Rozkosz cudzołożnika powoduje cierpienie zdradzonego współmałżonka, współmałżonki. Udźwigniecie tego cierpienia po ludzku jest niemożliwe. Pomóc może cierpiącemu tylko Bóg.
komentarze Bractwa Słowa Bożego,
autor: Prof. dr hab. Eugeniusz Sakowicz
Pierwsze czytanie: 1 Krl 19, 9a. 11-16
Prorok Eliasz doświadczył wielkiego utrapienia. Zagrożony śmiercią ze strony Izebel, żony króla Achaba, ukrył się w grocie. Skała dała schronienie uciekającemu prorokowi. Będąc w tymże miejscu, usłyszał pytanie zadane mu przez Boga: „Co ty tu robisz, Eliaszu?” Jahwe, jako Wszechwiedzący, wiedział, dlaczego Eliasz wszedł do groty. Prorok w oszczędnych słowach wyraził nie tylko obawy o swoje życie, ale przede wszystkim o życie Izraelitów, którzy opuścili Jahwe.
Eliasz o własnych siłach nie wyszedłby z groty. To Bóg wyprowadził go z tego miejsca azylu – schronienia – na „górę wobec Jahwe”. Bóg nie był obecny w wichurze, wietrze, trzęsieniu ziemi, w ogniu. Na obecność Boga, który był blisko Eliasza, wskazywał „szmer łagodnego powiewu”.
Piękne słowa Eliasza, dwukrotnie podane w krótkim fragmencie tekstu biblijnego mogą stać się dziś wezwaniem prześladowanego głosiciela Bożej prawdy: „Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Jahwe”. Cóż może stać się złego żarliwemu prorokowi – płonącemu ogniem miłości do Boga?
Eliasz doświadczył jednakże kryzysu prorockiego powołania. Upominany przezeń król Achab nie nawrócił się. Zaczął Eliasz powątpiewać w sens misji powierzonej mu przez Boga. Samotność Eliasza była w końcu rodzajem pustyni. Zresztą przemierzał on fizyczną pustynię. W tej właśnie sytuacji zwątpienia Bóg objawił się mu najwyraźniej. Objawieniem było odczucie przez Eliasza obecności przy nim Boga. Eliasz wyprowadzony z groty, umocniony przez Boga, mógł dalej Jemu służyć już w ziemi Izraela, dokąd dotarł z terytorium Judy.
Psalm responsoryjny: Ps 27,7-8a.8b-9c.13-14
Psalm 27 stanowi zapis modlitwy błagalnej oraz dziękczynienia. Dotknięty prześladowaniem Dawid woła do Boga o pomoc. Kieruje doń słowa, które dla dzisiejszego czytelnika czy słuchającego tej modlitwy brzmią co najmniej dziwnie: „nie bądź dla mnie głuchy”. Słowa przeniknięte rozpaczą wskazują na konieczność urzeczywistniania sprawiedliwości w życiu. Słowa zaś dotyczące grzeszników, a skierowane do Boga, ujawniają głęboką prawdę teologiczną, jak i psychologiczną: „oddaj im własne ich czyny”.
Psalm ten jest hymnem dziękczynnym za wysłuchanie przez Boga modlitwy udręczonego. Bóg w każdej bez wyjątku sytuacji oraz okoliczności życia, szczególnie w opresji jest „mocą i tarczą” prześladowanego. Najważniejsze, by serce człowieka doświadczającego „ucisk i strapienie” bezgranicznie Bogu ufało. Psalmista nie koncentruje się tylko na sobie. Wola do Boga o ocalenie Jego ludu i o błogosławienie Bożemu dziedzictwu.
Ewangelia: Mt 5, 27-32
Ewangelista Mateusz w perykopie mówiącej o szóstym przykazaniu Bożym, analizowanym w kontekście Kazania na Górze wskazuje na konieczność pracy nad sobą – nad swoim spojrzeniem, wyobraźnią, pragnieniem. Imperatyw: „Nie cudzołóż!’ jest nad wyraz oczywisty, „Cudze łoże” to intymność drugiego człowieka, do której to intymności żadna osoba trzecia nie ma prawa.
Drogą prowadzącą do cudzołóstwa jest pożądliwość oczu. Spoglądanie pożądliwe na druga osobę – na kobietę przez mężczyznę, ale i na mężczyznę przez kobietę czyni z nich – w świadomości patrzącego pożądliwie – rzeczy, przedmioty, często jednorazowego użytku, przydatne tylko do zaspokojenia własnej żądzy. Jezus wskazuje na środek zaradzający pożądliwości. Chociaż mówi o okaleczeniu, to nie każe dosłownie wyłupywać sobie oka, czy też odcinać ręki, czyniącej zło. Te symboliczne, dramatyczne w wymowie imperatywy wskazują na absolutną, bezwarunkową konieczność odwrócenia się od pokusy, od zła. Z pożądliwością nie prowadzi się dialogu. Skutek przyniesie jedynie absolutne od niej odwrócenie się poprzez zwrócenie się ku Bogu i tę prawdę wyrażają trudne do zrozumienia Jezusowe wskazania dotyczące oka – wzroku i ręki – dotyku.
Chwilowe szczęście, czy rozkosz, w które „zaangażowane” jest ciało „cudzego” mężczyzny i „cudzej” kobiety może przynieść ogromne cierpienie, trwające latami. Stanie się tak na pewno, kiedy pozorne szczęście budowane jest na prawdziwym nieszczęściu skrzywdzonego. Rozkosz cudzołożnika powoduje cierpienie zdradzonego współmałżonka, współmałżonki. Udźwigniecie tego cierpienia po ludzku jest niemożliwe. Pomóc może cierpiącemu tylko Bóg.
Słowa dotyczące szóstego przykazania Bożego są dziś szczególnie niepopularne. W epoce masowych rozwodów, konkubinatów, kiedy czymś oczywistym, co więcej – mającym społeczne przyzwolenie – jest oddalenie żony czy męża, najlepiej byłoby – jak uważają niektórzy – przemilczeć słowa Jezusa. Głoszący nierozerwalność małżeńską Jezus stał się dziś obcym kulturze tymczasowości, hedonizmu (gdzie przyjemność i rozkosz jest najwyższym dobrem) i permisywizmu (będącego bezgraniczną tolerancją w odniesieniu do ludzkich zachowań). Czy tak powinno być? Na pewno nie.