20 listopada
środa
Anatola, Sedzimira, Rafala
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Serialowa rewolucja

Ocena: 0.4
9467

Serwisy informacyjne, programy publicystyczne czy telenowele? Specjaliści nie mają złudzeń – te ostatnie są najskuteczniejszym narzędziem zmieniania światopoglądu społeczeństw. Czym karmią nas współczesne seriale?

W niektórych serialach spotykamy sympatycznych duchownych
i pozytywny wizerunek Kościoła


Bez dwóch zdań Polacy kochają seriale. Trochę się z nich śmieją, w większości twierdzą, że oglądają je sporadycznie lub wcale, jednak gdy przyjdzie co do czego, okazuje się, że w zasadzie każdy wie, który aktor gra główną rolę w „Klanie” oraz co słychać u Mostowiaków. Choć dziś seriali jest całe mnóstwo i każdy może wybrać sobie swój ulubiony, u początków fenomenu telenowele potrafiły zmienić tryb życia całego miasteczka. W godzinach emisji pustoszały ulice, a przed ekranem zasiadały całe rodziny.

– Fenomen serialu polega na tym, że pozwala widzom oderwać się od codziennych problemów – mówi dr Rafał Wiśniewski, socjolog z Instytutu Socjologii UKSW. – Poza tym żyjemy dziś w społeczeństwie indywidualistów. Zwłaszcza w wielkich miastach ludzie nie wiedzą, kto mieszka w klatce obok. Śledzenie losów telewizyjnych bohaterów zastępuje im obserwowanie życia sąsiadów.

 

Środowiska lewicowe słusznie uznają media elektroniczne
za najskuteczniejszy sposób narzucania swoich idei
i to właśnie robią


Pierwsze tasiemce trafiły do Polski zza oceanu już w latach 70. Były to produkcje latynoamerykańskie opowiadające najczęściej o zakazanej miłości ubogiej dziewczyny i bogatego panicza, którzy musieli pokonać społeczne uprzedzenia. Po nich przyszedł czas na perypetie amerykańskich milionerów, wśród których prym wiodła „Dynastia” oraz osławiona „Moda na sukces”, o dziwo wciąż goszcząca na ekranach. Pod wpływem zachodnich wzorców powstawać zaczęły rodzime produkcje takie jak „W labiryncie” czy „Klan”. Dziś widzowie w telenowelach mogą wybierać i przebierać. Obok seriali obyczajowych i klasycznych wyciskaczy łez pojawiły się sensacyjne, komediowe, a ostatnim hitem stały się seriale paradokumentalne, oparte na prawdziwych historiach.


„M JAK MIŁOŚĆ” RZĄDZI ŚWIATEM

O niezwykłej popularności seriali może świadczyć fakt, że serial „M jak Miłość”, będący przecież tylko jednym z całej plejady, śledzi dziś, według badań przeprowadzonych przez AGB Nielsen Media Research, ok. 8,5 mln widzów. Jeśli więc uświadomić sobie skalę zjawiska, okaże się, że patrzenie na ten fenomen jedynie przez pryzmat nieszkodliwej rozrywki jest błędem, który może nas sporo kosztować.

– Nie jest tajemnicą, że rozmaici producenci od lat opłacają umieszczanie w serialach swoich marek. Mają nadzieję, że jeśli widzowie zobaczą, że ich ulubiony bohater je na śniadanie np. Nutellę, sami chętniej po nią sięgną – mówi prof. Krzysztof Koseła, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że w filmach i serialach lokowane mogą być nie tylko żywność czy ubrania, lecz także, a może przede wszystkim, idee i światopogląd.

– O niezwykłym potencjale, który drzemie w tego typu produkcjach, twórcy wiedzieli od początku – dodaje Maciej Pawlicki, publicysta i producent telewizyjny, były dyrektor Programu Pierwszego TVP, dyrektor programowy RTL7 oraz wiceprezes spółki Telewizja Familijna w latach 2000-2001, nadającej wtedy program pod nazwą TV Puls. – Przekaz nacechowany treścią – serial i film – może być elementem propagandowym. W XX wieku używały tego systemy totalitarne, wystarczy przypomnieć produkowane w Niemczech w latach 30. filmy, które miały przygotować grunt pod zagładę Żydów, czy filmy antypolskie. Podobne filmy i seriale wyprodukowali Sowieci, sprzedając światu własną wizję najnowszej historii. Seriale są szczególnie skutecznym narzędziem kształtowania opinii i wpływania na społeczeństwo, ponieważ docierają do znacznie szerszej publiczności niż kinowe hity. Ponadto goszczą w domach milionów widzów codziennie nawet przez kilka lat.

O tym, jak silnie wpływa na nas to, co widzimy na szklanym ekranie, mogą świadczyć pozornie mało znaczące zmiany, które zachodzą po emisji szczególnie popularnych seriali. Na przykład w czasie, gdy telewizja TVN pokazywała miłosne perypetie młodej i pięknej prawniczki Magdy Miłowicz, prawdziwe oblężenie zaczęły przeżywać kluby fitness i ścianki wspinaczkowe, bo te właśnie sporty z zamiłowaniem uprawiali bohaterowie „Magdy M”.

Seriale mogą więc zrobić wiele dobrego. Mogą zwrócić uwagę na zbawienne skutki uprawiania sportu czy badań takich jak mammografia. Mogą zwracać uwagę na niełatwą sytuację osób niepełnosprawnych, jak to się stało w przypadku wprowadzenia do serialu „Klan” chłopca chorego na zespół Downa. Mogą też zmieniać świadomość historyczną całych pokoleń.

– O tej sile oddziaływania wiedziały dobrze PRL-owskie władze – twierdzi Maciej Pawlicki. – Starsze pokolenia Polaków wzrastały na „Czterech pancernych” i „Stawce większej niż życie”. Seriale te były bardzo sprawnie zrobione, miały świetną obsadę, natomiast były także propagandową tubą, przez którą kropelka po kropelce sączona była fałszywa wersja historii o współpracy polsko- radzieckiej i bandytach, którzy walczyli z władzą ludową. Seriale te narobiły spustoszenia w świadomości historycznej kilku pokoleń ogromnego. Właściwie pierwszym, który z nimi konkuruje, jest „Czas honoru” wyprodukowany przez TVP.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 listopada

Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili.
Dziś w Kościele:
+ środa, XXXIII tydzień zwykły, wspomnienie obowiązkowe św. Rafała Kalinowskiego, prezbitera
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 2 Mch 7,1.20-31; Ps 17,1.5-6.8.15; Łk 19,11-28
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -