20 kwietnia
wtorek
Czeslawa, Agnieszki, Mariana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czyje będą media?

Ocena: 5
673

Niedawno pojawiła się informacja, że PKN Orlen prowadzi rozmowy w sprawie kupna spółki Polska Press, będącej właścicielem większości gazet regionalnych w naszym kraju. To by mogło oznaczać, że rządzący zrezygnują z tak zwanej dekoncentracji mediów, a zadowolą się przejęciem przez państwową firmę dużego segmentu prasy.

fot. Wojciech Świątkiewicz

Jednocześnie wiadomo, że Orlen zamierza kupić RUCH. To zaś prowadziłoby do wejścia polskiego giganta naftowego na rynek mediów. I tak stacje benzynowe, które są punktami sprzedaży gazet, w przyszłości mogłyby skutecznie promować gazety, których Orlen byłby właścicielem. Podobnie mógłby robić ważny dystrybutor gazet, jakim jest właśnie RUCH.

Tyle że dzienniki regionalne nie mają się najlepiej. Dane na koniec 2019 r. pokazują, że najlepsza w Polska Press „Gazeta Pomorska” (Bydgoszcz) sprzedawała średnio 25 tys. egzemplarzy dziennie, ale np. „Gazeta Współczesna” (Białystok) zaledwie 3,3 tys. Epidemia koronawirusa tylko pogorszyła sytuację. Nikt nie potwierdza, że rozmowy z właścicielami Polska Press się toczą, ale docierają różne pogłoski, np. że Orlen nie przejmie serwisów internetowych, tylko gazety papierowe. A to inwestycja bardzo niepewna. Ponadto państwowa spółka nigdy nie jest najlepszym właścicielem – a zwłaszcza nie wiadomo, czy w gazety i ich treść nie zechcą wtrącać się politycy.

Hasło dekoncentracji jest nośne. Inaczej niż w Polsce, za granicą bywają duże ograniczenia, jeśli chodzi o posiadanie mediów przez firmy z innych państw, istnieją też ograniczenia w posiadaniu wielu mediów jednocześnie. Społeczne poparcie dla dekoncentracji bierze się z obaw, że właściciel z innego kraju (szczególnie z kraju sąsiedniego, np. z Niemiec) może coś dziennikarzom nakazać. Są obawy, że zagraniczny właściciel może zmusić redaktora naczelnego do wspierania konkretnej polityki, a nawet do krytykowania rządu. Czasem tak bywało. W praktyce jednak głównym celem inwestorów zagranicznych jest najczęściej jedno: jak największy zysk. A mieszanie się w politykę może ich tego zysku pozbawić.

Z drugiej zaś strony ostra krytyka rządu bywa mile widziana przez sporą część odbiorców mediów. Istnieje coś takiego, jak „premia za opozycyjność”: paradoksalnie można mieć zyski z bycia opozycyjnym.

 


RÓŻNE DOŚWIADCZENIA

Dobrym przykładem inwestycji zagranicznych w polskie media są dwie gazety: „Rzeczpospolita” i „Życie Warszawy”. Pierwsza odniosła sukces (choć dziś jej sytuacja, tak jak innych dzienników drukowanych, jest nie najlepsza), a druga poniosła porażkę.

„Rzeczpospolita” powstała w 1981 r. jako pismo rządowe. Przez kolejne lata była dziennikiem bezbarwnym i nudniejszym chyba nawet od „Trybuny Ludu”. Dopiero po zmianach w 1989 r. premier Tadeusz Mazowiecki postanowił zrezygnować z posiadania przez rząd swego organu prasowego. Redaktorem naczelnym został Dariusz Fikus, który w 1991 r. pozyskał inwestora francuskiego – grupę Hersanta. Francuzi najpierw kupili 49 proc. udziałów w nowej spółce Presspublica (drugim udziałowcem było Państwowe Przedsiębiorstwo Wydawnicze „Rzeczpospolita”), potem dokupili 2 proc. Zakupili komputery i wyposażenie redakcji, potem także własną drukarnię w Raszynie (później powstała kolejna pod Poznaniem).

Dzięki temu gazeta mogła się rozwinąć i stała się jednym z najlepszych pism w kraju. Mogło być jeszcze lepiej, ale szefowie kolejnego udziałowca (Francuzi z dużym zyskiem sprzedali swe udziały norweskiej spółce Orkla Media) skłócili się z dyrektorem PPW „Rzeczpospolita” i nie doszło m.in. do kupna własnej siedziby czy planowanego przejęcia jednej ze stacji radiowych. A potem pojawiły się kłopoty prasy drukowanej, co uderzyło i w „Rzeczpospolitą”. Następca Orkli, brytyjski Mecom, sprzedał w 2011 r. firmę polskiemu biznesmenowi Grzegorzowi Hajdarowiczowi.

„Życie Warszawy” założone zostało w 1944 r. i za PRL było chyba najlepszym dziennikiem w kraju, choć wydawanym przez partyjny koncern RSW „Prasa”. Na pewno czytało się ją z dużo większym zainteresowaniem niż „Rzeczpospolitą”. Po 1989 r. gazetę kupił włoski biznesmen Nicola Grauso, ale działania Włochów okazały się co najmniej chybione i pismo podupadło. Kolejni właściciele, polscy biznesmeni, również nie odnotowali sukcesów. W 2007 r. gazetę kupiła Presspublica, faktycznie po to, by nie przejęła jej konkurencja (chodziło o poprzednika dzisiejszej Polska Press). Ale było za późno, by „Życie Warszawy” odrodzić. Nakład sprzedany kurczył się, spadając poniżej 3 tys. egzemplarzy dziennie, a sama gazeta wyglądała jak cień samej siebie. W 2011 r. pismo stało się dodatkiem warszawskim do „Rzeczpospolitej”, a potem tytuł „Życie Warszawy” ostatecznie zniknął.

To pokazuje, że dobry zagraniczny inwestor i sam osiągnął zyski, i mógł rozwinąć gazetę z pożytkiem dla czytelników oraz dziennikarzy (w latach 90. wynagrodzenia były naprawdę wysokie!). Zły inwestor przynosił tylko kłopoty.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 kwietnia

Wtorek, III Tydzień Wielkanocny
Dzień Powszedni
«Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął».
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): J 6, 30-35
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter