24 czerwca
sobota
Jana, Danuty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Media kształtują świadomość

Ocena: 0
278

– 90 proc. rynku mediów lokalnych ma zagranicznych właścicieli, w przypadku gazet ogólnokrajowych sytuacja też nie wygląda najlepiej. Przypadek Ringier Axel Springer pokazuje, że to władza, której właściciel nie zawaha się użyć – komentuje ostatnie wydarzenia Eryk Mistewicz

fot. arch. Eryka Mistewicza

Z Erykiem Mistewiczem, prezesem Instytutu Nowych Mediów, rozmawia Radek Molenda

 

Mark Dekan, prezes niemiecko-szwajcarskiego Ringier Axel Springer, pisze do dziennikarzy mediów tego koncernu, by krytycznie odnosili się do działań polskiego rządu. Jak to nazwać?

To sytuacja całkowicie absurdalna. I nawet nie wiem, co jest groźniejsze: ingerencja niemieckiego wydawcy w wewnętrzne sprawy Polski i jawne kwestionowanie demokratycznie wybranych władz, demokratycznego porządku prawnego, czy też łamanie kręgosłupów zatrudnianych w Polsce przez niemiecki koncern dziennikarzy, traktowanie ich w sposób, w jaki na pewno nie zasługują.

 

Czy jakikolwiek wydawca we Francji lub Niemczech pozwoliłby sobie na takie działania?

Nie. Ingerowanie w wolność wypowiedzi, używanie zagranicznej presji na politykę demokratycznie wybranych władz – od tego każdy w cywilizowanym świecie się odżegnuje. Oczywiście, redakcje mają swoją politykę. Praca w „La Croix” przyciąga raczej katolików, w „L’Humanite” – komunistów. Czym innym jednak są pisma tożsamościowe, ideowe, a czym innym biznes medialny zarabiający – jak wciąż twierdzi – „apolityczne pieniądze”. Dlatego właśnie list szefa Ringier Axel Springer – wydawcy m.in. „Faktu”, „Newsweeka”, „Przeglądu Sportowego”, ale i właściciela Onetu – jest tak bardzo ważny. Pokazuje, że pieniądze mają narodowość, a inwestycje w media nigdy nie są społecznie obojętne. Szkoda, że rozmawiamy o tym teraz, gdy większość pism lokalnych jest już w rękach zagranicznych wydawców, głównie niemieckich, a państwo polskie pozbyło się najmniejszych nawet mechanizmów wpływu. Państwo polskie zrejterowało.

 

Przypomina się historia przejęcia „Rzeczpospolitej” przez Grzegorza Hajdarowicza. Wtedy dziennikarze masowo złożyli wymówienia. Czy tak zrobią dziennikarze Onetu, „Faktu” albo „Newsweeka”?

Dla starszego pokolenia dziennikarz to wolny człowiek, który woli przymierać głodem, publikować w niskonakładowych periodykach, niż dać się złamać przez podpisanie swoim nazwiskiem czegoś, o czym dobrze wie, że nie jest zgodne z prawdą, lecz jest wrzutką czy to biznesową, czy polityczną. Młodsze pokolenie tłumaczy się zaś, że media to taki sam biznes jak każdy inny i trzeba zarabiać na tekstach, np. od producentów sprzętu obronnego, mówiących już nawet nie o tym, jaki ten sprzęt jest dobry, ale jak fatalne są rozwiązania konkurentów.

Cieszą mnie ci dziennikarze, także z młodszego pokolenia, którzy postanawiają wrócić do korzeni tego zawodu. Do prawdziwego dziennikarstwa. Są przecież projekty medialne, prasowe, które może nie gwarantują tak dobrych zarobków, ale umożliwiają zgodę z samym sobą. Gratuluję im i kibicuję. Będę zawsze takie projekty wspierał.

 

Można jeszcze mówić, że media, których właścicielem są niemieckie koncerny, są niezależne, a serwowana w nich informacja jest rzetelna?

Dotychczas byliśmy skupieni na presji rosyjskiej dezinformacji, na działaniu stacji Sputnik czy Russia Today. Tymczasem 90 proc. rynku mediów lokalnych ma zagranicznych właścicieli, w przypadku gazet ogólnokrajowych sytuacja też nie wygląda najlepiej. Przypadek Ringier Axel Springer pokazuje, że to władza, której właściciel nie zawaha się użyć. Media są ważniejsze niż kopalnie czy huty. Kształtują świadomość społeczną. Sprawiają, że ludzie żyją w zgodzie lub wzajemnie się zagryzają. Widzą świat zewnętrzny, rozumieją co się dzieje, albo intelektualnie karleją, cofają się w rozwoju. Mądre państwo odpowiedzialne jest za kształt mediów, podobnie jak za edukację czy uniwersytety. W Polsce wciąż tej mądrości państwa nie widzę.

 

Czy polskie prawo dotyczące mediów, np. odnośnie do koncentracji kapitału zagranicznego w polskich mediach, powino być – na wzór choćby francuskiego – zmienione?

Francja ma elity. Francja ma arystokrację rozumu, która wie, że niezależnie od politycznych sporów wszystkich łączy Republika. Podobne wyjęcie kwestii, o których mówimy, z obszaru partyjnego sporu potrzebne jest i w Polsce. Ale być może nie jest to już możliwe. Dziś mamy do czynienia z patologią, mieszaniem się obcych w polskie sprawy. I z bezbronnym państwem, które nie potrafi powiedzieć, co jest dla niego ważne i w jaki sposób będzie egzekwowało swoje najbardziej naturalne prawa. I z politykami, którzy obawiają się, aby nie podpaść mediom, mimo że od tak funkcjonujących mediów odwracają się dziś ich wyborcy.

We Francji system jest dosyć prosty. Mimo podejmowanych kilkakrotnie prób nie ma w tym kraju niemieckich pism. Po prostu uznano, że to zbyt wielkie ryzyko dla Francji i dla demokracji. Zastosujmy te same metody, zgodne przecież z prawem europejskim. I niech państwo wspiera te projekty wysokojakościowych mediów, które są państwowotwórcze. To, czy będziemy na siebie warczeć i patrzeć wilkiem, czy też rozwijać się, być mądrą wspólnotą – zależy od mediów. A te zależą od mądrego państwa.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Współtworzył w Lyonie kwartalnik „Chemin Neuf” (potem „FOI”). W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły