9 grudnia
poniedziałek
Wiesława Leokadii Joanny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wielki skandal

Ocena: 0
828

Decyzją rektora prof. Aleksander Nalaskowski został zawieszony w prawach wykładowcy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika z powodu felietonu na temat szkodliwości ideologii LGBT.

fot. PAP / Marcin Bielecki

W Polsce nie ustają protesty przeciw ideologii LGBT. Na zdjęciu: marsz równości w Szczecinie

W USA decyzja taka spotkałaby się z powszechnym potępieniem świata naukowego, ponieważ panuje tam wielki szacunek dla academic freedom, czyli niemal nieograniczonej swobody prowadzenia prac naukowych. Bez tej podstawowej wolności niemożliwy jest rozwój nauki. W Stanach Zjednoczonych można utracić stanowisko na uczelni, ale z powodów innych niż głoszone poglądy. Stanie się tak w przypadku popełnienia plagiatu czy też z powodu tzw. przestępstw pospolitych (np. oszustwa) lub pogwałcenia przepisów wewnętrznych – wiele uczelni wprowadziło zakaz romansów pomiędzy osobami pozostającymi w stosunku przełożony-podwładny, co obejmuje także kategorię wykładowca-student.

Hollins University, gdzie pracuję, jest twierdzą radykalnych feministek, lesbijek i zwolenniczek ideologii gender, niemniej zostałem podniesiony do rangi full professor („pełnego profesora”), mimo że nigdy nie kryłem się z konserwatywnymi poglądami. Nigdy też nie zatajałem przynależności do Kościoła katolickiego – nie jestem zresztą wyjątkiem. Po prostu o awansie nadal decydują osiągnięcia naukowe, wobec których nawet najzagorzalsi przeciwnicy ideologiczni nie mogą wiele zdziałać.

Sprawa prof. Nalaskowskiego jest wynikiem patologii panujących w całym rodzimym systemie szkolnictwa wyższego. Są one z jednej strony wynikiem całego procesu transformacji, w ramach którego elity zawłaszczyły sobie niepodzielny rząd dusz. Tylko nad Wisłą funkcjonuje termin „autorytet moralny”. W USA też są celebryci, ale jeśli wypowiadają się na tematy niezwiązane z ich zawodem, to starają się nie narazić się na zarzut ignorancji. Z drugiej strony zdecydowana większość środków finansowych uzyskiwanych przez polskie uniwersytety pochodzi z budżetu państwa, czyli z kieszeni podatnika, natomiast brak jakiejkolwiek kontroli nad tym, jak te pieniądze są wydawane. Uczelnie mają ogromną autonomię, są praktycznie państwem w państwie, i ostatnia nowelizacja niewiele nowego tu wniosła.

Polskie uniwersytety powinny działać na podobnych zasadach, na jakich działają amerykańskie uczelnie stanowe, w których najwyższą władzą są rady powierników (board of trustees). To one wybierają rektorów i zatwierdzają osoby sprawujące inne najwyższe stanowiska. W skład rad powierników wchodzą politycy, osoby powszechnie szanowane (wybitni prawnicy czy lekarze), przedstawiciele stowarzyszeń wychowanków i wielkiego biznesu.

Poza wyborem rektora najważniejszym zadaniem rady powierników jest zapewnienie funduszów dla podległej im uczelni. Najlepsze uniwersytety operują rocznymi budżetami idącymi w miliardy dolarów, stąd coraz większe znaczenie mają dary od absolwentów i wielkich przedsiębiorstw oraz granty od rządu federalnego. Bez daleko idącej przejrzystości, a także bez wyników – a te pokazuje wysoki ranking wśród uczelni – uniwersytet stanowy nie ma większych szans na uzyskanie koniecznych funduszów. W Polsce nie istnieje żaden mechanizm wymuszający na uniwersytetach przejrzystość w zakresie wydatków ani, co gorsza, w zakresie wyników kształcenia i prac naukowych.

W USA w uniwersytetach obok academic freedom panuje druga naczelna zasada – shared governance, czyli udziału wykładowców w kierowaniu uczelniami. Mimo że rektorzy i naczelne władze bezpośrednio zależą od rad powierniczych, to jeśli chodzi o sprawy czysto naukowe, głos decydujący mają właśnie profesorowie. Jest to podział oczywisty i efektywny. Rektor czy dziekan nie jest osobą narzucającą wykładowcom, co i jak mają wykładać ani jakie badania mają prowadzić. W dodatku ramy prawne, w jakich funkcjonują polskie uniwersytety, są niejasne. Pod paragraf, na który powołał się rektor UMK w swojej decyzji, można podciągnąć wszystko, włącznie z przypadkiem prof. Nalaskowskiego, który w USA bez wątpienia podpadłby pod kategorię academic freedom. Nie mówiąc o podstawowej zasadzie obowiązującej w demokratycznym państwie, jaką jest wolność słowa. Nie wątpię, że w takiej sytuacji w USA rada powierników niezwłocznie odwołałaby rektora.

Wielkie amerykańskie stany mają nie jeden, ale całą sieć uniwersytetów; np. Kalifornia, Illinois, Nowy Jork, Wirginia czy Teksas mają po kilka tuzinów uniwersytetów, z których przynajmniej jeden jest na światowym poziomie. Sytuację, w której podatnik wydaje miliardy na działalność szkolnictwa wyższego i z tego tytułu nie ma praktycznie żadnej kontroli nad uzyskiwanymi wynikami, trudno uznać za normalną. Podobnie niedopuszczalna jest sytuacja, w której naukowca można zawiesić w jego prawach z powodu publikacji. Oby przypadek prof. Nalaskowskiego, który nie sposób określić inaczej niż jako wielki skandal, stał się przyczynkiem do poważnej dyskusji na temat szkolnictwa wyższego i dróg jego naprawy.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 9 grudnia

Oto przyjdzie Król, Pan ziemi,
i zdejmie z nas jarzmo niewoli.

Dziś w Kościele:
+ poniedziałek, II tydzień Adwentu,
wspomnienie św. Jana Diego Cuauhtlatoatzin
lub wspomnienie św. Leokadii, dziewicy i męczennicy
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 35,1-10; Ps 85,9-14; Łk 5,17-26
+ Komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -