiast prawnicy nie mieli o to do mnie szczególnych pretensji. Wiedzieli bowiem, że są to dopuszczalne sposoby wykładni prawa. Nigdy nie naruszyłem kanonów wykładni. Była to może dość specyficzna wykładnia prawa, rozbijająca pozornie słuszne zasady, za którymi stali politycy i partie, nie łamała ona jednak kanonów logiki i nie naruszała wspólnego dobra”.

 


CZY PUBLIKOWAĆ?

Teraz przykładem „falandyzacji” stała się sprawa orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. Nie wchodząc w meritum tego bardzo skomplikowanego problemu, trzeba powiedzieć, że wyrok zapadł 22 października 2020 r. i powinien być opublikowany „niezwłocznie”. Tymczasem, powołując się na ważne przyczyny społeczne, rząd go nie opublikował aż do 27 stycznia 2021 r.

W oficjalnym oświadczeniu rządu z grudnia 2020 r. stwierdzono, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego powinno zostać opublikowane „niezwłocznie po ogłoszeniu przez Trybunał Konstytucyjny uzasadnienia”, gdyż „publikacja wyroku wraz z uzasadnieniem pozwoli na minimalizację wątpliwości obywateli dotyczących motywów oraz skutków prawnych orzeczenia, co jest szczególnie istotne w tak ważnej społecznie sprawie, w czasach stanu epidemii. Ponadto Trybunał Konstytucyjny już w ustnym uzasadnieniu wyroku zasygnalizował zasadność przeprowadzenia zmian ustawodawczych w związku z podjętym orzeczeniem. Tym bardziej zatem konieczne jest przeanalizowanie zakresu możliwych zmian”.

A uzasadnienia nie było. Według Onetu stało się tak dlatego, że kilku (z początku mówiono o trzech) sędziów trybunału przez blisko trzy miesiące opóźniało się z przesłaniem pisemnego uzasadnienia do złożonych przez siebie zdań odrębnych do uzasadnienia wyroku. A pisemne uzasadnienie podobno było gotowe już od 3 grudnia 2020 r. Wśród tych sędziów był podobno Jarosław Wyrembak, wybrany do TK w styczniu 2018 r. Wiadomo, że od pewnego czasu ostro krytykuje prezes trybunału Julię Przyłębską. Ogółem zdania odrębne zgłosiło pięciu sędziów, w tym trzech wybranych przez Sejm po 2015 r. Faktycznie, jak wynika z oświadczeń zamieszczonych na stronie TK, pierwsze uzasadnienie zdania odrębnego zostało złożone już 3 grudnia 2020 r. Ostatnie zaś dopiero 27 stycznia br. i tego samego dnia opublikowano wyrok TK.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 11 kwietnia

Druga Niedziela Wielkanocna - Miłosierdzia Bożego
«Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam».
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): J 20, 19-31
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Dar zmartwychwstałego Jezusa (komentarz tygodnika Idziemy)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter